O szkole sprzed 60 lat opowiadali w "piątce"

rydzek
14.11.2017 16:59
A A A
Na uroczystość zostali zaproszeni emerytowani nauczyciele

Na uroczystość zostali zaproszeni emerytowani nauczyciele (FILIP DALASZYNSKI8BIM%)gRVM%C%#)

Uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Świeciu mieli okazję wziąć udział w niecodziennej lekcji historii, jaką nauczyciele przygotowali im, zapraszając uczniów, którzy opuścili szkolne mury kilkadziesiąt lat temu. Absolwenci wspominali "kozę", dyscyplinę i psikusy, które robili nauczycielom. - Nie było zajęć pozalekcyjnych, tylko harcerstwo, a szczytem marzeń było pojechać w ostatniej klasie na wycieczkę do Zakopanego - opowiadali

O tym, że szkoła w Przechowie działała już w drugiej połowie XIX w. wiadomo z historycznych dokumentów. Wówczas miała swoją siedzibę przy ul. Wojska Polskiego 14 (gdzie dziś są wielorodzinne budynki mieszkalne). Dopiero w październiku 1957 r. placówka została przeniesiona do byłego pałacu właściciela młynów Henryka Biebera. Tu, po wielu rozbudowach, mieści się do dziś. W latach sześćdziesiątych XX w. wybudowano obok budynek z czterema klasami. Później na potrzeby sal lekcyjnych wyremontowano nawet sąsiadującą stajnię. W 1995 r. oddano do użytku łącznik, w którym znajduje się kilka klas i aula, a dwa lata później dobudowano salę gimnastyczną, salę korekcyjną wraz zapleczem i salami lekcyjnymi.
O zaprezentowanie historycznego rysu historycznego Przechowa i szkoły został poproszony Piotr Skuczyński, lokalny pasjonat historii i były uczeń. Tekst pt. "Przechowo - moja mała Ojczyzna" zaprezentowała Dominika Falkowska, która zdobyła trzecie miejsce na wojewódzkim konkursie krasomówczym w Glubiu-Dobrzyniu.
Po części oficjalnej zaczęto wspominać starą szkołę. Zaproszeni goście odpowiadali na pytania młodzieży, która z ogromnym zainteresowaniem słuchała wspomnień sprzed 60 lat. Większość zaproszonych gości to rówieśnicy z jednej klasy, dlatego - kiedy przyszło wspominać historie - było wiele humoru i szczery śmiech.
Goście wspominali swoją szkołę i przerwy, w czasie których chodzili po parku. - Dyscyplina była zupełnie inna. Kary były na porządku dziennym, tzw. "koza", uderzenia linijką w dłonie, a nawet w tyłek - wspominali uczniowie. - Nikogo wówczas nie oburzały te kary, co więcej - obawiano się o nich mówić w domu, żeby nie dostać kolejnej od rodziców - dodawali.
Mimo to uczniowie nie stronili od psikusów. Jeden z absolwentów opowiadał, jak posmarował klejem brzeg ławki. Gdy nauczyciel nachylił się, jego krawat na gumce przykleił się do ławki.
Były też osoby, które brały udział w przenosinach szkoły do byłego pałacu. - Robiliśmy porządek na strychu i kiedy zobaczyliśmy obrazy komunistycznych dygnitarzy, zapytaliśmy nauczycieli, czy wszystko zabieramy - opowiada jeden ze świadków przenosin "piątki" do nowego budynku. - Powiedzieli wtedy, że bierzemy wszystko, chyba że coś jest w złym stanie. Dlatego poniszczyliśmy obrazy, żeby można było je tam zostawić - dodaje.
60 lat temu książki nosiło się do szkoły w teczkach, ale nie było ich wiele. Jednym z trudniejszych przedmiotów była matematyka. Podobnie jak dziś, przed lekcją spisywało się zadanie od osoby, która potrafiła je zrobić. Na języku polskim też nie było łatwo, bo kiedy przerabiano lekturę, pytania były tak szczegółowe, że trzeba było bardzo dobrze znać treść książki. Nie było, tak jak dziś, wielu zajęć pozalekcyjnych. Jedyną atrakcją było harcerstwo. - Nie było też zabaw czy dyskotek, ale pamiętam tańce przy wtórze akordeonu, na którym grał jeden z uczniów - opowiada jeden z absolwentów. - Nie było też wycieczek. A szczytem marzeń była podróż w siódmej klasie do Zakopanego - dodaje.
Najstarsza uczennica "piątki" zaproszona na jubileusz miała 93 lata.
Wieloma wspomnieniami podzielił się 85-letni mieszkaniec Przechowa, Bernard Kwiatkowski. - 1 września 1939 r. byłem przygotowany, żeby pójść do Szkoły Powszechnej w Przechowie - wspomina. - Miałem mundurek, tornister, a w nim grafitową tabliczkę do pisania, z rysikiem i gąbeczkami do mazania. Idąc z mamą do szkoły spotkała nas sąsiadka, pani Kuziemska, i spytała, dokąd idziemy. Wtedy pierwszy raz usłyszeliśmy, że Niemcy napadli na Polskę i jest wojna. Przerażeni wróciliśmy do domu. Po jakimś czasie rozpocząłem naukę w szkole dla Polaków, jednakże nie mogłem w niej mówić po polsku. Było to surowo zakazane. Językiem obowiązującym był język niemiecki, język okupanta. Kierownikiem szkoły był Niemiec o nazwisku Blomberg. Jego córka uczyła matematyki. W tym czasie uczyła nas również pani Kunc, ale nie bardzo mogę sobie przypomnieć, jakiego przedmiotu. Sięgając pamięcią wstecz, mogę powiedzieć, że podczas nauki w tej szkole były momenty strachu i przerażenia np. jeśli kierownik szkoły przyjechał (rowerem) w mundurze, to wiadomo było, że nie będzie nikogo bił, a jeśli po cywilnemu, to zawsze można było liczyć na lanie z byle powodu. Pamiętam lekcję śpiewu i gniew kierownika szkoły o nasze nieczyste śpiewanie. Szedł rzędami i nasłuchiwał, kto jak śpiewa. Po dotarciu do mnie okazało się, że to ja fałszowałem. Zostałem ukarany siarczystym uderzeniem w twarz. To było przykre i bolesne. Z moim kolegą Bolesławem Żurkiem nieraz siedzieliśmy "w kozie" (za karę po lekcjach) i dostawaliśmy w skórę, bo byliśmy żywotnymi i radosnymi dziećmi, co nie zawsze się podobało nauczycielom. Jak front zbliżał się do okolic Świecia, to Niemcy opuścili Przechowo. Wszyscy z utęsknieniem oczekiwali na wyzwolenie. Po nim nastała ogromna radość, bo mogliśmy wreszcie mówić w ukochanym języku ojczystym, po polsku. Po zakończeniu wojny dalej uczęszczałem do czwartej klasy. Była to szkoła 7-klasowa. W tym czasie kierownikiem był pan Borsuk. Moje wspomnienia związane są ze starą szkołą. Działały w niej zespół taneczny, który prezentował tańce narodowe na różnych uroczystościach, oraz dwie drużyny harcerskie. Młodsi nosili mundurki zielone, starsi mundurki na wzór marynarski. W tamtych czasach dziewczyny grały w klasy i bawiły się ze skakankami. Poza tym graliśmy w palanta (odbijanie piłki w locie), odbijankę (rzut monetą o mur) i w dwa ognie. Podkreślić należy, że szczególnie oddany sprawie przeniesienia szkoły do budynku pałacu młyńskiego był pan Kaźmierski - przedstawiciel rodziców, który poświęcił swój czas na walkę o nową szkołę dla dzieci z Przechowa i ościennych wsi - dodaje.
ACZ

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX