Potwierdził się czarny scenariusz, jeśli chodzi o kondycję finansową nowskiego zakładu. Cenieni wytwórcy mebli mają problemy ze zbyciem swoich produktów, w związku z czym plan zwolnień grupowych zwiększono o kolejne 80 osób. W październiku ubiegłego roku pracowało tam 650 osób, dziś już znacznie mniej. - Firma przysłała do nas oficjalne pismo, że zamierza zwolnić kolejną grupę - tłumaczy Adam Ruciński, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Świeciu. - Będzie to łącznie 230 osób.
Nastroje w nowskim zakładzie nie są dobre, pracownicy obawiają się, że to dopiero początek procesu restrukturyzacji. - Krążą słuchy, że w ogóle mają nas zamknąć, a maszyny wywieźć do fabryki w Czersku - tłumaczy nam jeden z pracowników. - Już podobno niektórym zaproponowano przeniesienia. Większość się nie zgodziła, bo to za daleko - dodaje.
Z szefostwem nowskiej firmy trudno się skontaktować, ponieważ w ostatnim czasie zmienił się tam praktycznie cały zarząd. Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że fabryka jest w trudnym położeniu finansowym i jeśli przez kolejne miesiące ten kryzys będzie się powiększał, zwolnień może być jeszcze więcej. Docelowo w Klose Nowe może zostać tylko 200 osób.
Burmistrz miasta bardzo powściągliwie wypowiada się na temat zakładu w Nowem. - Nas praktycznie o planach nowego zarządu odnośnie przyszłości zakładu nie powiadomiono - tłumaczy Stanisław Butyński, burmistrz Nowego. - W ubiegłym roku mieliśmy dwa spotkania z szefostwem firmy, przedstawicielami starostwa, urzędu marszałkowskiego i urzędu pracy i jak na razie nic konkretnego z tego nie wyniknęło.
Dobrych wiadomości dla obecnych pracowników nowskiej fabryki nie ma też przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Pomorskiej Fabryki Mebli Nowe Gabriela Mantey. - Rozmawiamy z zarządem praktycznie od kilku miesięcy i tłumaczenie jest zawsze jedno, nie ma zbytu na meble, więc muszą zmniejszyć zatrudnienie - dodaje.
Dyrektor świeckiego PUP obiecuje, że o zwalnianych z Nowego nie zapomną. - W ciągu tego roku chcemy zdobyć pieniądze na ich aktywizację, głównie chodzi tu o środki na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej - kończy Adam Ruciński, dyrektor PUP.
SW, KAR
Nastroje w nowskim zakładzie nie są dobre, pracownicy obawiają się, że to dopiero początek procesu restrukturyzacji. - Krążą słuchy, że w ogóle mają nas zamknąć, a maszyny wywieźć do fabryki w Czersku - tłumaczy nam jeden z pracowników. - Już podobno niektórym zaproponowano przeniesienia. Większość się nie zgodziła, bo to za daleko - dodaje.
Z szefostwem nowskiej firmy trudno się skontaktować, ponieważ w ostatnim czasie zmienił się tam praktycznie cały zarząd. Nieoficjalnie udało nam się dowiedzieć, że fabryka jest w trudnym położeniu finansowym i jeśli przez kolejne miesiące ten kryzys będzie się powiększał, zwolnień może być jeszcze więcej. Docelowo w Klose Nowe może zostać tylko 200 osób.
Burmistrz miasta bardzo powściągliwie wypowiada się na temat zakładu w Nowem. - Nas praktycznie o planach nowego zarządu odnośnie przyszłości zakładu nie powiadomiono - tłumaczy Stanisław Butyński, burmistrz Nowego. - W ubiegłym roku mieliśmy dwa spotkania z szefostwem firmy, przedstawicielami starostwa, urzędu marszałkowskiego i urzędu pracy i jak na razie nic konkretnego z tego nie wyniknęło.
Dobrych wiadomości dla obecnych pracowników nowskiej fabryki nie ma też przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Pomorskiej Fabryki Mebli Nowe Gabriela Mantey. - Rozmawiamy z zarządem praktycznie od kilku miesięcy i tłumaczenie jest zawsze jedno, nie ma zbytu na meble, więc muszą zmniejszyć zatrudnienie - dodaje.
Dyrektor świeckiego PUP obiecuje, że o zwalnianych z Nowego nie zapomną. - W ciągu tego roku chcemy zdobyć pieniądze na ich aktywizację, głównie chodzi tu o środki na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej - kończy Adam Ruciński, dyrektor PUP.
SW, KAR










