Czas Świecia

Boks po tajsku

krzyno
07.07.2008 10:29
A A A Drukuj
Wiesław Kwaśniewski
To nie lada gratka dla miłośników sportów walki ze Świecia i okolic.
Od niedawna funkcjonuje w Świeciu i Jeżewie Fight Club Tiger, w którym można uczyć się boksu tajskiego (tzw. muay-thai lub
thai-boxing).
O tym sporcie, o treningach i planach na przyszłość
opowiada właściciel klubu, świecianin Wiesław Kwaśniewski - trener i zawodnik międzynarodowej klasy A
Czas Świecia: Skąd zamiłowanie do sportów walki?
Wiesław Kwaśniewski: Zawsze podobało mi się karate. Gdy byłem małym chłopcem, oglądałem filmy z Brucem Lee. To było coś. Lubiłem też sporty siłowe. Zresztą do dziś ćwiczę w siłowni pod okiem świetnego instruktora Piotra Tomasika.
- Gdzie rozpocząłeś treningi?
- W Świeciu. Gdy miałem 17 lat, rozpocząłem zajęcia u znakomitego mistrza sztuk walki Dariusza Draspy. To było karate shorin-ryu. Potem trafiłem do jednostki wojskowej w Poznaniu. Tam cały czas szlifowałem techniki. W 1999 r. wyjechałem za granicę w poszukiwaniu pracy. Przez dwa lata trenowałem boks tajski w różnych klubach w Holandii i Niemczech. Do momentu, gdy poznałem kilkakrotnego mistrza świata i Europy w thai-boxingu w wadze ciężkiej Franka Lukanowskiego. To Polak pochodzący z Bydgoszczy, który na stałe mieszka w Dortmundzie. Jest znakomitym fighterem. Od tego momentu trenuję pod jego okiem w jego klubie.
- Dlaczego wybrałeś thai-boxing?
- Bo pozwala wykorzystać całą moją siłę i energię. Startuję w wadze ciężkiej, więc to dla mnie bardzo ważne. Formuły light- czy semi-contact, które obowiązują w różnych stylach karate, to nie dla mnie. Ja chcę wkładać w walkę całe serce, a nie myśleć, żeby czasem kogoś za mocno nie uderzyć.
- Jak wyglądał twój debiut na ringu?
- Przez rok bardzo ciężko trenowałem u Franka z myślą o walkach w ringu. Wtedy został zorganizowany pojedynek w klasie C wagi ciężkiej w Oberhausen. Moim rywalem był sześciokrotny obrońca tytułu mistrza Europy Niemiec Werner Kraiskot. Wygrałem w pierwszej minucie przez techniczny nokaut.
- Co wydarzyło się po tak udanym debiucie?
- Potem co kilka miesięcy uczestniczyłem w różnego rodzaju turniejach i pojedynkach. Trwa to już od 7 lat. W tym czasie zostałem zawodnikiem klasy A, w której znajdują się fighterzy o najwyższych umiejętnościach. Do swoich największych sukcesów zaliczam dwa wygrane turnieje w klasie B, tytuł mistrza Europy wagi ciężkiej w klasie B oraz występ w turnieju Beat-Fight K-1 w Seulu. Walczyłem tam w parze z Frankiem Lukanowskim i dotarliśmy do półfinału. W zawodach K-1 startują już najlepsi.
- Jakieś trudne chwile w karierze?
- W 2004 r. podczas jednego z pojedynków doznałem złamania kości piszczelowej. Potężnym kopnięciem trafiłem przeciwnika w kolano. Potrzebowałem roku na wyleczenie się i dojście do pełni formy.
- Teraz postanowiłeś założyć swój klub w Świeciu.
- Tak. Ćwiczymy w Świeciu i Jeżewie. W obu miejscach na zajęcia przychodzi po kilkanaście osób. Zapraszam wszystkich od 8 lat wzwyż. Także dziewczyny. Zawsze zaczyna się od tego samego. Na początku jest nauka podstaw techniki i praca nad kondycją fizyczną. Bardzo dużą wagę przykładam do obrony, bloków, technik karate i boksu. To jednak nie wszystko. Dużo czasu poświęcamy na ćwiczenia poprawiające gibkość organizmu, wzmacniające kręgosłup i stawy. Ma to znaczenie zwłaszcza dla osób prowadzących siedzący tryb życia. To wszystko pozwala zdobyć tężyznę fizyczną, usprawnić organizm, wzmocnić sylwetkę i - co za tym idzie - poczuć się silniejszym także psychicznie.
- Co powiesz osobom, którzy twierdzą, że turnieje boksu tajskiego to zwyczajne łamanie kości?
- To są przesadzone opinie ludzi, którzy z reguły nie mają o tym sporcie większego pojęcia. Zresztą nikt z ćwiczących u nas nie musi startować w turniejach ani sparingach. Ja prowadzę treningi w sposób łagodny. Zmierzam do tego, aby każdy odkrył w sobie silne strony. Najpierw szlifujemy kondycję, umiejętności bokserskie i karate. Potem uczę strategii poruszania się w walce i umiejętności łączenia wszystkich technik. Ćwiczymy w ochraniaczach na piszczele, szczękę, stopy oraz w bandażach chroniących pięść. Wymagam całkowitego podporządkowania. Dyscyplina to podstawa, aby uniknąć kontuzji. Jeśli moi podopieczni stosują się do tych zasad, to nic złego im się nie może stać. Dobrze wytrenowane osoby, które będą wykazywały chęć do walki, mam zamiar zabierać ze sobą na turnieje krajowe i zagraniczne. Nieraz wystarczy już pół roku ciężkiego treningu, aby utalentowany zawodnik mógł wystąpić w turnieju klasy D lub C. Celem dla zawodnika thai-boxingu jest start w turnieju K-1. Mogą w nim wystartować tylko najlepsi zawodnicy klasy A.
- Jakie plany przed tobą?
- Teraz czekam na rywala, który zmierzy się ze mną w walce o tytuł mistrza Europy wagi ciężkiej. Poprzednich dwóch wycofało się z nieznanych mi przyczyn. Jak dobrze pójdzie, to walka odbędzie się jeszcze w lipcu w Niemczech.
Not. JJ

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: