Śpiewali w Czarnogórze

rydzek
09.10.2017 15:40
A A A
Chór Kantyczka był w Czarnogórze

Chór Kantyczka był w Czarnogórze (Fot. Arch A. Skupniewicza)

Działający w dotychczasowym Gimnazjum w Korytowie chór Kantyczka jak co roku w wakacje wyjechał zaprezentować się na zagranicznym festiwalu. Tym razem członkowie wzięli udział w Międzynarodowym Festiwalu Folkloru, Tańca i Pieśni w Czarnogórze. - Koncertowaliśmy i zwiedzaliśmy, zachwyciły nas przede wszystkim przyroda i krajobrazy tego kraju - przyznaje Andrzej Skupniewicz, organizator wyjazdu i dyrygent chóru.

Cały rok ciężkiej pracy i prób wynagrodziły trzydziestu młodym śpiewaczkom z Kantyczki wczasy w gorącej Czarnogórze. - Starałem się, żeby wyjazd nie był uciążliwy, a koncertów nie było zbyt dużo - mówi Skupniewicz. - Z przygotowanych ofert udało się wybrać taką propozycję, gdzie w trakcie sześciodniowego pobytu mieliśmy tylko trzy koncerty - dodaje.
Droga nie była łatwa. Uczestnicy musieli przygotować się na dwa dni jazdy autokarem. Dłuższe postoje zaplanowano nad Balatonem, a w powrotnej drodze w Chorwacji.
Biurokracja
Przygotowania do wyjazdu trwały już dużo wcześniej. Oprócz prób, na których regularnie chórzyści spotykają się w ciągu roku szkolnego, były też spotkania w wakacje. - Wszystko po to, żeby nie stracić formy, a trzy dni przed wyjazdem spotykaliśmy się codziennie - wyjaśnia Skupniewicz.
Czarnogóra znajduje się poza granicami Unii Europejskiej, co też wiązało się z dodatkową dokumentacją, o którą trzeba było zadbać. - Wszyscy rodzice musieli dostarczyć mi pozwolenia na wyjazd swoich dzieci poza granice Unii - poświadczone notarialnie i wszystkie przetłumaczone zostały na język serbski - opowiada Skupniewicz. - W pewnym momencie pojawiła się nawet wątpliwość, czy można jechać z samym dowodem osobistym, bez paszportu. Na miejscu okazało się, że można wszystko, wystarczy dać celnikom "małe co nieco". Tam to jest normalne, a urzędnicy mają nawet ustalone stawki (śmiech). Z podobną sytuacją spotkałem się później, kiedy musiałem pojechać autobusem na lotnisko. Kiedy zapytałem się kierowcy, czy zatrzyma się na lotnisku, powiedział, że za 10 euro. Ludzie nawet pasów w samochodzie nie zapinają, bo wiedzą, jak uniknąć mandatu - dodaje.
Malowniczy teren
Po dojechaniu na miejsce wszystkich uczestników zachwyciły widoki. Petrovac to stare miasto, w którym zabudowa przypomina trochę postkomunistyczną. - Są też nowe budynki, ale widać, jaka infrastruktura służy mieszkańcom, a jaka turystom - wyjaśnia Skupniewicz. - To miasto w dolinie, są tam piękne średniowieczne i renesansowe zabytki, a całe miasto jest położone w otoczeniu gór i wody. Jest trochę podobne do chorwackiego Dubrownika. Widoki są przepiękne, połączenie gór i morza robi niesamowite wrażenie. Ze skał można skakać do wody, która jest przezroczysta. Widać pod nią wszystkie rośliny i ryby. Na szczęście wziąłem okulary do pływania i miałem co podziwiać. Dno morskie jest kamienno-trawiaste i barwne - dodaje.
Miasto jest typowo górskie. Ulice są tak wąskie, że przechodnie, mijając się, ocierają się ramionami. Miejscowa ludność jest bardzo uprzejma i pomocna.
- Ciekawostką może być bliskość ich języka do polskiego - mówi Skupniewicz. - Po kilku dniach okazało się, że rozumiemy się, mimo że mówimy w innych językach. Sens zdań można wyciągnąć z samego kontekstu. Wszystko dzięki temu, że przodkami mieszkańców Czarnogóry byli Prasłowianie - dodaje.
Koncerty były wieczorami
Latem w Czarnogórze zawsze jest słonecznie, a temperatura sięga 40 stopni Celsjusza. Dlatego wszystkie koncerty podczas festiwalu były organizowane wieczorami, kiedy robiło się trochę chłodniej. Kantyczka miała okazję zaprezentować się w trzech koncertach. - Zwykle korowód śpiewających zespołów przechodził przez miasto, żeby zaprosić mieszkańców na koncert - opowiada Skupniewicz. - Nas jak zawsze zachwyciły żywiołowe tańce bałkańskie. Chociaż - jak to bywa na takim festiwalu - każda odmienność kulturowa robi wrażenie - dodaje.
Tam wszystko smakuje inaczej
Przepełniona słońcem kraina sprawia, że wszystkie dostępne tam owoce smakują inaczej niż u nas w kraju. - Specjalnie kupowałem na straganach produkty, które można kupić w Polsce - wspomina Skupniewicz. - W owocach jest więcej cukru, bo dojrzewają w pełnym słońcu, a tam praktycznie nie ma brzydkiej pogody latem. Produkty czarnogórskie również smakują zupełnie inaczej niż te kupowane w Polsce. Na targu można kupić bezpośrednio od rolników małe co nieco. Oczywiście nic nie zostanie sprzedane bez wcześniejszego skosztowania, a zwykle przy degustacji nawiązuje się rozmowa. Kiedy szliśmy na targ następnego dnia, ta osoba, od której dzień wcześniej kupowaliśmy, już nie była obca. Mieszkańcy Czarnogóry są uprzejmi i otwarci. Chce się tam wracać - dodaje.
Wyjazd finansowo wsparły gmina Bukowiec i urząd marszałkowski.
ACZ

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX