Wiecie, jakie święta będą za kilka dni?
- Zającowe.
- I jajkowe.
- A Kuba widział zająca.
- A ja też byłam w sklepie i widziałam.
- A ja widziałem prawdziwego zająca, co przynosi prezenty.
No to jak wyglądał ten zając?
- Puchato. Aha, i ma zielone pazury.
- On ma takie małe nogi.
- Bardzo szybko biega.
- Skacze tak szybciutko, że nikt go nie dogoni.
- On jest taki calutki bielutki.
- I się skrada.
Skrada się? Po co?
- No tak podgląda, jak przynosi prezenty. No bo nikt nie może go widzieć.
- Wtedy na trawce w ogródku zostawia koszyczki.
- Ale to jest taki inny zając. Taki duży. On musi duży worek z prezentami udźwignąć.
- To jest taki, co w lesie za drzewkami się skrada.
- No mi w salonie zawsze zostawia pod choinką.
- No gdzie pod choinką!!! Pod choinką to pan Mikołaj zostawia prezenty. Ja muszę wam to powtarzać. Mówiłem już, że pana Mikołaja teraz nie będzie.
- A teraz to będzie takie inne wielkie święto.
- Bo to są takie wielkie czary, jak z panem Mikołajem. On jest gruby, ale się do chudego komina zmieści.
Może Wielkanoc teraz będzie?
- Taaakkk. - Jak będzie ten "wielki zając", to przyniesie nam prezenty.
- No tak, bo to jest wielka noc, żeby nam zając zdążył przynieść koszyczki z zabawkami.
- A jeszcze wtedy też pan Jezusek wstał z grobu i do kościoła trzeba iść zmówić paciorek.
- A ja byłam wczoraj.
- Jak też byłam z mamą i takie gałązki mieliśmy.
- A mi babcia taką palmę z kwiatkami kupiła.
- No bo to była niedziela palmowa.
A może wiecie coś odnośnie do tego Jezuska, co wstał z grobu...
- No bo on umarł, bo źli ludzie go pobili.
- Nawet kamieniami w niego rzucali. - No i na takim krzyżu tak wisiał. Tak za rączki i nóżki.
- On nawet u mnie w domu tak wisi i my się tam modlimy.
- Pewnie go bolało.
- No, ale on potem wstał i wyszedł z tego grobu, i był taki ładny.
- No w kościele tak leży. No i na nogach i na rękach, i brzuszku ma takie plamki krwi i dziury.
- Takie rany miał.
- A mi mama zawsze plaster nakleja.
- Mi też. A to on nie miał mamy chyba.
A wspominaliście też coś o koszyczku, a może ktoś z was szedł z koszyczkiem do kościoła, aby ksiądz poświęcił potrawy?
- Ja byłam z siostrą.
- Ja też, z babcią. Ona ma duży koszyk, a ja mały.
- No i wtedy ksiądz ma takie coś i tak wodą chlapie, i miałem kiedyś buzię mokrą.
- Tam się jajka zanosi.
- No, ale nie można ich jeść.
A co jeszcze w tym koszyczku mieliście?
- Pisklaczka i jedzonko.
- I takie dzwoneczki.
- Czekoladki takie różne.
- A moja mama mi wkłada kawałek serka, chlebek i babeczki, i jajeczka.
- O... ja też mam babeczki.
- A ja nawet wczoraj z mamą piekłam.
- Ja zawsze z babcią przygotowuję, bo mama nie umie.
- A mi mama robi takie prawdziwe babki i babcia też, bo w sklepie to są takie inne.
- A my jeszcze wczoraj jajeczka malowaliśmy. O właśnie, a może ktoś z was wie, jak się nazywają takie pomalowane jajeczka?
- To są pisanki. My mamy w przedszkolu.
- Tam są pisklaczki.
- One są takie delikatniutkie i mają dziurki, i trzeba bardzo uważać.
- Możne je malować pisakami i farbkami.
- Kredkami też można.
- Kredkami nie można, bo nic nie widać. Takim malutkim pędzelkiem tylko można.
- A mi mama mówiła, że jeszcze tak można wydrapywać.
- I takie jeszcze różne nalepki można robić. Wtedy są nalepianki.
- A mogą być jeszcze takie, co mają dziureczkę i można nimi wodą psikać.
A wiecie, jak się nazywa takie chlapanie wodą w drugi dzień świąt?
- No można się pryskać.
- No moja mama mówiła, że można, ale musi być ciepło. A teraz jest zimno.
- No właśnie i nie można oblewać wodą, bo się będzie chorym.
- A ja mam taki pistolet na wodę. Używam go, jak jest lato i ciepło, i kąpię się w basenie.
- A mi mama pozwala, ale tylko kwiatki podlewać.
MP