W sezonie 1979/80 r. Wda Świecie występowała w A klasie, w grupie bydgoskiej. Prezesem klubu był wówczas Jerzy Kunda, kierownikem - Zygmunt Rogowski, kierownikiem sekcji piłki nożnej - Gerard Krischik, trenerem I zespołu seniorów - Franciszek Wantuch, jego asystentem Leszek Zamor, a kierownikiem drużyny Edmund Sznabel.
Przygotowanie do rundy jesiennej 1979 r. w okresie letnim odbywało się na obiektach Wdy. W tym okresie rozgrywano również mecze kontrolne.
Wyniki ostatniej, 15. kolejki w rundzie jesiennej 1979 r.: Pałuczanka Żnin - Polonia II Bydgoszcz 2:3, Gwiazda Bydgoszcz - Kujawianka Strzelno 0:0, Notecianka Pakość - Tucholanka 3:1, Chemik II Bydgoszcz - Unia Janikowo 0:2, Orkan Lubaszcz - Goplania II Inowrocław 4:0, Chojniczanka Chojnice - Czarni Nakło 3:1, Zawisza II Bydgoszcz - Wda Świecie 3:1, Unia Solec Kujawski - Pogoń Mogilno 2:1
Tabela czołówki ligi po rundzie jesiennej 1979 r.
1. Unia Janikowo 15 22 26:11
2. Chojniczanka Chojnice 15 21 33:13
3. Unia Solec Kujawski 15 21 24 : 12
4. Wda Świecie 15 20 35:15
5. Pogoń Mogilno 15 20 20:11
- Różnica zaledwie dwóch punktów między pierwszym i piątym zespołem zapowiadała bardzo gorącą rundę wiosenną, w walce o pierwsze miejsce, które upoważniało do gier barażowych z mistrzami innych województw w walce o awans do III ligi - podkreśla Ryszard Brandt.
W rundzie wiosennej 1980 r. kadrę Wdy Świecie stanowili: Janusz Żygowski, Jan Majewski - kapitan, Andrzej Kijak, Ryszard Cieśliński, Henryk Trochowski, Grzegorz Pobłocki, Leszek Pluciński, Zbigniew Arbat, Piotr Kowalski, Andrzej Lewandowski, Cezary Juszczak, Kazimierz Olszewski, Zbigniew Majewski, Jan Kosecki, Henryk Kowalski, Kazimierz Derkacz, Andrzej Czubkowski, Kazimierz Melentin, Paweł Krasnodemski i Zbigniew Gackowski.
- W lutym zespół wyjechał do ośrodka wczasowego Celulozy w Jastrzębiej Górze na obóz przygotowawczy do walki o to premiowane miejsce - wspomina Brandt. - Zmiana trenera spowodowała, że drużyna podzieliła się na grupy, którymi zaczął rządzić tzw. trójkąt bermudzki, jak nazywano trzech piłkarzy wchodzących w jego skład. Byli dobrymi zawodnikami, jak na warunki Świecia, ale przez brak dyscypliny w zespole zatracili zdolność racjonalnego myślenia. Trenerowi Wantuchowi nie przeszkadzała patologiczna działalność tej nieformalnej grupy, która rozbijała drużynę od wewnątrz, gdyż był zbyt tchórzliwy i bezradny z jednej strony, z drugiej zaś zadowolony ze swojego niespodziewanego awansu sportowego, a przede wszystkim z pieniędzy, które z tego płynęły. Jan Majewski, będąc kapitanem drużyny, czuł się zobowiązany do ratowania zespołu przed złym wpływem rządzącej grupy zawodników. Do głównego zderzenia Majewskiego z tym układem i trenerem Wantuchem doszło właśnie podczas obozu w Jastrzębiej Górze. Ich nieodpowiedzialne zachowanie m.in. w stosunku do naszych młodych piłkarzy wstrząsnęło Janem Majewskim. Zareagował w sposób godny prawdziwego kapitana zespołu. Zażądał natychmiastowej reakcji i dyscyplinarnych sankcji w stosunku do członków tej samozwańczej grupy. Postawił ultimatum trenerowi: w sposób właściwy zareaguje i wyciągnie konsekwencje, a jeżeli tego nie zrobi, to sam natychmiast opuszcza obóz i wraca do Świecia - dodaje.
Ryszard Brandt podkreśla stanowisko, jakie zajął w tej sprawie asystent Wantucha, trener Leszek Zamor. - W sposób zdecydowany poparł kapitana zespołu Jana Majewskiego - zaznacza nasz rozmówca. - Pierwszy szkoleniowiec chyba przestraszył się utraty stanowiska i ukarał tych trzech nieodpowiedzialnych zawodników. Majewski zdawał sobie jednak sprawę, że ta nowa "grupa" rządząca zespołem i trener Wantuch mu tego nie wybaczą. My, wszyscy piłkarze, wyjeżdżając w poprzednich latach na obozy sportowe, mieliśmy prawo zagospodarować swój wolny od zajęć programowych czas według własnego uznania, aby tylko nie wychodził on za bardzo poza ramy regulaminu obozowego. Trzeba było go planować mądrą głową, a nie "chorą" - zauważa.
Ryszard Brandt przypomina jednak, że kiedy drużyna wróciła z obozu, ukarani zawodnicy zostali rozgrzeszeni i przywróceni do kadry zespołu. - Aby zaprowadzić ład i porządek oraz wprowadzić sportowy klimat do drużyny, wystarczyło odczuwalnie ukarać ich finansowo, odesłać do Celulozy do pracy na 8 godzin i skierować do drużyny rezerw, np. na okres trzech miesięcy - przekonuje były zawodnik i trener świeckiej Wdy. - Jestem przekonany, że ta bardzo nieciekawa sytuacja byłaby natychmiast rozwiązana, a ci piłkarze szybciutko znaleźliby swoje miejsce w szeregu. To był błąd trenera i działaczy, a jego konsekwencje ciągnęły się przez następne 20 lat ze szkodą dla całej sekcji piłki nożnej, również tej młodzieżowej. Niestety Jan Majewski w dalszej swojej działalności nad poprawą i odbudowaniem właściwej atmosfery w zespole nie znalazł wsparcia wśród pozostałych zawodników w drużynie. Młodzi zawodnicy bali się występować przed szereg - dodaje.
Komplet wyników ostatniej, 30. kolejki rundy wiosennej 1980 r.: Pałuczanka Żnin - Pogoń Mogilno 1:2, Unia Solec Kujawski - Wda Świecie 4:2, Zawisza II Bydgoszcz - Czarni Nakło 1:0, Orkan Lubaszcz - Chojniczanka 2:2, Goplania II Inowrocław - Unia Janikowo 3:2, Chemik II Bydgoszcz - Tucholanka 0:2, Gwiazda Bydgoszcz - Polonia II Bydgoszcz 1:1, Notecianka Pakość - Kujawianka Strzelno 0:0
Tabela końcowa sezonu 1979/80.
1. Wda Świecie 30 46 81-28
2. Chojniczanka Chojnice 30 44 67-21
3. Unia Janikowo 30 39 42-31
4. Zawisza II Bydgoszcz 30 35 40-25
5. Unia Solec Kujawski 30 34 48-41
6. Kujawianka Strzelno 30 33 34-31
7. Orkan Lubaszcz 30 31 35-36
8. Notecianka Pakość 30 30 40-34
9. Pogoń Mogilno 30 30 35-37
10. Tucholanka Tuchola 30 30 39-42
11. Polonia II Bydgoszcz 30 27 35-52
12. Czarni Nakło 30 25 25-44
13. Chemik II Bydgoszcz 30 25 29-50
14. Gwiazda Bydgoszcz 30 20 38-52
15. Goplania II Inowrocław 30 17 31-61
16. Pałuczanka Żnin 30 17 22-65
Wda swój cel osiągnęła. Zajęła pierwsze miejsce i rozegrała baraże w walce o III ligę. W pierwszym meczu, w Policach, pokonała Górnika Konin 5:2 (2:1), jednak w drugim, w Starogardzie Gdańskim, przegrała z gdańskim MRKS-em 0:4 (0:2). - Plany związane z awansem do III ligi trzeba było przełożyć na następny sezon - podsumowuje Ryszard Brandt.
- Jan Majewski, widząc, że w zespole nic się nie zmieniło i dalej rządzi "grupa", która ma negatywny wpływ na drużynę, nie chcąc się kompromitować, w wieku 29 lat wycofał się z dalszej gry we Wdzie, ku radości swoich przeciwników. Ten bardzo dobry zawodnik, wychowanek świeckiego ZKS-u, poświęcił mu 14 lat swojej piłkarskiej kariery i mógł dla dobra swojego ukochanego klubu i Świecia z powodzeniem grać jeszcze przez kilka lat. Był prawdziwym sportowcem lubianym przez kolegów. Godnie reprezentował Wdę i nasze miasto. Był przykładem pracowitości i ambicji dla młodszych zawodników, jak również moim bardzo dobrym partnerem na środku obrony. Nie pasował jednak do nowo narodzonego rządzącego "układu" we Wdzie. W mojej ocenie Majewski był ostatnim kapitanem w tamtych latach do 2005 r., który dbał o normalność w zespole i rodzinną atmosferę. Żaden poważny trener nie rezygnuje z dobrego gracza w takim wieku, tym bardziej kapitana, który mógłby mu bardzo pomóc. Tej patologii w pierwszym zespole przyglądali się zawodnicy, m.in. przyszli trenerzy i działacze Wdy: Bronisław Górski czy Henryk Trochowski i nie wyciągnęli z tego żadnych wniosków. Popełniali w przyszłości dokładnie takie same błędy jak ich "nauczyciele" - kończy. JAK