- Głównym celem tego programu jest to, żeby ludziom pomóc odnaleźć miłość. Niektórzy mają z tym nieco większy problem. Czasem tylko wystarczy nieco pomóc szczęściu i przygotować odpowiedni grunt, i to przede wszystkim staramy się robić za pośrednictwem programu „Rolnik szuka żony” - wyjaśniła reżyser Anna Więckowska. - Po pierwszej edycji dostaliśmy wiele informacji, że w takiej sytuacji, spowodowanej krążącymi opiniami i stereotypami, są nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Dlatego w tej edycji zdecydowaliśmy się wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom i wzbogacić program o jedną kobietę, rolniczkę, która szuka męża - dodała.
W nagraniu w Rulewie uczestniczyli wszyscy rolnicy. Każdy z trójką kandydatów na życiowego partnera. Byli więc: Ania, Mariusz, Kuba i Łukasz, Rafał wraz z Justyną, Kamilą i Martą, Grzesiek wraz z Anią, Pauliną i Mileną, Robert z Agnieszką, Joanną i Krystyną, a także pan Eugeniusz wraz z paniami: Lilianą, Krystyną i Stanisławą.
Jak rolnicy szukali drugiej połowy

 

- Głównym celem tego programu jest to, żeby ludziom pomóc odnaleźć miłość. Niektórzy mają z tym nieco większy problem. Czasem tylko wystarczy nieco pomóc szczęściu i przygotować odpowiedni grunt, i to przede wszystkim staramy się robić za pośrednictwem programu „Rolnik szuka żony” - wyjaśniła reżyser Anna Więckowska. - Po pierwszej edycji dostaliśmy wiele informacji, że w takiej sytuacji, spowodowanej krążącymi opiniami i stereotypami, są nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Dlatego w tej edycji zdecydowaliśmy się wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom i wzbogacić program o jedną kobietę, rolniczkę, która szuka męża - dodała. W nagraniu w Rulewie uczestniczyli wszyscy rolnicy. Każdy z trójką kandydatów na życiowego partnera. Byli więc: Ania, Mariusz, Kuba i Łukasz, Rafał wraz z Justyną, Kamilą i Martą, Grzesiek wraz z Anią, Pauliną i Mirellą, Robert z Agnieszką, Joanną i Krystyną, a także pan Eugeniusz wraz z paniami: Lilianą, Krystyną i Stanisławą.

Jak rolnicy szukali drugiej połowy

Chęć wzięcia udziału w produkcji zadeklarowało około tysiąca osób. Wszyscy przeszli przez bardzo gęste sito. Przede wszystkim sprawdzana była sytuacja osobista. Czy rzeczywiście są stanu wolnego, czy szukają miłości i osoby, z którą chcieliby spędzić resztę życia, a może tylko podchodzą do programu jak do niezobowiązującej przygody. Do odcinka zerowego produkcja wybrała dziesięciu kandydatów, w tym jedną kobietę. Przy wyborze brany był pod uwagę wiek uczestników, charakter, osobowość, rodzaj prowadzonego przez nich gospodarstwa, a także region. - Wszystkich tych ludzi łączy jedno, posiadają zaplecze materialne w postaci gospodarstw, mają domy, duże ogrody, zwierzęta, jednak czują się samotni. Chcieliby znaleźć miłość swojego życia, kogoś, kto będzie dzielił codzienne radości i smutki i odnajdzie się w ich świecie - podsumowała Więckowska. W odcinku zerowym rolnicy opowiadali o sobie, o tym, czym się zajmują na co dzień, a także o tym, jakie miałyby być te drugie połowy pod względem charakteru czy wyglądu. Po tym odcinku zainteresowani mieli pisać listy do rolników. Pięciu, którzy otrzymali największą liczbę listów od kandydatek, a także kandydatów zostało bohaterami programu. Wśród nich była jedyna kobieta, Ania. Wszyscy przeczytali skierowaną do nich korespondencję i wybrali po pięciu kandydatów. Po spotkaniach i rozmowach, każdy z nich zapraszał do siebie do domu po trzy kandydatki i kandydatów. Losy ich znajomości z rolnikami widzowie śledzili na antenie, a także to, jak radzą sobie w codziennych pracach w gospodarstwie. Właśnie te osoby gościły we wnętrzach hotelu Hanza Pałac w Rulewie na nagrywaniu ostatniego, dwunastego odcinka programu.

W poszczególnych odcinkach rolnicy eliminowali kolejnych potencjalnych partnerów. W odcinku dziewiątym każdy z nich musiał dokonać wyboru i postawić na jedną kandydatkę lub kandydata.

Później były wizyty w domu wybrańców, wspólny weekend, a potem czas wolny. Pary miały kilka tygodni bez obecności kamer i ekip telewizyjnych na to, żeby przekonać się, czy pasują do siebie.

Czy dzięki programowi spotkały się dwie połówki, czy chcą stworzyć związek, a być może być ze sobą przez resztę życia. O tym, czy tak właśnie się stało, czy między parami zaiskrzyło czy się posypało. A także o tym, jak po emisji programu zmieniło się życie wszystkich bohaterów, opowiadali w rozmowach z Martą Manowską (gospodynią programu). Często były to szczere wyznania, okraszone mieszanką radości, łez, śmiechu, ale też rozczarowań, którym towarzyszyły kamery, światła i ekipa telewizyjna.

Cisza, ciszej, ciii...

Kręcenie poszczególnych scen w praktyce jest znacznie trudniejsze, niż mogłoby nam się wydawać. Na ekranach telewizorów widzowie oglądają naturalnie wyglądające sceny, dokładnie słyszą głos rozmówców, a nawet wspólnie z nimi oglądają migawki z poprzednich odcinków. Aby wszystko działało, pracuje nad tym sztab ludzi. Chwilami niektórzy z nich sprawiają wrażenie, jakby kręcili się bez celu. Inni siedzą gdzieś w kącie, też nie wiadomo po co... Szybko jednak okazuje się, że każdy ma swoje zadanie: w określonej chwili trzeba wcisnąć guzik, przepiąć kable, wymienić baterię albo przypudrować czoło.

Na co dzień nienaganne pomieszczenia hotelowej restauracji trudno było poznać. Mnóstwo sprzętu, skrzynie, kufry i gdzie się nie obejrzeć - kable. Wydawało się to absolutnie nie przeszkadzać panom siedzącym w otoczeniu wszelkich guzików i przełączników, pochłoniętym dźwiękami płynącymi ze słuchawek. Pomiędzy tym wszystkim na palcach, starając się być niezauważoną, przemknęła pani Magdalena Witkowska - pełnomocnik zarządu do spraw hotelu Hanza Pałac. - Zdecydowaliśmy się na współpracę, mimo że przez te dwa dni cały obiekt jest zamknięty dla innych gości. W takich warunkach, jakie obecnie tu panują, nie mieliby oni komfortu wypoczynku i z całą pewności wynieśliby niezbyt pozytywny obraz naszego hotelu. Przez dwa dni mamy w całym obiekcie niemałą rewolucję. Mimo to jestem pewna, że widzowie będący naszymi gośćmi rozpoznają wnętrza hotelu, a ci, którzy jeszcze u nas nie byli, zapragną tu przyjechać. To też pozytywne i niecodzienne doświadczenie dla całego personelu hotelowego, choćby praca pod presją ciszy - przyznała Witkowska.

Czasem okazywało się, że właściwie nic nieznaczący element taki jak klamka przy oknie może zepsuć cały plan, bo odbija światło. Nagle ktoś odkrył, że na planie jest dziura i jakieś ładnie zielsko w wazonie by się przydało, a więc odpowiednie osoby dwoiły się i troiły, żeby poprawić sytuację. Kiedy wszystko było idealnie doprecyzowane, rozpoczęto nagrania rozmów z poszczególnymi uczestnikami. Podczas kręcenia musi panować absolutna cisza. Choć może trudno w to uwierzyć, nawet odgłos migawki aparatu w trakcie robienia zdjęć był zbyt głośny. Tak więc co i rusz z różnych stron, z różnych ust padało słowo „cisza” odmieniane na wiele sposobów. Nawet w sali obok, za zamkniętymi drzwiami, w której przed nagraniem oczekiwali poszczególni uczestnicy, trzeba było mówić szeptem. Mimo wszystko udało się nam porozmawiać z bohaterami programu „Rolnik szuka żony”.

Jedni znaleźli, inni nadal szukają

Pierwszą osobą była Paulina, kandydatka na żonę Grześka, zdaniem wielu pań, najprzystojniejszego uczestnika programu. Paulina dała się poznać widzom z dość zaskakującej sytuacji. Sama postanowiła wyjechać z domu niedoszłego męża. - Ewidentnie było widać, a nawet dało się odczuć, że Grzesiek z Anią mają wiele wspólnych tematów. Oni do siebie pasują, dobrze się dogadują i myślę, że będą parą. Zdecydowałam dać im wolną rękę. Po bliższym poznaniu doszłam do wniosku, że my z Grzesiem do siebie nie pasujemy. Szukałam faceta o nieco innym charakterze i myślę, że już znalazłam. Napisał do mnie ktoś, kto widział mnie w programie, mieszka całkiem niedaleko, spotykamy się. Po cichu liczę na to, że to może właśnie moja miłość - zdradziła Paulina.

W holu pojawia się Joanna, niedoszła kandydatka na żonę Roberta. - Zdecydowałam się na uczestnictwo w tym programie, bo liczyłam, że może uda mi się poznać tę drugą połówkę. Jednocześnie czułam wewnętrzną potrzebę chęci zmiany w swoim życiu. Chyba też tak po trosze chciałam udowodnić sama sobie, że będę w stanie sprostać takiemu wyzwaniu, jakim jest udział w programie telewizyjnym. Trochę żałuję, że Robert nie wybrał właśnie mnie. Całkiem dobrze sobie radziłam, lubię wieś i pracę na gospodarstwie. Cóż, jak to mówią, serce nie sługa - przyznała Joanna.

Wyjątkowo rozmowne i pełne energii były kandydatki na żonę pana Eugeniusza. - Że nam Bozia odwagę dała, aby takie rzeczy robić na oczach tylu milionów widzów - jeszcze teraz dziwiła się, między innymi i swoim poczynaniom, pani Stasia. - Mimo wszystko zachowywałyśmy się z dużą klasą i kulturą, nawet jak gdzieś tam przewijała się nutka rywalizacji. Wnusia mówi, że my to już prawie jak gwiazdy, autografy chce ode mnie dla koleżanek i kolegów i dumna jest bardzo, że ma taką babcię - wyznała.

Tuż obok siedziała jej rywalka, pani Krystyna. - W programie było wiele zabawnych sytuacji, podobno widzom do gustu najbardziej przypadła ta, w której uczyłam Eugeniusza chodzić z kijami nordic walking. Nie wiem, czy dlatego, że byłam nieco bardziej wymagająca, mnie nie wybrał ? Nie odbieram tego jak porażki. Dla mnie to była na pewno przygoda życia, która dała możliwość uczestniczenia w programie i zobaczenia, jak to wszystko wygląda od kuchni. O, choćby dzisiejszy dzień. Przecież ja bym w życiu się nie dowiedziała, że gdzieś w Polsce jest tak piękne miejsce jak ten hotel - przyznała pani Krystyna.

Wśród krzątających się po hotelowych pomieszczeniach, już nieco bardziej na luzie, bo po nagrywanej rozmowie z Anią i Martą, można było dostrzec Łukasza. To był potencjalny kandydat na męża Ani. Niestety, niespecjalnie przypadł jej do gustu i już po kilku dniach pobytu wyeksmitowała go do domu. - Pewnie, że jest przykro, jak się odpada, i to jeszcze jako pierwszy, kiedy piłka nadal w grze. Znajomi mówią, że w programie zachowywałem się jak nie ja. Podobno na co dzień, w życiu jestem bardziej otwarty, towarzyski, pełen zapału i energii. Po części jednak mnie te kamery i cała ekipa nieco peszyły i to pewnie stąd wynikało - przyznał Łukasz.

Tuż obok pojawił się Kuba, również kandydat w staraniach o miłość Ani. - Wydaje mi się, że dałem Ani w programie tyle ile tylko byłem w stanie, od początku nie ukrywałem swoich uczuć. Od kiedy zobaczyłem ją w odcinku zerowym, wiedziałem, że o takiej dziewczynie u boku, zdecydowanej, odważnej, samodzielnej, pięknej, zaradnej właśnie marzę. Byłem gotów przychylić jej nieba, niestety, ona wybrała Mariusza, a ja nadal szukam miłości. Po programie to jeszcze trudniejsze, bo wiele kobiet wykazuje zainteresowanie moją osobą, jednak jak się przekonałem, nie do końca kierują nimi względy uczuciowe - zdradził Kuba.

W jednej z sal trwały właśnie ostatnie przygotowania do wyjścia na rozmowy przed kamerami kandydatek starających się o uczucia najmłodszego bohatera programu, Rafała. Z uwagi na towarzyszący im lekki stres przed nagraniem nie były specjalnie skore do rozmowy. Jednak coś tam udało się od nich wyciągnąć. Jak mogli zobaczyć widzowie na antenie, Rafał bardzo się wahał z wyborem, ostatecznie wybrał Justynę, co ewidentnie spotkało się z aprobatą ze strony jego rodziny. Drobniutka blondynka, na antenie zwykle w lokach blond, zaskoczyła wszystkich wyprostowanymi włosami. Z wykształcenia jest prawnikiem i wiele osób z lekkim powątpiewaniem zastanawia się, czy sprosta ciężkim pracom na gospodarstwie. - Wchodząc do programu, byłam świadoma czekających mnie potencjalnych obowiązków, bo miałam już do czynienia z pracą na roli. Poza tym Rafał od pierwszych chwil ujął mnie i jestem pewna, że moja znajomość prawa będzie raczej pomagała, niż przeszkadzała - skwitowała Justyna. - Co do wyglądu, to zarówno podczas wszystkich odcinków programu, jak i dziś, zawsze wszyscy byliśmy ubrani we własne rzeczy. Nikt nam nie narzucał, jak mamy wyglądać, co ubrać, jak ułożyć włosy, a nawet co mówić. Trudno, jak się coś chlapnęło, to już poszło. Tak jak dziś, nie ma dubli i powtórek, jest szczera nagrywana rozmowa, dlatego wszyscy mamy trochę stresu. A włosy, no cóż, kobieta zmienną jest, a dziś miało być elegancko. Makijażystki nakładają tylko trochę pudru, aby twarz się nie świeciła, i błyszczyk na usta, żeby bardziej je zaakcentować - zdradziła Justyna.

Magdalena Potulska