W sobotę Unii wystarczał remis. Grom za to musiał wygrać, aby zapewnić sobie utrzymanie. - Wszystko zależy od nas i wierzę, że chłopacy są w stanie wygrać - mówił przed meczem trener Gromu Jerzy Bobola.
Osianie od początku przejęli inicjatywę na boisku i próbowali atakować. Niewiele jednak z tych ataków wynikało, bo dopingowani przez grupę swoich kibiców unici byli bardzo dobrze zorganizowani w defensywie. Z łatwością rozbijali ataki Gromu i nie kwapili się nawet do kontrataków. - Widać było, że Unia przyjechała po remis - zauważa Bobola. - Oba zespoły grały spokojnie i na boisku niewiele się działo.
O dziwo, także osianie, którym bardziej powinno zależeć na zwycięstwie, nie dali rady narzucić swojego stylu gry rywalom. Mogli jednak przed przerwą objąć prowadzenie, bo w sytuacji sam na sam z bramkarzem Unii znalazł się Tomasz Romanowski. Niestety nie wykorzystał jej i trafił piłką prosto w niego. Gol mógł paść także po dwójkowej akcji Igora Kucenko z Michałem Stolarskim. Ten drugi nie zdołał jednak odegrać piłki Ukraińcowi. Tuż przed przerwą Kucenko zagrał w pole karne do Stolarskiego, ale w ostatniej chwili podanie przeciął obrońca Unii.
Najlepszą okazję na objęcie prowadzenia osianie mieli jednak na początku II połowy meczu. Romanowski idealnie zagrał do wychodzącego na czystą pozycję Kucenki, ale ten fatalnie spudłował. Zemściło to się srodze, bo chwilę później nieporozumienie stoperów Gromu Romana Binerowskiego i Michała Łytkowskiego wykorzystał Bartosz Pędowski i wyprowadził Unię na prowadzenie. - Strzelił gola z piłki, która stała między naszymi obrońcami - mówi trener Gromu. - Jeden czekał na drugiego i żaden nie zdecydował się na jej wybicie.
Grom ruszył do odrabiania strat, ale Unia ustawiła obronne szyki przed własnym polem karnym i wszelkie ataki gospodarzy rozbijały się na szesnastym metrze. Co gorsza, po kolejnym błędzie obrońców goście zdobyli drugiego gola. Osianie do końca starali się atakować, ale nie przyniosło to już efektu. Po meczu goście świętowali razem ze swoimi kibicami, a osianie z opuszczonymi głowami schodzili do szatni. - Stres i nerwy związane z tak ważnym meczem zrobiły swoje - przyznaje Jerzy Bobola. - Chłopacy chcieli bardzo wygrać, ale nieraz jak się chce za bardzo, to wychodzi to gorzej niż gra na luzie. Już w I połowie graliśmy jak sparaliżowani. Od początku ta gra nie wychodziła nam tak jak zwykle. Dwa ostatnie mecze zagraliśmy źle. Na kilka wcześniejszych spotkań chłopacy złapali trochę świeżości, ale na te dwa spotkania ?siedli? fizycznie. Widać to było zwłaszcza po Igorze Kocenko, który w tych meczach praktycznie nie istniał.
Osianom pozostaje w nowym sezonie gra w V lidze. Zarząd klubu zaproponował Jerzemu Boboli dalsze prowadzenie zespołu. - Ja jestem na tak, ale pod warunkiem, że uda zbudować się zespół - informuje szkoleniowiec. - Teraz na treningi przychodziło kilku piłkarzy, bo pozostali albo pracowali, albo studiowali i mogli tylko grać mecze w weekendy. Tak dalej nie może być. Będę rozmawiał z chłopakami, aby zdecydowali, kto chce zostać. Na pewno odejdzie Roman Binerowski. Zastanawia się nad tym także Tomasz Grudziński. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Na pewno trzeba rozpocząć budowę nowego zespołu.
JJ
Osianie od początku przejęli inicjatywę na boisku i próbowali atakować. Niewiele jednak z tych ataków wynikało, bo dopingowani przez grupę swoich kibiców unici byli bardzo dobrze zorganizowani w defensywie. Z łatwością rozbijali ataki Gromu i nie kwapili się nawet do kontrataków. - Widać było, że Unia przyjechała po remis - zauważa Bobola. - Oba zespoły grały spokojnie i na boisku niewiele się działo.
O dziwo, także osianie, którym bardziej powinno zależeć na zwycięstwie, nie dali rady narzucić swojego stylu gry rywalom. Mogli jednak przed przerwą objąć prowadzenie, bo w sytuacji sam na sam z bramkarzem Unii znalazł się Tomasz Romanowski. Niestety nie wykorzystał jej i trafił piłką prosto w niego. Gol mógł paść także po dwójkowej akcji Igora Kucenko z Michałem Stolarskim. Ten drugi nie zdołał jednak odegrać piłki Ukraińcowi. Tuż przed przerwą Kucenko zagrał w pole karne do Stolarskiego, ale w ostatniej chwili podanie przeciął obrońca Unii.
Najlepszą okazję na objęcie prowadzenia osianie mieli jednak na początku II połowy meczu. Romanowski idealnie zagrał do wychodzącego na czystą pozycję Kucenki, ale ten fatalnie spudłował. Zemściło to się srodze, bo chwilę później nieporozumienie stoperów Gromu Romana Binerowskiego i Michała Łytkowskiego wykorzystał Bartosz Pędowski i wyprowadził Unię na prowadzenie. - Strzelił gola z piłki, która stała między naszymi obrońcami - mówi trener Gromu. - Jeden czekał na drugiego i żaden nie zdecydował się na jej wybicie.
Grom ruszył do odrabiania strat, ale Unia ustawiła obronne szyki przed własnym polem karnym i wszelkie ataki gospodarzy rozbijały się na szesnastym metrze. Co gorsza, po kolejnym błędzie obrońców goście zdobyli drugiego gola. Osianie do końca starali się atakować, ale nie przyniosło to już efektu. Po meczu goście świętowali razem ze swoimi kibicami, a osianie z opuszczonymi głowami schodzili do szatni. - Stres i nerwy związane z tak ważnym meczem zrobiły swoje - przyznaje Jerzy Bobola. - Chłopacy chcieli bardzo wygrać, ale nieraz jak się chce za bardzo, to wychodzi to gorzej niż gra na luzie. Już w I połowie graliśmy jak sparaliżowani. Od początku ta gra nie wychodziła nam tak jak zwykle. Dwa ostatnie mecze zagraliśmy źle. Na kilka wcześniejszych spotkań chłopacy złapali trochę świeżości, ale na te dwa spotkania ?siedli? fizycznie. Widać to było zwłaszcza po Igorze Kocenko, który w tych meczach praktycznie nie istniał.
Osianom pozostaje w nowym sezonie gra w V lidze. Zarząd klubu zaproponował Jerzemu Boboli dalsze prowadzenie zespołu. - Ja jestem na tak, ale pod warunkiem, że uda zbudować się zespół - informuje szkoleniowiec. - Teraz na treningi przychodziło kilku piłkarzy, bo pozostali albo pracowali, albo studiowali i mogli tylko grać mecze w weekendy. Tak dalej nie może być. Będę rozmawiał z chłopakami, aby zdecydowali, kto chce zostać. Na pewno odejdzie Roman Binerowski. Zastanawia się nad tym także Tomasz Grudziński. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Na pewno trzeba rozpocząć budowę nowego zespołu.
JJ










