Władze państwowe nie chciały uroczystego pogrzebu ani zgromadzeń, jednak dzięki determinacji doktora Mieczysława Petelskiego oraz proboszcza Jerzego Kosza pogrzeb odbył się uroczyście, z licznie przybyłymi mieszkańcami Świecia. Petelski mówił wówczas m.in.: "Tych ludzi, którym było dane tak mało od życia, dosięga straszliwe nowe nieszczęście (.) Jako jedyną może pociechę przyjąć by można fakt, że we śnie zaczadzieli, stracili przytomność w kłębach straszliwego złego dymu i oszczędzone im były męki ognia (..) Nad waszym otwartym grobem, kochani, ślubujemy, że nie ustaniemy w pracy i dalszych staraniach, aby wasz los nie był już nigdy udziałem żadnych pacjentów szpitala psychiatrycznego w naszym kraju. Mam całkowitą pewność, że takie przekonanie podzielają również ci, do których należą decyzje warunkujące rozwój opieki psychiatrycznej w Polsce. Poprawa warunków waszych współtowarzyszy w chorobie będzie waszym zza grobu zwycięstwem (.) Żegnajcie, my będziemy pamiętać i zrobimy wszystko, aby Wasza tragedia już się nigdy nie powtórzyła. Nigdy!". Pogrzeb był filmowany przez Służbę Bezpieczeństwa.
12 listopada 1980 r., dzień po zbiorowym pogrzebie 46 ofiar na cmentarzu szpitala psychiatrycznego, dzienniki wydrukowały oświadczenie rządu PRL, iż komisja pod przewodnictwem wicepremiera Stanisława Macha ustaliła, że w wyniku "sprawnie zorganizowanej akcji ratowniczej" z 319 pacjentów uratowano 266, nie dopuszczając do rozszerzenia się pożaru na cały budynek. Prowadzono trzy śledztwa: prokuratury, komisji wojewody i rządowej. Prokuratura sporządziła akt oskarżenia przeciwko zastępcy dyrektora szpitala do spraw ekonomicznych i kierownikowi działu administracyjno-gospodarczego, których oskarżono o zaniedbanie obowiązków służbowych w związku z ustawą o ochronie przeciwpożarowej. W akcie oskarżenia liczbę ofiar śmiertelnych ustalono na 55 osób. Proces rozpoczął się jesienią 1981 r. Biegły uznał, że bezpośrednią przyczyną pożaru była nieszczelność przewodu kominowego.
W listopadzie 1980 r. środowisko psychiatrów wystosowało pismo do Komisji Zdrowia i Kultury Fizycznej Sejmu PRL, w którym napisano, że "każdy, kto zna warunki, w jakich pracuje większość szpitali psychiatrycznych w Polsce, może dziwić się, że tragedia nie pochłonęła więcej ofiar (.) Taki wypadek mógł zdarzyć się w prawie każdym z naszych szpitali (.) Stan szpitalnej bazy łóżkowej był i jest katastrofalny". W podobnym duchu wypowiadali się lekarze pracujący w Górnej Grupie. Stanisław Króliczewski, p.o. ordynatora oddziału XVIIIC: "Największą winą nas wszystkich było to, że zgodziliśmy się tam, w takich fatalnych warunkach, pracować". Stanisław Wiechno, felczer: "Tu był skandal od wielu lat. Nigdy remontu z prawdziwego zdarzenia nie było (.) Jak [zima] ostrzejsza, to pacjentom zdarzały się odmroziny. Przecież ci ludzie nie mieli czucia, a nas, personelu, było za mało, żeby każdego doglądać. To był oddział chroników do przeżycia, a nie do leczenia".
W 1980 r. Krystian Brodacki nakręcił reportaż pt. "Znak zapytania". Kapitan straży pożarnej mówił: "Warunki, w których mogło dojść do tragedii, można było przewidzieć (.) W protokole były ujęte m.in. takie problemy jak: odblokowanie wyjść ewakuacyjnych, które zostały - nie wiem z jakich powodów - zamurowane z jednej części (.) Wyprowadzenie części nawet ludzi tą drewnianą klatką było możliwe. Ale była zamurowana na wszystkich kondygnacjach, była oddzielona od części, którą zajmował personel, lekarze i obsługa. Rzecz druga: samo usytuowanie chorych na poszczególnych kondygnacjach. Przepis w ogóle zabrania lokalizowania sal na drugiej kondygnacji w budynku drewnianym, a o takim mówimy obecnie, [a tym bardziej] usytuowanie tam ludzi niemogących chodzić o własnych siłach (.)". Na pytanie red. Przysieckiego o wrażenie, jaki zrobiły na rozmówcy sale chorych we wrześniu 1980 r., na ponad miesiąc przed tragedią, odpowiedział: "Przejmujące (...) łóżko przy łóżku, człowiek przy człowieku (.) nawet człowieka odpornego psychicznie może to ruszyć". Felczer pracujący 18 lat w Grupie: "być może, że był to czysty przypadek, warunki, jakie tu były, mogły to spowodować. Za duże sale, w których było po 40 i po 50 łóżek, zagęszczone jeszcze do tego (.) Przed założeniem ogrzewania centralnego było ogrzewanie piecowe, przy którym chorzy po prostu marzli. Zdarzały się przypadki nawet odmrożeń w czasie zimy (...) czasem trzeba było ewakuować chorych z sal na korytarz, bo na korytarzach, mimo że nie było ogrzewania, było cieplej niż na sali sypialnej".
Ogrom tragedii w Górnej Grupie nie wpłynął na szybką poprawę warunków pobytu pacjentów w Świeciu, co wynikało z wieloletniego niedofinansowania psychiatrii. Choć od pożaru minęły trzy miesiące, to w lutym 1981 r. w szpitalu w Świeciu nadal jeszcze 312 pacjentów przebywało na strychach i nie było możliwości ich przeniesienia do bezpieczniejszych pomieszczeń.
W marcu 1981 r. skierowano akt oskarżenia w sprawie pożaru w Górnej Grupie, w wyniku którego śmierć poniosło 55 pacjentów, a 26 doznało obrażeń ciała. Prokurator stwierdził m.in., że Mieczysław Petelski na przestrzeni swojego urzędowania wykazywał maksymalny wysiłek w celu poprawienia warunków leczniczych chorych i z tego tytułu, wobec zlikwidowania w ostatnich latach etatu zastępcy dyrektora ds. lecznictwa, był znacznie obciążony pracą, uznano, iż nie może on odpowiadać karnie za zaniedbania w zakresie ochrony przeciwpożarowej. Jedynie wskazane jest wyciągnięcie wobec niego konsekwencji służbowych za brak dostatecznego nadzoru i egzekwowania swoich poleceń.
*
Rok po tragedii nadal nie udało się poprawić bezpieczeństwa i komfortu pobytu wielu pacjentów w szpitalu w Świeciu. We wrześniu 1981 r. inspektor Jerzy Wojtaluk przeprowadził kontrolę wykonania zaleceń z 1979 r. Sytuacja w szpitalu wyglądała tragicznie. W pawilonie II w sali o powierzchni 36 metrów kwadratowych znajdowało się 13 łóżek, a w drugiej, o powierzchni 30 m kw. - 12 łóżek, w obu salach były pozsuwane ze sobą. Na poddaszu o konstrukcji drewnianej przebywało 29 pacjentów. W oddziale IXB było 70 łóżek na jednym piętrze, a większość sal - wielołóżkowych (na łóżko przypadało 3,5 m kw., przy normie 6,5 m kw.). W pawilonie I było większe zagrożenie niż w Górnej Grupie. W 1981 r. w całej służbie zdrowia 80 proc. obiektów wymagało remontów i modernizacji. Ponieważ środków na psychiatrię zawsze brakowało, "perspektywa zmiany dramatycznej sytuacji szpitala w Świeciu nadal jest odległa. Co więc pozostaje? Czekać na katastrofę? Byłby to bezceremonialny akt okrucieństwa wobec ludzi upośledzonych przez los".
*
Pożar w Górnej Grupie odbił się również echem w kulturze, stanowiąc kanwę dla poezji. Na początku lat 80. Jacek Kaczmarski (1957-2004) napisał wieloznaczny tekst pt. "A my nie chcemy uciekać stąd" (muzyka: Przemysław Gintrowski, 1951-2012): Stanął w ogniu nasz wielki dom, / Dym w korytarzach kręci sznury. / Jest głęboka, naprawdę czarna noc, / Z piwnic płonące uciekają szczury. // Krzyczę przez okno, czoło w szybę wgniatam, / Haustem powietrza robię w żarze wyłom. /Ten, co mnie słyszy ma mnie za wariata, /Woła - Co jeszcze świrze ci się śniło? // Więc chwytam kraty rozgrzane do białości, / Twarz swoją widzę, twarz w przekleństwach, / A obok sąsiad patrzy z ciekawością, / Jak płonie na nim kaftan bezpieczeństwa. // Dym w dziurce od klucza, a drzwi bez klamek, / Pękają tynki wzdłuż spoconej ściany. / Wsuwam swój język w rozpalony zamek, / Śmieje się za mną ktoś jak obłąkany. // Lecz większość śpi nadal, przez sen się uśmiecha, / A kto się zbudzi, nie wierzy w przebudzenie. / Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa, / Na rusztach łóżek milczy przerażenie. // Ci przywiązani dymem materaców, / Przepowiadają życia swego słowa. / Nam pod nogami żarzą się posadzki, / Deszcz iskier czerwonych osiada na głowach. // Dym coraz gęstszy, obcy ktoś się wdziera, / A my wciśnięci w najdalszy sali kąt. / Tędy! - Wrzeszczy - Niech was jasna cholera! / A my nie chcemy uciekać stąd! // A my nie chcemy uciekać stąd! / Krzyczymy w szale wściekłości i pokory / Stanął w ogniu nasz wielki dom! / Dom dla psychicznie i nerwowo chorych!
Kompozycja została umieszczona na płycie "Pamiątki" Przemysława Gintrowskiego (nagrania z lat 1982-83). "Pamiątki" zostały nagrane nieoficjalnie w studiu w Warszawie. Zbigniew Łapiński wspominał: "to jest fantastyczna rzecz (.) najlepszy solowy program Gintrowskiego, oparty na tekstach Jacka". Gintrowski zaśpiewał dramatyczny tekst "A my nie chcemy uciekać stąd" bardzo emocjonalnie, początkowo z akompaniamentem fortepianu, a w dalszej części utworu również instrumentów klawiszowych. Łapiński: "Przemek znakomicie komponował i fantastycznie śpiewał (.) Miał ten wspaniały wokal, taki metaliczny". Równie podniośle zaśpiewał "A my nie chcemy uciekać stąd" Jacek Wójcicki w filmie "Ostatni dzwonek" z 1989 r. w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz. Gintrowski nagrał ponownie pieśń Kaczmarskiego, w zmienionej aranżacji, na swojej ostatniej płycie pt. "Kanapka z człowiekiem i trzy zapomniane piosenki" z 2009 r. Tekst Kaczmarskiego, nawiązujący do wydarzeń w Górnej Grupie, stanowił również alegorię sytuacji społeczno-politycznej w Polsce początku lat 80.
*
Jerzy Przybysz (ur. 1924), ordynator pracujący w Świeciu od 30 lat, pisał w 1984 r., że w pożarze, oprócz oddziału w Górnej Grupie "spłonęła również koncepcja współczesnego rozwoju szpitalnictwa psychiatrycznego" i jej niedostatki z okresu "propagandy sukcesu" lat 70. Po tragedii udało się dokonać zmian: zmniejszono rejon szpitala, skrócono czas pobytu chorych, odesłano do domów wielu pacjentów. W ciągu zaledwie czterech lat, do 1984 r., liczba pacjentów zmalała o połowę (z około 2000 do 1000). Zlikwidowano najbardziej zagrożone pożarem pomieszczenia, m.in. strychowe. Nie udało się poprawić komfortu pobytu na oddziałach. Na wielu z nich powierzchnia na chorego nie przekraczała 5 m kw. "Wstrząs jednak wywołany skutkami pożaru okazał się tak silny, że realnym stało się to, co wydawało się nieprawdopodobne": w połowie lat 80. znalazły się środki na rozbudowę szpitala w Świeciu o trzy nowe obiekty: pawilon psychiatryczny na 140 łóżek, pawilon lecznictwa odwykowego oraz hotel pielęgniarski. Przybysz uważał, że postępy lecznictwa psychiatrycznego zmieniły koncepcję organizacji opieki psychiatrycznej, z odchodzeniem od dużych szpitali psychiatrycznych, zlokalizowanych w małych miejscowościach, daleko od miejsca zamieszkania pacjenta. "W konfrontacji z tymi zasadami rozbudowa szpitala w Świeciu jest grzebaniem współczesnej koncepcji rozwoju lecznictwa psychiatrycznego. Jest ugruntowaniem archaicznej, ubiegłowiecznej struktury szpitalnictwa".
*
W 1989 r. księża werbiści ponownie przejęli zrujnowaną nieruchomość w Górnej Grupie. Po remoncie uruchomiono Dom Misyjny św. Józefa z oddziałem dla zakonników w podeszłym wieku, głównie misjonarzy. W 1990 r. dyrektor szpitala w Świeciu Andrzej Milczarek szacował, że aż jedna trzecia pacjentów przebywała tam z przyczyn opiekuńczych. Odbudowany po pożarze dawny pawilon szpitala w Górnej Grupie został przekształcony w dom opieki, pozostając we władaniu księży werbistów. Przez wiele lat nazwiska ofiar tragedii w Górnej Grupie trzymano w tajemnicy. Dopiero w 1994 r. na szpitalnym cmentarzu na krzyżach obok mogiły uzupełniono nazwiska niektórych tragicznie zmarłych. Według Andrzeja Michorzewskiego i Lucyny Suś (1995) "pożar był ciosem wymierzonym w szpital. Mnożyły się bezpodstawne oskarżenia skierowane pod adresem administracji zakładu. Emocje zastąpiły rozsądek. Bunt i rozgoryczenie pracowników zasłoniły oczywistą dziś prawdę o tym zdarzeniu. Instrukcja określająca wymagalny i bezpieczny stan przeciwpożarowy wydana została przez ministerstwo na krótko przed pożarem. W ślad za rozporządzeniem o bezpieczeństwie przeciwpożarowym nie przewidziano żadnych funduszy na inwestycje. Szukanie winnych było najzwyklejszym polowaniem na czarownice".
Andrzej Michorzewski mówił o świeckiej placówce (1998): "To szpital z duszą, rozegrało się tu wprawdzie wiele tragedii, od okupacji do pożaru w Górnej Grupie, ale klimat tego miejsca jest niezwykły". Szpital zbliżał się do europejskich standardów zatrudnienia lekarzy (1 na 20 łóżek) i pielęgniarek (1 na 2 pacjentów), co lokowało ją blisko krajowej czołówki.
Przy okazji jubileuszu 150-lecia szpitala w 2005 r. nazwiska ofiar tragedii w Górnej Grupie upamiętniono na marmurowej płycie nagrobnej. W 2009 r. Paweł Łopaciński i Leszek Wasiuta nakręcili film dokumentalny z cyklu "Miejsca przeklęte" pt. "Szpital w płomieniach". Janusz Janczewski, lekarz psychiatra pracujący w Świeciu, który w tragiczną noc 1980 roku pracował jako lekarz pogotowia ratunkowego, mówił: "Panował olbrzymi chaos. Praktycznie rzecz biorąc góra budynku była w ogniu. Był to żywy ogień, który sięgał bardzo wysoko. Oni lali wodę na ten budynek, i w którymś momencie brakowało im wody i to jeszcze bardziej się rozpalało... to tak wyglądało z zewnątrz . Chciałem uratować ostatni pokój w tym najbardziej zagrożonym, najwyższym piętrze, gdzie słyszałem... widziałem dokładnie. po lewej stronie, drugie drzwi. Słyszałem głosy tych ludzi. Była ściana ognia, bałem się tam wejść bez asekuracji. Prosiłem o linę, aby mnie przywiązali, żeby mnie mogli wyciągnąć. oni nie mieli takiego sprzętu w ogóle ci strażacy. Trzeba było odstąpić od tego, ponieważ tam ten pożar był już nie do ogarnięcia. Po prostu poddano się. Tam właśnie zginęło najwięcej tych pacjentów, na tym piętrze".
*
Doktor Janczewski kolejnego dnia dyżurował w szpitalu, gdzie nocą zwieziono ofiary: "Nie oszczędzone było mi nic z tej Grupy, ponieważ następnego dnia miałem kolejny dyżur (.) Stamtąd w zasadzie przyszedłem do izby przyjęć szpitala powiatowego ZOZ-u w Świeciu. Musiałem wszystkich tych pacjentów przyjąć w kostnicy tegoż że szpitala, gdzie po raz pierwszy w życiu widziałem ciała popalone, kadłuby zwęglonych zwłok, popękanych powłok, z wnętrznościami na wierzchu, co przeogromne wrażenie sprawiało na mnie, mimo że pracowałem jako chirurg. Bardzo głęboko to przeżyłem". Janczewski wspominał przygotowania do pogrzebu pacjentów na cmentarzu szpitala psychiatrycznego: "Ciężkim sprzętem kopano ten grób, co jest zrozumiałe w zasadzie, ale wrażenie jest okropne".
W 2010 r. na terenie cmentarza odbyły się uroczystości dla upamiętnienia 30. rocznicy pożaru połączone z uroczystą mszą święta sprawowaną przez ks. proboszcza Romana Zielińskiego.
dr n. med. Ryszard Kujawski
Piśmiennictwo
Archiwum Państwowe w Bydgoszczy
Sygn. 853/109; 853/134; 853/178; 853/191; 2046/16/2; 3188/2; 3188/4; 3188/14; 3188/15; 3188/68; 3188/83.
Archiwum Jerzego Przybysza
Przybysz J. Szpital po pożarze. Maszynopis, 1984.
Źródła drukowane
(ang) Pożar szpitala w Górnej Grupie. Kurier Polski (4.11.1980);
Bilikiewicz T., Galus J. Psychiatria polska na tle dziejowym. Warszawa: PZWL, 1962;
Branach Z. Prawda z ognia. Kujawy 1980, 46 (12.11.1980);
Gach Z. Pożar. Czas (16.11.1980);
Godera S. Pożar w szpitalu. Kulisy (15.11.1980);
(jsh) Po tragicznym pożarze szpitala. Gazeta Pomorska (4.11.1980);
(jsh) Żołnierze odnaleźli zwłoki kolejnej ofiary pożaru w Górnej Grupie. Gazeta Pomorska (5.11.1980); Juchniewicz Z., Świątek S. Pożar w szpitalu psychiatrycznym w Górnej Grupie. Nowości 1980, 237 (3.11.1980); Kaczmarski J. Antologia poezji pod red. Krzysztofa Nowaka. Warszawa: Demart, 2012.
Kamiński M. Tragiczny pożar w Górnej Grupie. Gazeta Pomorska 1980, 238 (3.11.1980);
Kowalski M. Na rusztach łóżek. Gazeta Wyborcza 2004, 108, Duży Format, 17, s. 8
Krzyżanowska G., Krzyżanowski W. Zaczynał się pierwszy listopada. Prawo i Życie 1980, 45 (9.11.1980); Kujawski R. Początki leczenia chlorpromazyną w polskiej psychiatrii. Psychiatria i Psychoterapia 2013, 9, 3, s. 3-23.
Łączkowska U. Zdani na oko opatrzności. Fakty 1981, 12 (21.03.1981), s. 1, 4.
Michalik G. Psychiatria w Polsce w latach 1945-1956: nauka i opieka zdrowotna. Praca doktorska. Uniwersytet Wrocławski; 2011.
Michorzewski A., Suś L. Najpiękniejszy widok na Świecie. Urząd Miasta i Gminy Świecie, 1995.
(ner) Po tragicznym pożarze w Górnej Grupie. Ilustrowany Kurier Polski (4.11.1980);
Nowicka G. Beznadzieja. Gazeta Pomorska, 1981, 56 (20-22.03.1981), s. 4;
Ostropolska G., Florczyk J. W kolejce po spokojny kąt. Dziennik Wieczorny 1990, 233 (30.11/2.12.1990), s. 4;
Szumigaj F. Z dziejów szpitala psychiatrycznego w Świeciu n. Wisłą. Neurologia Neurochirurgia i Psychiatria Polska 1958, 6, 1, s. 126-8;
Twarog M. Czekając na ogień. Fakty. 1982, 2 (27.03.1982), s. 3-5;
Twarog M. Dramat w szpitalu. Fakty 1980, 46 (15.11.1980), s. 1, 4, 5;
Walentynowicz K. Mimochodem. Rozmowy o Jacku Kaczmarskim. Warszawa: Bellona, 2014;
Wróblewski A. Noc grozy. Życie Warszawy (3.11.1980);
Zieliński T. Szpital w pokrzywach. Dziennik Wieczorny 1998, 193 (2-4.10.1998), s. 10.
Prasa
Dziennik Ludowy
Dziennik Wieczorny
Głos pracy
Ilustrowany Kurier Polski
Trybuna Ludu
Tygodnik Kulturalny
Źródła internetowe
http://www.radecznica.pl/index.php?id=101 (dostęp: 12.07.2015).
Szydłowski J. Pożar szpitala w Grupie. [w:] Spacery z historią.
TV CSW. https://www.youtube.com/watch?v=m7ROMSfYOeQ (dostęp: 18.06.2015)
Reportaże
Szpital w płomieniach, scenariusz i reżyseria Paweł Łopaciński i Leszek Wasiuta, Telewizja Polska SA 2009.
Znak zapytania. Reportaż Krystiana Brodackiego. Poltel, 1980.
Filmy
Ostatni dzwonek. Reżyseria: Magdalena Łazarkiewicz. Zdjęcia: Bogdan Stachurski. Muzyka: Zbigniew Preisner. W rolach głównych: Zbigniew Soszyński, Agnieszka Kowalska, Aleksander Bednarz, Henryk Bista, Janina Bocheńska, Jan Skotnicki, Joanna Wizmar, Jacek Wójcicki. Studio Filmowe im. Karola Irzykowskiego, 1989.