Trzydzieści tysięcy mrówek wystąpi w kościele

rydzek
09.08.2017 07:53
A A A
Jedna z odsłon SHMIB. Od lewej dr Jarosław Czarnecki

Jedna z odsłon SHMIB. Od lewej dr Jarosław Czarnecki (Pawel Wyszomirski / www.TESTIGO.)

Cztery inkubatory mrówek farmerek staną w kościele św. św. Piotra i Pawła drugiego dnia Perspektywy - Nine Hills Festival w Chełmnie. Wielokrotnie wzmocnionym, wydawanym przez owady dźwiękom towarzyszyć będzie muzyka improwizowana przez zaproszonych artystów. Mrówki będzie można oglądać także trzeciego dnia festiwalu. - Zaobserwujemy je przy pracy nad hodowlą grzybów, którymi się żywią, przy pracy nad cięciem liści potrzebnych do tej hodowli i segregacji śmieci - opowiada dr Jarosław Czarnecki, twórca projektu

Klaudia Peplińska: SHMIB, czyli Symultaniczna Hybryda Muzyki Improwizowanej z Bioartem, to projekt dźwiękowo-wizualny, w którym wykorzystuje pan część wcześniej rozpoczętego dzieła - "Symbiotyczności tworzenia". Oba projekty łączy jeden element - mrówki (do Chełmna przyjadą farmerki). Skąd zainteresowanie bioartem (nurt w sztuce współczesnej, w której artyści czerpią z biologii i biotechnologii)?
Dr Jarosław Czarnecki (Elvin Flamingo), twórca projektu, wykładowca i prodziekan Wydziału Rzeźby i Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku: - To proste połączenie moich wcześniejszych fascynacji biologią i naturą z potrzebą kreacji w obszarze sztuk wizualnych. Całość oparta jest na próbach wkroczenia w niezwykle inspirujący obszar łączenia sztuk pięknych z naukami ścisłymi. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem negacji granicy pomiędzy naturą a kulturą.
"Symbiotyczność tworzenia" składa się z czterech części. Każdą z nich tworzą inkubatory z mrówkami - farmerkami, tkaczkami i stolarkami. Dźwięki wydawane przez owady są wielokrotnie wzmocnione, przez co stają się słyszalne dla ludzkiego ucha. Co dokładnie z "Symbiotyczności" znajdziemy w SHMIB?
- Projekt "Symbiotyczność tworzenia" został zapoczątkowany w 2012 r. Natomiast SHMIB, który rozpocząłem na początku 2016 r., jest czymś w rodzaju satelity wokół pierwszej i największej części "Symbiotyczności" zatytułowanej "Rekonstrukcja nie-ludzkiej kultury". Jak sam tytuł sugeruje, jest to próba oddania głosu organizmom nie-ludzkim - w tym przypadku wypieranemu i traktowanemu jak szkodniki gatunkowi mrówek farmerek Atta sexdens. Gatunek ten jest jednocześnie uznawany przez myrmekologów [naukowcy obserwujący i badający mrówki w środowiskach naturalnym i sztucznym - przyp. red.] za najbardziej wyspecjalizowany i zaawansowany system społecznościowy - kolonia mrówek, z którą pracuję, to prawdziwy Superorganizm.
Skąd pomysł na to, żeby pracować z mrówkami, i skąd owady wzięły się u pana w pracowni?
- Pomysł na pracę z mrówkami wziął się z faktu zalewania mrowisk farmerek 10 tonami cementu przez brazylijskich naukowców. Wszystkie królowe zostały zakupione w Niemczech, w Berlinie i Frankfurcie. W naturze tylko niewielka część królowych z powodzeniem zakłada swoje kolonie - naukowcy szacują, że tylko około 10 proc. W warunkach laboratoryjnych, które ja stworzyłem, to 40 proc. sukcesu. Te warunki to odpowiednik tych, które mają w naturze, czyli wilgotność około 90 proc. i temperatura około 26 stopni.
Ile mrówek dziś znajduje się w inkubatorach?
- Kolonia farmerek, będąca najważniejszą częścią performansu SHMIB, zamieszkuje cztery połączone inkubatory i liczy około 25-30 tys. robotnic. Nie jestem w stanie dokładnie oszacować liczebności kolonii. Tak jak wspomniałem, farmerki uznawane są za Superorganizm. Za tym stoi z pewnością niezwykły rodzaj inteligencji i bardzo zaawansowane sposoby organizacji.
Zdecydował się pan połączyć sztukę z naukami ścisłymi. Skąd wiedza na temat tego, jak m.in. hodować mrówki?
- Czerpałem ją z książek, artykułów naukowych, jak również z filmów popularnonaukowych. Konsultowałem się także z kilkoma myrmekologami w Niemczech i Danii.
Koniec realizacji "Symbiotyczności tworzenia" zaplanował pan na 2034 r. Skąd ta data?
- Rok 2034 został obliczony orientacyjnie na podstawie średniej długości życia królowej farmerki. To okres około 20-25 lat. Nie zamierzam rozwijać "Symbiotyczności tworzenia". Ten projekt to proces samoistny i raczej mało przewidywalny. W tej chwili autorem projektu jest kolonia mrówek i jej królowa. Ja swoją pracę jako artysta już wykonałem. Taka idea zejścia z pozycji demiurga przyświecała mi od samego początku.
SHMIB to nie tylko mrówki. Kogo zobaczymy w Chełmnie podczas drugiego dnia festiwalu?
- W skład kolektywu SHMIB, oprócz kolonii mrówek, wchodzi improwizator Ireneusz Wojtczak, elektroniczne trio JAAA! [zespół dał koncert na rynku podczas pierwszej edycji festiwalu - przyp. red.] oraz duet Infer, z którym realizowałem mój ostatni projekt.
Ten nietypowy performans odbędzie się w kościele św. św. Piotra i Pawła. Czy SHMIB kiedykolwiek zaistniał w przestrzeni kościelnej?
- Będzie gościł w kościele po raz pierwszy. To duże wyzwanie. W Chełmnie, jako nasz gość specjalny, wystąpi Barbara Fourneret - francuska artystka wizualna. To ona będzie poetyckim ogniwem łączącym generalną ideę SHMIB z kontekstem religijnym. Będzie integralną częścią performansu, tak jak poprzednio Marcin Masecki w Gdańsku i Leszek Możdżer w Poznaniu.
Kolejnego dnia (w niedzielę, 13 sierpnia) nie usłyszymy już muzyki w wykonaniu artystów. W kościele będzie można jednak oglądać samą instalację "Rekonstrukcję nie-ludzkiej kultury". Co będzie można zaobserwować w inkubatorach?
- Tętni tam prawdziwe życie. To habitat, w którym żyje ogromna społeczność mrówek. Zaobserwujemy je przy pracy nad hodowlą grzybów, którymi się żywią, przy pracy nad cięciem liści potrzebnych do tej hodowli i segregacji śmieci. Będzie można zauważyć różnice wielkościowe pomiędzy kastami robotnic - od mrówek (około 1,5 mm) do żołnierzy (około 19 mm). Królowej, która ma około 30 mm, zapewne nie zobaczymy - jest ona skutecznie ukrywana przez robotnice.
Co dzieje się z instalacją, kiedy koncert lub wystawa dobiegają końca?
- Cała instalacja ma swoje stałe, publiczne miejsce na Wydziale Biologii Uniwersytetu Gdańskiego. Tam mrówki są pod profesjonalną opieką.
Bioart wywołuje dziś wiele kontrowersji. Grono ludzi nie akceptuje tego nurtu sztuki, kierując się przekonaniem, że zwierzętom dzieje się krzywda. Ile w tym prawdy? Czy projekty tworzone w tym nurcie sztuki podlegają jakiejś kontroli?
- W moim przekonaniu zarówno bioart, jak i sztuka art&science dotykają bardzo istotnych aspektów dotyczących kondycji człowieczeństwa i związków pomiędzy naturą i kulturą. Podświadomie można je odbierać jako mocny głos krytyczny skierowany w nas samych i może dlatego jest ona trudna do zaakceptowania. Gatunek mrówek, z którym pracuję, w projekcie SHMIB jest zabijany w świecie ludzkim w sposób, powiedziałbym, mocno kontrowersyjny. Królowa zamieszkująca cztery połączone inkubatory założyła w nich swój bezpieczny habitat - zaczęła od 15 robotnic - taką niewielką kolonię przywiozłem z Berlina w 2012 r. Teraz dowodzi kilkudziesięciotysięczną społecznością. Nie są mi znane kontrole w dziedzinie sztuk pięknych.
Jest pan wykładowcą i prodziekanem Wydziału Rzeźby i Intermediów Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Pana doktorat "Symbiotyczność tworzenia" był pierwszą pracą doktorską w dziedzinie bioartu. Na co dzień pracuje pan ze studentami, jaką przyszłość wróży pan bioartowi?
- Szczerze mówiąc, w Polsce niewielką. Zainteresowanie studentów sztuką krytyczną jest również niewielkie, a bioart oraz art&science uważam za jej naturalną konsekwencję i wręcz kontynuację. Moim zdaniem zawód artysty jest niezwykle trudną i wymagającą profesją. A uprawianie tego rodzaju sztuki, szczególnie w naszym kraju, gdzie nie ma na to akceptacji, to ogromne wyzwanie. Moją ostatnią realizację "My - Wspólny organizm" zrealizowałem z moimi dwoma studentami w kolektywie "Elvin Flamingo + Infer". Jestem dumny z tej współpracy, a fakt, że zdobyliśmy razem Grand Prix na Biennale Sztuki Mediów WRO 2017, jest z pewnością sygnałem dla studentów, że to jednak ważny kierunek w sztuce współczesnej.
Dziękuję za rozmowę.
Klaudia Peplińska

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX