Czas Świecia

Paulina Cywińska:Też mam czasem wszystkiego dość

rydzek
2010-03-13
A A A Drukuj
Paulina w Egipcie. - To były pierwsze od 9 lat wakacje, wspaniały czas
Dwudziestoletnia jeżewianka, mistrzyni Polski w kolarstwie szosowym, prywatnie - zakochana w Adrianie Teklińskim. Jej przygoda z kolarstwem zaczęła się 9 lat temu dzięki tacie Grzegorzowi, który kiedyś sam brał udział w wyścigach. Oboje marzą o olimpiadzie w 2012
Pierwszym sukcesem Pauliny było zajęcie I miejsca na Mistrzostwach Grudziądza. To zachęciło ją do dalszej przygody z kolarstwem. Tak się złożyło, że od jesieni 2003 roku zaczęła działać przy UKS Olimp Jeżewo sekcja kolarska. Paulina w kategorii młodzik startowała w lidze uczniowskich klubów sportowych. Na cztery lata startów w zawodach i cztery ligowe sezony, wygrała trzy. Takie osiągnięcia były przepustką do dalszej kariery. - Kiedy teraz z perspektywy czasu patrzę na to wszystko, to dopiero zdaję sobie sprawę, że to był najmilszy czas w moim życiu - wyznaje Paulina. - Byłam młodsza i inaczej do tego wszystkiego podchodziłam. Wtedy to naprawdę była fajna zabawa. Taka frajda z każdego startu, z każdych zawodów. Robiłam coś innego niż moi rówieśnicy. Nawet zauważyłam, że w pewien sposób trochę im tym wszystkim imponowałam - mówi Paulina.
Paulina juniorka
Niestety nieuchronnie dobiegł koniec nauki Pauliny w jeżewskim gimnazjum i przyszedł czas na zmianę szkoły i klubu. Od tamtej pory, czyli od 2006 roku, kolarka jeździ w barwach Stali Grudziądz. W tedy też po raz pierwszy zaledwie szesnastoletnia jeżewianka wygrała Mistrzostwa Polski Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w jeździe indywidualnej na czas w Strykowie. Potem - jak twierdzi jej trener (tegoroczny zwycięzca w plebiscycie na Najpopularniejszego Sportowca Roku w tej kategorii), menedżer i ojciec Pauliny - rozwiązał się tak zwany worek z medalami. Od tamtego czasu Paulina wyjeździła 23 medale różnego koloru. Kilkakrotnie na torze w Żyrardowie, jako juniorka, zdobywała złote medale i tytuł mistrza Polski w konkurencji skrecz. Trzy razy startowała też w Mistrzostwach Europy. Zajęła wówczas piąte miejsce drużynowo na torze i czternaste indywidualnie na szosie. Jest to najlepsze miejsce Polki w tej kategorii.
Jesienią 2006 roku Cywińskiej udało się dostać do Szkoły Mistrzostwa Sportowego o profilu kolarskim w Żyrardowie. - Na początku było ciężko, mieszkałam w internacie, z dala od domu, od mamy, od taty. W szkole mieliśmy nietypowy rytm dnia. Trzy - cztery zajęcia lekcyjne, trening, przerwa na obiad, znów zajęcia, po nich kolejny trening. Musiałam się szybko przyzwyczaić do takiego systemu. W zaaklimatyzowaniu pomogła mi moja starsza siostra Ewelina, która też uczęszczała do tej szkoły. Po kilku tygodniach zaczęłam doceniać brak kontroli rodzicielskiej - przyznaje ze śmiechem Paulina. - Poznawałam nowych ludzi i zawierałam nowe przyjaźnie. Wtedy też poznałam rok starszego ode mnie Adriana Teklińskiego. Wkrótce nasza znajomość przerodziła się w miłość i jesteśmy ze sobą do teraz. Adrian tak jak ja jest kolarzem. Ściga się na arenach światowych, a więc doskonale się rozumiemy. Wspieramy się przed startami i dodajemy otuchy po gorszym wyścigu. Zdarza się nawet, że w niektórych zawodach startujemy oboje - wyznaje Paulina.
Zarówno kolarka, jak i jej ojciec bardzo dobrze wspominają czas nauki w Żyrardowie. Oboje przyznają, że wyniki i jednoczesne zdanie matury były możliwe tylko w szkole o profilu sportowym. - W normalnym liceum takiej sytuacji nie dałoby się pogodzić. Paulina krótko mówiąc zawalałaby szkołę albo treningi i starty - przyznaje Cywiński. - Specjalistyczne szkoły sportowe są nastawione na odpowiedni tok nauczania tak, aby starczyło czasu na naukę trening, a nawet był czas wolny - wyjaśnia trener.
Paulina seniorka
Po ukończeniu 19. roku życia Paulina zaczęła jeździć w kategorii seniorek. Ubiegłego lata zajęła drugie miejsce i tym samym została mistrzynią Polski.
- Jak już mówiłam wtedy, tych kilka lat temu, to była zabawa i odskocznia od dnia codziennego. Teraz to jest praca. Obecnie całe moje życie poświęciłam kolarstwu i po prostu przyzwyczaiłam się do takiego stanu rzeczy. Nieważne, czy mi się chce czy nie. Czy w tym samym czasie chciałabym robić coś innego, czy pada deszcz, czy jest piekące słońce - trzeba jechać i to zarówno na treningu, jak i na zawodach. Czasem czuję, że jestem pod presją i mam tego wszystkiego dość. A poprzeczka jest mi coraz wyżej stawiana. Na przykład zdobędę drugie miejsce i słyszę ?no było dobrze, ale może następnym razem pojedziesz tak, żeby było pierwsze?. Dobrze jest, kiedy są sukcesy, wtedy po prostu bardziej chce się starać. Gorzej jeśli coś pójdzie nie tak i to jest takie błędne koło - szczerze mówi młoda seniorka.
Paulina podkreśla, że sukcesy nie przyszły ot, tak sobie. Ciężko nad tym wszystkim pracowała i pracuje. To też skutkuje brakiem czasu dla siebie, na zwykłe codzienne życie. Choćby na wizytę u fryzjera, zakupy czy spotkanie ze znajomymi. Bardzo dużo czasu pochłaniają treningi i tylko tak ładnie brzmiące zgrupowania za granicą. - Przeważnie wyjeżdżamy na nie o takiej porze roku jak teraz. Kiedy tu jest jeszcze zimno i nie ma warunków do treningów na drogach. Najczęściej to wygląda tak, że stacjonujemy gdzieś na obrzeżach miasta i podziwiamy okolicę dosłownie zza kierownicy roweru. Czasem na cały, kilkudniowy pobyt, mamy wolne jedno czy dwa popołudnia i wtedy możemy odrobinę pozwiedzać. Na pewno nie są to wakacje jak sądzą niektórzy - mówi kolarka.
- No jeśli mowa o wakacjach, to po raz pierwszy od dziewięciu lat, ubiegło roku latem, Paulina zrobiła sobie zasłużony tydzień przerwy i była na wycieczce w Egipcie w dodatku z Adrianem. Do dziś zastanawiamy się jak to się wszystko udało zsynchronizować - wyznaje Cywiński.
Od jesieni 2009 do napiętego terminarza zajęć doszły studia zaoczne w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy o indywidualnym toku nauczania. A teraz, kiedy nie ma jeszcze intensywnych treningów i startów Paulina robi kurs prawa jazdy, bo jak na razie wszędzie wozi ją tata, co powoli staje się męczące dla obojga. - Cieszę się, że to właśnie tata martwi się o moje sprawy jest moim trenerem i menedżerem. Z własnym ojcem zawsze łatwiej się dogadać niż z obcą osobą. Pomimo że tata kiedyś sam startował w wyścigach i bardzo pasjonuje się tym sportem, nas nigdy do tego nie przymuszał i nie namawiał. Chyba mamy to coś w genach. Jest mi niezmiernie miło, że to właśnie on został trenerem roku w tegorocznym plebiscycie. Uważam, że w pełni zasługuje na takie wyróżnienie. Myślę, że w ten sposób ludzie docenili to, co robimy i ile wysiłku w to wkładamy. Przy okazji oboje z tatą dziękujemy wszystkim Państwu za oddane na nas głosy - mówi Paulina.
Dalej już tylko olimpiada
- Naszym głównym celem jest olimpiada 2012. Mam nadzieję, że Paulina podoła wyzwaniu. Moja córka jest dość kapryśną uczennicą i wątpię, żeby jakiś trener wytrzymał z nią na dłuższą metę - twierdzi Cywiński. - Jako jej ojciec trochę inaczej do tego wszystkiego podchodzę i czasem stosuję taryfę ulgową. Jak na razie wszystkie nasze założenia są sukcesywnie realizowane i to z pozytywnym skutkiem. Sporym atutem Pauliny jest nie tylko wytrwałość czy dobra kondycja, ale również szybka przemiana materii. Nie musimy się już martwić pilnowaniem wagi, stosowaniem diety czy liczeniem kalorii. Oby nie było kontuzji, chorób i innych nieprzewidzianych przeciwności losu, a myślę, że z resztą sobie poradzimy i zrealizujemy nasze wspólne marzenie - przyznaje Cywiński.
Magdalena Potulska

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: