Pod dawną żwirownią w Górnej Grupie znajduje się jeden z największych zbiorników wód podziemnych, z których wodę czerpie nie tylko cała gmina Dragacz, ale również pobliski Grudziądz. Przedsiębiorca, który kupił ten teren, miał zamiar zasypać wyrobisko popiołem, a potem posadzić na tym las. Na takie rozwiązanie nie chcieli zgodzić się zarówno mieszkańcy z Górnej Grupy, którzy założyli stowarzyszenie mające chronić ujęcia podziemnych wód na ich terenie, ale również władze gminy Dragacz. Jednak decyzja ostateczna w tej sprawie należała do starosty, a dokładnie do kierownika wydziału ochrony środowiska. Wymiana dokumentów między przedsiębiorcą a wydziałem ochrony środowiska trwała od 2007, ale skarga do wojewody dotyczy pisma z sierpnia 2009. Przedsiębiorca na odpowiedź czekał do stycznia 2010 i jego zdaniem było to stanowczo za długo [pominięto tu ustawowy dwumiesięczny czas odpowiedzi - przyp. red.].
Czekali na opinie biegłych
Właściciel dawnej żwirowni napisał więc skargę na starostę do wojewody, a ten odesłał ją do rozpatrzenia przez radę powiatu. - Ta zwłoka wynika z faktu, że musieliśmy poczekać na opinie biegłych - dopowiada Jerzy Czyż, kierownik wydziału ochrony środowiska w Starostwie Powiatowym w Świeciu. - O tym, że rozstrzygnięcie tej sprawy przesunie się w czasie, ten pan został również poinformowany.
Starostwo w styczniu dostało opinie od dwóch biegłych i hydrologa, którzy jasno i wyraźnie stwierdzili, że w Górnej Grupie nie można składować popiołów. - Gdy przedsiębiorca pod koniec stycznia 2010 dowiedział się o takim rozstrzygnięciu sprawy, złożył pismo do wojewody, oskarżając starostę o niedotrzymywanie terminów odpowiedzi na pisma, a co za tym idzie, za utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej.
Urzędnicy byli przezorni
- Uznajemy skargę za bezzasadną - mówił na sesji przewodniczący rady powiatu Roman Zagórski. - Urzędnicy podczas wydawania decyzji kierowali się zasadą przezorności, z powodu możliwości zanieczyszczenia podziemnych wód gruntowych. Ważnym czynnikiem w tej sprawie był też aspekt społeczny, bo mieszkańcy gminy Dragacz bardzo kategorycznie sprzeciwiali się takiej inwestycji, zbierając podpisy przeciw gromadzeniu popiołów na wyrobisku - dodawał.
Po negatywnej odpowiedzi, przedsiębiorcy pozostaje jeszcze droga sądowa. Słabym punktem, który może być argumentem dla właściciela byłej żwirowni, jest fakt, że gdy kupił on wyrobisko, w planach zagospodarowania przestrzennego istniał zapis o możliwości gromadzenia odpadów na tej działce. Jednak władze gminy Dragacz zdążyły już zmienić zapisy w planach. - Gdyby doszło do procesu, my będziemy powoływać się na ustawę o Prawie Ochrony Środowiska, które nakazuje chronić wody podziemne - dodaje Czyż. - Gdybyśmy przychylili się do wniosku przedsiębiorcy, w tym wielkim dole wylądowałoby 2 mln ton popiołów, nikt nie daje gwarancji, że po pewnym czasie ten osad nie zacząłby się mieszać z wodami podziemnymi. Jedynym możliwym rozwiązaniem na terenie byłego żwirowiska jest wyrównanie dna niecki, złagodzenie skarpy i nasadzenie tam lasu.
KAR
Czekali na opinie biegłych
Właściciel dawnej żwirowni napisał więc skargę na starostę do wojewody, a ten odesłał ją do rozpatrzenia przez radę powiatu. - Ta zwłoka wynika z faktu, że musieliśmy poczekać na opinie biegłych - dopowiada Jerzy Czyż, kierownik wydziału ochrony środowiska w Starostwie Powiatowym w Świeciu. - O tym, że rozstrzygnięcie tej sprawy przesunie się w czasie, ten pan został również poinformowany.
Starostwo w styczniu dostało opinie od dwóch biegłych i hydrologa, którzy jasno i wyraźnie stwierdzili, że w Górnej Grupie nie można składować popiołów. - Gdy przedsiębiorca pod koniec stycznia 2010 dowiedział się o takim rozstrzygnięciu sprawy, złożył pismo do wojewody, oskarżając starostę o niedotrzymywanie terminów odpowiedzi na pisma, a co za tym idzie, za utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej.
Urzędnicy byli przezorni
- Uznajemy skargę za bezzasadną - mówił na sesji przewodniczący rady powiatu Roman Zagórski. - Urzędnicy podczas wydawania decyzji kierowali się zasadą przezorności, z powodu możliwości zanieczyszczenia podziemnych wód gruntowych. Ważnym czynnikiem w tej sprawie był też aspekt społeczny, bo mieszkańcy gminy Dragacz bardzo kategorycznie sprzeciwiali się takiej inwestycji, zbierając podpisy przeciw gromadzeniu popiołów na wyrobisku - dodawał.
Po negatywnej odpowiedzi, przedsiębiorcy pozostaje jeszcze droga sądowa. Słabym punktem, który może być argumentem dla właściciela byłej żwirowni, jest fakt, że gdy kupił on wyrobisko, w planach zagospodarowania przestrzennego istniał zapis o możliwości gromadzenia odpadów na tej działce. Jednak władze gminy Dragacz zdążyły już zmienić zapisy w planach. - Gdyby doszło do procesu, my będziemy powoływać się na ustawę o Prawie Ochrony Środowiska, które nakazuje chronić wody podziemne - dodaje Czyż. - Gdybyśmy przychylili się do wniosku przedsiębiorcy, w tym wielkim dole wylądowałoby 2 mln ton popiołów, nikt nie daje gwarancji, że po pewnym czasie ten osad nie zacząłby się mieszać z wodami podziemnymi. Jedynym możliwym rozwiązaniem na terenie byłego żwirowiska jest wyrównanie dna niecki, złagodzenie skarpy i nasadzenie tam lasu.
KAR










