W środę 4 stycznia w Warlubiu uczniowie i pracownicy miejscowego Zespołu Szkół musieli opuścić budynek szkoły. Kilka minut przed rozpoczęciem lekcji ktoś z zastrzeżonego numeru zadzwonił do jednego z nauczycieli i poinformował, że w gimnazjum jest bomba, która wybuchnie o godzinie 12. Nauczyciele zaczęli działać. - Zgodnie z procedurami poinformowaliśmy odpowiednie służby, po czym rozpoczęliśmy akcję ewakuacyjną - opowiada Maria Jankowska, dyrektor Zespołu Szkół w Warlubiu. - Aby nie wzbudzać paniki, chodziliśmy od klasy do klasy i wyprowadzaliśmy uczniów kolejno klasami, nie informując o bombie - dodaje.Alarm postawił na nogi wszystkie służby. Na ulicę Szkolną w Warlubiu przybyły karetka pogotowia, straż pożarna i policja. O godzinie 10 w szkole nie było już nikogo spośród 524 uczniów oraz 60 osób personelu szkoły. W ciągu kolejnej godziny wszystkie dzieci zostały odebrane ze szkoły przez rodziców i opiekunów. Poszukiwaniem ładunku zajęli się policjanci. Nic nie znaleźli, a od godz. 11 służby już tylko obserwowały budynek. - Od samego początku przypuszczałam, że ktoś chciał zrobić głupi żart, ale sądzę, że nie była to sprawka żadnego z uczniów. Gimnazjaliści wiedzą, jakie są konsekwencje takich wybryków - mówi Jankowska. Gdy alarm okazał się fałszywy, personel mógł powrócić do budynku szkoły. - Prowadzimy śledztwo w tej sprawie - wyjaśnia Jolanta Cieślewicz, rejonowa w Świeciu. - Od zeszłego roku zgłoszenie fałszywego alarmu i postawienie w stan gotowości służb medycznych, straży pożarnej i policji jest przestępstwem, za które grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności - dodaje. ACZ











