Czas Świecia

Bez ratownika i lekarza

rydzek
01.01.2010
A A A Drukuj
Od stycznia w świeckim pogotowiu z obsady karetek ubędzie po jednej osobie, nie będzie lekarza w ambulansie podstawowym, a ze specjalistycznego zniknie jeden ratownik. Pracownicy szpitala są oburzeni, a wojewódzki konsultant ds. ratownictwa medycznego uważa, że to dobre zmiany
Obcinanie składów karetek możliwe jest dzięki ustawie o ratownictwie medycznym, które określa minimalną liczbę obsady w karetkach podstawowych na 2, a w specjalistycznych na 3. Karetki muszą mieć o jedną osobą więcej w przypadku, gdy nie ma wśród ratowników nikogo, kto dysponowałby uprawnieniami do kierowania pojazdem. Do tej pory właśnie taka była obsada karetek w Świeciu, ale dyrekcja szpitala potwierdza, że od stycznia zarządziła zmiany. - W karetce podstawowej będą jeździły dwie osoby, obie z uprawnieniami ratowniczymi, a w specjalistycznych trzy - mówi Emilia Konieczyńska, zastępca dyrektora ds. operacyjnych Nowego Szpitala w Świeciu. - Jest to zgodne z przepisami, a naszym zdaniem, zresztą potwierdzonym przez specjalistów, taka obsada wystarczy do tego, aby pogotowie bez problemu realizowało swoje zadania - dodaje.
Nowe zarządzenie, które wprowadza coraz więcej placówek w całym kraju, budzi wiele emocji głównie wśród szeregowych pracowników pogotowia. Uważają, że w okrojonym składzie bardzo trudno będzie przeprowadzić reanimację pacjenta i jednocześnie wieźć go do szpitala czy transportować pacjentów do ambulansu. - Przecież im więcej rąk do pomocy, tym lepiej - mówią zdenerwowani. - Poza tym jak to możliwe, że ze składu karetki podstawowej zniknie lekarz? - dopytują się.  
Według Przemysława Paciorka, wojewódzkiego konsultanta ds. ratownictwa medycznego, gwarancją prawidłowego funkcjonowania zespołu jest nie ilość osób, a ich kwalifikacje zawodowe i wyposażenie. Uważa on argumenty pracowników pogotowia i reprezentujących ich związków zawodowych za demagogiczne. - Po pierwsze obecność lekarza w podstawowym zespole wyjazdowym jest zbędna - mówi Paciorek - Nie znajduję procedury ratującej życie, której przeprowadzenie przekraczałoby uprawnienia lub umiejętność prawidłowo wyszkolonego ratownika medycznego mającego dostęp do konsultacji z lekarzem koordynatorem. Z doświadczenia wiem, że w takich zespołach jeżdżą też nie ci lekarze, co powinni. Idealnym rozwiązaniem jest system niemiecki, w którym wszystkie karetki podstawowe są w składzie dwuosobowym, a dyspozytor ma w każdym szpitalu na terenie miasta w odwodzie jedną kartkę specjalistyczną z trzyosobową ekipą, gdzie jest lekarz specjalista z dziedziny medycyny ratunkowej. W takim systemie lekarza włącza się do składów podstawowych elastycznie tylko w wybranych przypadkach, a więc do dzieci, osób psychicznie chorych czy zdarzeń, w których jest wielu poszkodowanych. W innych sytuacjach dobrze wyszkoleni i wyposażeni ratownicy z pewnością sobie poradzą. Ja pracuję w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym, które jest kierowane do najcięższych przypadków. W śmigłowcu przy pacjencie pracuje tylko lekarz, gdyż ratownik pełni funkcję nawigatora i zajmuje miejsce przy pilocie. Jeśli taki skład sobie radzi, to z pewnością poradzi sobie dwóch ratowników na ziemi, nawet jeśli jeden z nich pełni funkcje kierowcy. Kolejną sprawą to reanimacja - konieczność jej podjęcia jest wskazaniem do niepodejmowania lub przerwania transportu, tak więc przy pacjencie pracuje cały zespół, czyli 2 osoby. Kolejny argument pracowników służby zdrowia, że w takim składzie jest ich za mało, aby przetransportować chorego do karetki - to jest powód nieracjonalny z uwagi na to, że ustawodawca również przewidział takie sytuacje i stworzył warunki do współpracy pogotowia  z PSP, OSP czy policją - dodaje.
Dlaczego więc pracownicy pogotowia protestują przeciwko tym zmianom? - To naturalna reakcja ludzi, którzy boją się, że mogą stracić pracę lub wiedzą, że do jej utrzymania będą musieli się przekwalifikować i zdobyć uprawnienia ratownika - mówi dr Paciorek.
Zdaniem Paciorka zbyt liczna obsada jest nie tylko niepotrzebna ze względów medycznych, ale zwiększa koszty utrzymania zespołów. - Wiadomo, że w całym tym sporze chodzi głównie o kierowców karetek - mówi. - Przecież policja i straż pożarna też nie korzystają z ich usług. Tylko w pogotowiu zachował się ten relikt. I to tylko w polskim, bo dwu- i trzyosobowe składy karetek funkcjonują we wszystkich rozwiniętych krajach Europy i USA i doskonale sobie radzą - dodaje.
SW

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX