Wanda Szymańska, mieszkanka Świecia zakupiła pod koniec maja w jednym ze świeckich sklepów kuchenkę gazową znanej firmy o wartości 999 zł. - Instalacji kuchenki nie przeprowadzali pracownicy sklepu, w którym zakupiliśmy sprzęt, oni tylko go przywieźli - mówi kobieta. - Zrobił to natomiast specjalista, któremu oczywiście musieliśmy zapłacić - dodaje.
Sprzęt jest wadliwy
Podczas instalacji ekspert stwierdził jednak, że sprzęt jest wadliwie wykonany i taką informację (zaznaczoną na czerwono) zamieścił w protokole, który wręczył właścicielce kuchenki. - Ze wszystkich czterech palników, mimo że były one zamknięte, ulatniał się gaz - mówi pani Wanda. - Instalator stwierdził to za pomocą urządzenia pomiarowego, według niego wszystkie cztery pokrętła sterujące palnikami gazowymi nie zamykają dostatecznie gazu na dysze palników. Instalator odciął dopływ gazu, zabronił nam z niej korzystać i na koniec polecił złożyć reklamację - dodaje.
W protokole, co okaże się ważne, instalator podał również rodzaj urządzenia pomiarowego, którym określił stężenie gazu. Ekspert poradził jednak Szymańskim, by zlecili jeszcze jedną ekspertyzę innemu specjaliście, który miałby potwierdzić jego pomiary. - Tak też zrobiliśmy - mówi pani Wanda. - Wzięliśmy pana z innej firmy, który też nam zrobił pomiar. Był on taki sam i w kolejnym protokole potwierdził on, że z kuchenki ze wszystkich czterech zaworów ulatnia się gaz - dodaje.
Nie jest, bo nie mierzyli U-rurką
Pani Wanda z tak mocnymi papierami poszła z powrotem do sklepu. Pracownicy skontaktowali ją z serwisantem z Grudziądza, który przyjechał do Świecia jeszcze raz zbadać kuchenkę. Okazało się, że według tego specjalisty sprzęt jest sprawny i można go używać. - On również zbadał kuchenkę jakimś urządzeniem pomiarowym, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości - mówi kobieta. - Pan ten następnie zażądał zapłaty za przyjazd i naprawę (której nie było, bo kuchenka była sprawna), ale nie dałam mu ani grosza. Zapytałam go tylko, skąd te rozbieżności w pomiarach, na co on mi odpowiedział, że najwidoczniej panowie, którzy robili wcześniejsze pomiary, nie mieli takiego sprzętu jak on, czyli jak to się wyraził U-rurki - dodaje.
Zdezorientowana Szymańska zadzwoniła do eksperta, który instalował kuchenkę. - Zapytałam się, o co chodzi z tą U-rurką, bo nie jestem specjalistą od takich urządzeń - mówi. - Mój rozmówca ze śmiechem wytłumaczył mi, że U-rurką nie mierzy się stężenia gazu w powietrzu, lecz tylko ciśnienie. Doszłam do wniosku, że ktoś chciał mnie tutaj nabrać, tym bardziej że w adnotacji pana z Grudziądza, który zrobił w karcie gwarancyjnej, nie ma mowy, jakim urządzeniem zrobiono pomiary - dodaje.
Rzecznik pomoże
Pani Wanda nie wiedząc, co robić, zgłosiła się za naszą poradą o pomoc do powiatowego rzecznika konsumentów, który działa przy starostwie. - Kazano mi wypełnić pismo, w którym przedstawiono moje roszczenie, ponadto pani rzecznik zadzwoniła do producenta, który został poinformowany, że wpłynie do niego pisemna reklamacja w mojej sprawie - mówi zadowolona Szymańska. - Teraz mam czekać na pismo od producenta, trochę się denerwuję, ponieważ na razie nie przychodzi - dodaje.
Jakie mamy prawa?
Członkowie Stowarzyszenie Konsumentów Polskich przypominają, że konsumenci mają duże uprawnienia w zakresie składania reklamacji i niekoniecznie przy tym trzeba korzystać z gwarancji. - Dużo możliwości zapewniają nam przepisy ustawowe o prawach konsumenckich, często uprawnienia wynikające z tych regulacji są o wiele korzystniejsze od tych zawartych w gwarancji - mówi Małgorzata Dziekdziowska, prawnik SKP. - Dlatego przed złożeniem reklamacji trzeba się zastanowić, czy korzystamy z gwarancji, czy też powołamy się na tak zwaną niezgodność z umową (towar nie ma cech, o których zapewniał nas sprzedawca), w tym drugim przypadku tryb postępowania regulują przepisy ustawy o prawach konsumentów. Według niej, jeśli chcemy złożyć reklamację, wystarczy, że będziemy mieli dowód zakupu i udamy się z nim i towarem do sklepu, w którym go nabyliśmy. Najlepiej dla celów dowodowych sporządzić reklamację pisemnie, podać swoje dane adresowe i telefon i dać ją sprzedawcy, przy czym nie ma znaczenia, czy to będzie właściciel, czy zatrudniony przez niego pracownik. Od tego momentu sprzedawca ma 14 dni na odpowiedź, a my nie musimy w ogóle do tego sklepu przychodzić. Jeśli takiej odpowiedzi nie dostaniemy, czy to pisemnej czy ustnej, oznacza to, że reklamacja została uznana i sprzedawca musi zadośćuczynić naszemu żądaniu. Trzeba też zaznaczyć, że taką reklamację trzeba złożyć w ciągu 2 miesięcy od zauważenia usterki, a w ogóle możemy ją złożyć w ciągu 2 lat od dnia zakupu towaru - dodaje.
SW
Sprzęt jest wadliwy
Podczas instalacji ekspert stwierdził jednak, że sprzęt jest wadliwie wykonany i taką informację (zaznaczoną na czerwono) zamieścił w protokole, który wręczył właścicielce kuchenki. - Ze wszystkich czterech palników, mimo że były one zamknięte, ulatniał się gaz - mówi pani Wanda. - Instalator stwierdził to za pomocą urządzenia pomiarowego, według niego wszystkie cztery pokrętła sterujące palnikami gazowymi nie zamykają dostatecznie gazu na dysze palników. Instalator odciął dopływ gazu, zabronił nam z niej korzystać i na koniec polecił złożyć reklamację - dodaje.
W protokole, co okaże się ważne, instalator podał również rodzaj urządzenia pomiarowego, którym określił stężenie gazu. Ekspert poradził jednak Szymańskim, by zlecili jeszcze jedną ekspertyzę innemu specjaliście, który miałby potwierdzić jego pomiary. - Tak też zrobiliśmy - mówi pani Wanda. - Wzięliśmy pana z innej firmy, który też nam zrobił pomiar. Był on taki sam i w kolejnym protokole potwierdził on, że z kuchenki ze wszystkich czterech zaworów ulatnia się gaz - dodaje.
Nie jest, bo nie mierzyli U-rurką
Pani Wanda z tak mocnymi papierami poszła z powrotem do sklepu. Pracownicy skontaktowali ją z serwisantem z Grudziądza, który przyjechał do Świecia jeszcze raz zbadać kuchenkę. Okazało się, że według tego specjalisty sprzęt jest sprawny i można go używać. - On również zbadał kuchenkę jakimś urządzeniem pomiarowym, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości - mówi kobieta. - Pan ten następnie zażądał zapłaty za przyjazd i naprawę (której nie było, bo kuchenka była sprawna), ale nie dałam mu ani grosza. Zapytałam go tylko, skąd te rozbieżności w pomiarach, na co on mi odpowiedział, że najwidoczniej panowie, którzy robili wcześniejsze pomiary, nie mieli takiego sprzętu jak on, czyli jak to się wyraził U-rurki - dodaje.
Zdezorientowana Szymańska zadzwoniła do eksperta, który instalował kuchenkę. - Zapytałam się, o co chodzi z tą U-rurką, bo nie jestem specjalistą od takich urządzeń - mówi. - Mój rozmówca ze śmiechem wytłumaczył mi, że U-rurką nie mierzy się stężenia gazu w powietrzu, lecz tylko ciśnienie. Doszłam do wniosku, że ktoś chciał mnie tutaj nabrać, tym bardziej że w adnotacji pana z Grudziądza, który zrobił w karcie gwarancyjnej, nie ma mowy, jakim urządzeniem zrobiono pomiary - dodaje.
Rzecznik pomoże
Pani Wanda nie wiedząc, co robić, zgłosiła się za naszą poradą o pomoc do powiatowego rzecznika konsumentów, który działa przy starostwie. - Kazano mi wypełnić pismo, w którym przedstawiono moje roszczenie, ponadto pani rzecznik zadzwoniła do producenta, który został poinformowany, że wpłynie do niego pisemna reklamacja w mojej sprawie - mówi zadowolona Szymańska. - Teraz mam czekać na pismo od producenta, trochę się denerwuję, ponieważ na razie nie przychodzi - dodaje.
Jakie mamy prawa?
Członkowie Stowarzyszenie Konsumentów Polskich przypominają, że konsumenci mają duże uprawnienia w zakresie składania reklamacji i niekoniecznie przy tym trzeba korzystać z gwarancji. - Dużo możliwości zapewniają nam przepisy ustawowe o prawach konsumenckich, często uprawnienia wynikające z tych regulacji są o wiele korzystniejsze od tych zawartych w gwarancji - mówi Małgorzata Dziekdziowska, prawnik SKP. - Dlatego przed złożeniem reklamacji trzeba się zastanowić, czy korzystamy z gwarancji, czy też powołamy się na tak zwaną niezgodność z umową (towar nie ma cech, o których zapewniał nas sprzedawca), w tym drugim przypadku tryb postępowania regulują przepisy ustawy o prawach konsumentów. Według niej, jeśli chcemy złożyć reklamację, wystarczy, że będziemy mieli dowód zakupu i udamy się z nim i towarem do sklepu, w którym go nabyliśmy. Najlepiej dla celów dowodowych sporządzić reklamację pisemnie, podać swoje dane adresowe i telefon i dać ją sprzedawcy, przy czym nie ma znaczenia, czy to będzie właściciel, czy zatrudniony przez niego pracownik. Od tego momentu sprzedawca ma 14 dni na odpowiedź, a my nie musimy w ogóle do tego sklepu przychodzić. Jeśli takiej odpowiedzi nie dostaniemy, czy to pisemnej czy ustnej, oznacza to, że reklamacja została uznana i sprzedawca musi zadośćuczynić naszemu żądaniu. Trzeba też zaznaczyć, że taką reklamację trzeba złożyć w ciągu 2 miesięcy od zauważenia usterki, a w ogóle możemy ją złożyć w ciągu 2 lat od dnia zakupu towaru - dodaje.
SW










