LARP. I ty możesz zostać bohaterem

rydzek
07.08.2017 09:04
A A A
Perspektywy - Nine Hills Festival 2016. Podczas przemarszu mieszkańców z pochodniami uczestnicy LARP-u zmieniali bieg średniowiecznej legendy

Perspektywy - Nine Hills Festival 2016. Podczas przemarszu mieszkańców z pochodniami uczestnicy LARP-u zmieniali bieg średniowiecznej legendy (Rafal Skoczylas)

Taką możliwość da nam gra miejska podczas chełmińskiego Nine Hills Festivalu. O fenomenie gier opowiada nam Piotr Milewski, współtwórca nadchodzącego (i ubiegłorocznego) LARP-a - zabawy z pogranicza gry i teatru.

Karolina Błażejczyk: Na co dzień jest pan związany z Uniwersytetem Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy...
Piotr Milewski: Tak, prowadzę zajęcia ze studentami humanistyki 2.0 na specjalności badanie i projektowanie gier. Gamedec, bo tak nazywa się specjalizacja, tworzy gry planszowe, karciane, fabularne, edukacyjne, LARP-y, miejskie, wideo i z rozszerzoną rzeczywistością, czyli takie, w których poruszamy się po rzeczywistej przestrzeni, ale percepcję uzupełnia wirtualny świat. Do takich gier zaliczamy np. popularne Pokemon Go na smartfony.
Skąd biorą się kompetentne osoby do wykładania takich przedmiotów?
- Z rynku pracy. Ja na uniwersytet trafiłem dzięki Michałowi Mochockiemu, jednemu z inicjatorów kierunku. Znaliśmy się z fandomu, czyli społeczności miłośników fantastyki.
Jak wszedł pan w tę branżę?
- Gry poznałem w liceum, na początku lat 90. Była tam drużyna ZHP, a na typowe gry harcerskie robiliśmy nakładki fantastyczne. W ten sposób gry stały się moim hobby, potem zająłem się nimi profesjonalnie, co trwa ponad dekadę. Od 2007 r. organizuję festiwal gier, na który zjeżdżają ludzie i grają w dziesiątki tytułów, pracowałem w firmach eventowych [organizujących różnego rodzaju imprezy, np. firmowe - przyp. red.] i wydawniczych, od trzech lat jestem freelancerem [wolnym strzelcem - przyp. red.], dzięki czemu mogę pozwolić sobie na uczenie innych.
Gry w Polsce przeżywają renesans?
- Zdecydowanie. Pokolenie 20-, 30-, a nawet 40-latków odchodzi od telewizorów i pasywnej formy rozrywki. Chcemy decydować o sposobie spędzania czasu nawet na mikropoziomie, widać to choćby po rosnącej popularności platform typu Netflix, gdzie sami decydujemy, co i kiedy oglądamy, w jakim momencie robimy sobie przerwę. O zapotrzebowaniu na gry świadczy to, że gamedec ma już absolwentów i wszyscy pracują w zawodzie, połowa już na III roku studiów.
Na początku lat 90. popularne były gry fabularne, potem gry wideo. Dlaczego wróciliśmy do planszówek?
- Gry fabularne, takie jak "Warhammer" czy "Dungeons & Dragons", mają wysoką barierę wejścia, nie można się spotkać, siąść i grać, bo pierwsza sesja to wyjaśnianie zasad i tworzenie postaci. Wydaje mi się, że podgryzły je właśnie planszówki, bo poznanie reguł zajmuje chwilę, a do wyboru mamy tysiące tytułów. Do tego doszły LARP-y, które angażują większą liczbę ludzi, wzrasta immersja, czyli zanurzenie w świecie gry. Można je odgrywać po wielekroć, są trochę jak sztuki teatralne.
Z grami wideo sprawa jest bardziej skomplikowana. Wyprodukowanie gry nieodstającej od konkurencji wymaga ogromnych środków pieniężnych, więc wydawcy stawiają na sprawdzone schematy z prostej obawy przed ryzykiem. Są niskobudżetowe gry niezależne, ale najczęściej nie odnoszą sukcesu. Planszówkę można wyprodukować już za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wydawcy, którzy rocznie publikują 30 lub więcej nowych projektów, nie boją się eksperymentów. Od strony technologicznej i wizualnej między nietypowymi, awangardowymi tytułami a pewniakami nie będzie przepaści jak między "Wiedźminem 3" a grą indie [niezależną - przyp. red.].
Zabawa zyskała też nowe funkcje.
- Gry stały się narzędziem edukacji i promocji, choć patrząc na planszówki wydawane przez producentów np. artykułów spożywczych, można stwierdzić, że są jeszcze w powijakach. Potencjał zauważyły firmy szkoleniowe, za pomocą gier można nauczyć poważnych rzeczy, np. kompetencji kluczowych sprzedawców czy menedżerów. Gry symulacyjne zasypują przepaść między teorią a stosowaniem wiedzy, innymi słowy - można przećwiczyć relacje z klientem, nie narażając pensji.
Oczywiście są jeszcze LARP-y i gry miejskie przyciągające wzrok, zaczepiające przechodniów i nęcące możliwością zostania bohaterem. Działa tu ten sam mechanizm, o którym mówiłem wcześniej, mamy poczucie wpływu na coś. W takich wydarzeniach bierze udział jednorazowo od kilkudziesięciu do kilkuset osób w Polsce, największy LARP na świecie, rozgrywany w Niemczech, przyciąga 10 tys. uczestników.
Jaka gra miejska rozegra się podczas Nine Hills Festivalu?
- W ubiegłym roku w zabawie wzięło udział około 400 osób, czyli bardzo dużo, pomysł chwycił i chcemy uzyskać podobny klimat i mechanikę. Tym razem sięgniemy po legendę z czasów Hanzy, Chełmno jest miastem zakochanych, więc będą również chłopak, dziewczyna i cały świat przeciwko nim. Ponownie będziemy "naprawiać" historię, dodając jej dobre zakończenie. Do tego pojawi się kilka nowych elementów i usprawniona mechanika.
W co grać, kiedy w Chełmnie nie ma festiwalu?
- Dla początkujących graczy poleciłbym pięknie zilustrowany "Dixit", bardzo grywalna jest także "Wsiąść do pociągu". Grą pokazującą niestandardowe wykorzystanie planszy są "Osadnicy z Catanu". Jeśli ktoś lubi pogłówkować, może sięgnąć po "Qwirkle", miłośnicy kart poznają różne sposoby ich wykorzystania w "Dominionie".
Dziękuję za rozmowę.
KB

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX