Prowadzenie i rozliczanie produkcji w systemie nakładczym polega na tym, że firma podpisuje z rolnikiem umowę, dostarcza mu warchlaki, a odbiera dorodne tuczniki, które sprzedaje w wybranej przez siebie ubojni i rozlicza się z gospodarzem. Tylko że większość rolników traci na takim interesie. Dlaczego? - Warchlaki są niewiadomego pochodzenia - mówili rolnicy, którzy spotkali się w starostwie powiatowym w Świeciu. - Zdarza się, że mają inne kolczyki, niż są na zaświadczeniach zdrowotnych. Nie wiadomo, czy były szczepione, wiele z nich choruje i wiele pada. Żeby utrzymać je przy zdrowiu, trzeba podawać lekarstwa. Wtedy świnie więcej jedzą, a chów przedłuża się średnio o miesiąc - dodawali. Jeden z rolników opowiadał, że miał dostać duńskie warchlaki i takie były na dokumentach przewozowych, a dotarły do niego zwierzęta, które miały kolczyki litewskie.
Bez szczepień
U prowadzącej gospodarstwo w okolicach Nowego pani Magdy na ponad 1000 sztuk padło 50. - Okazało się, że nie były szczepione - wymienia. - Wyszło to po sekcji zwłok, które przeszły martwe zwierzęta. Jeśli tucznik zdechnie, firma zwala winę na rolnika i mówi, że czegoś nie dopilnował. Ale mam dowody na to, że zaświadczenia zdrowotne moich świń były podrobione. Wprawdzie były takie same jak numery kolczyków, ale już zupełnie inne numery były na dokumentach wagowych, których kierowca nie chciał mi dać. Lekarstwa muszą być podawane tym świniom w takich ilościach, że aż się podajnik zapycha - i nikt nam za to nie zwróci pieniędzy - opowiada.
Kiedy tucznik osiąga pożądaną wagę, trafia do ubojni. - W dokumentach ma zaniżoną wagę, mięsność i średnio dostajemy po 20-30 zł za kilogram - mówi pani Magdalena. - Więc zamiast zarabiać, to na tym tracimy - dodaje.
Wpadają w długi
Najgorsze jest to, że jeśli rolnicy nie wywiążą się z umowy i nie odstawią do uboju wszystkich utuczonych świń, muszą za nie zapłacić firmie, a jeśli nie mają z czego, w ruch idzie windykacja. W przypadku niektórych umów zabezpieczeniem są weksle. Dlatego niektórzy rolnicy, mając obciążoną hipotekę i szukając jakiegokolwiek źródła dochodu, często znowu decydują się na chów w systemie nakładczym. - Są do tego zmuszeni i to w tej samej firmie, która ich oszukała, bo chcą spłacić dług - mówią rolnicy. - Te firmy robią sobie z nas niewolników - dodaje.
Idą do prokuratury
W przyszłym tygodniu rolnicy z powiatów świeckiego i chełmińskiego chcą złożyć do prokuratury zbiorowy pozew przeciwko jednej z firm, która podpisuje z nimi umowy na chów w systemie nakładczym.
Jeśli ktoś jest poszkodowany, może się zgłaszać do Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej (dzwoniąc pod nr tel. 56 678 92 40 lub mailowo: izbarolnicza@kpir.pl). - Każdą taką umowę rolnika z firmą powinien przejrzeć prawnik - mówi Ryszard Kierzek, prezes KPIR. - Wszystkim rolnikom oferujemy bezpłatną pomoc prawną, ale wciąż niewiele osób z niej korzysta - dodaje.
Sprawdzić może weterynarz
Na co jeszcze zwracać uwagę, przyjmując warchlaki do utuczenia? - Porównywać dokumenty wagowe i samemu ważyć warchlaki - radzi pani Magdalena. - Sprawdzać, czy świadectwo zdrowia pasuje do numeru na kolczyku. Warto zwrócić się do lekarza weterynarii, żeby pojawił się podczas dostawy warchlaków i sprawdził dokumenty. Rzecz w tym, że firmy przywożą świnie wieczorem lub w piątek, tuż przed weekendem. Poza tym umowę warto dać do sprawdzenia prawnikom i nie zgadzać się na weksle, ograniczyć do minimum wszelkie zabezpieczenia - dodaje.
Poszkodowani rolnicy planują utworzyć stowarzyszenie.
ACZ