Sport

Goździak: Stać na podium olimpijskim to niesamowite

rydzek
23.12.2011 11:59
A A A Drukuj
Dariusz Goździak Fot. JAK
Jakie to uczucie stać na najwyższym stopniu podium olimpijskiego, ile godzin dziennie trzeba trenować i dlaczego najważniejsza jest ciężka praca i wytrwałość? O tym wszystkim rozmawiał ze złotym medalistą z Barcelony w pięcioboju nowoczesnym Dariuszem Goździakiem, Jacek Krzyżanowski.

CZAS ŚWIECIA: Przygodę z profesjonalnym sportem rozpoczynał pan późno, w wieku 16 lat. Wcześniej nie ciągnęło do sportu?
DARIUSZ GOŹDZIAK:
Sport zawsze był obecny w moim życiu, choć nie wyczynowo. To takie rodzinne obciążenie. Tata - nauczyciel wychowania fizycznego, mama amatorsko zajmowała się strzelectwem.
Co więc zdecydowało o rozpoczęciu kariery sportowej?
- Na pewno zamiłowanie ojca i tradycje rodzinne. Przełomowym momentem były jednak Igrzyska Olimpijskie w Montrealu i bieg po złoto Gerarda Pyciaka.
Dlaczego pięciobój?
- To trudna dyscyplina, bo trzeba być dobrym w pięciu konkurencjach. Mama wszczepiła mi strzelectwo, jeździłem konno, nieźle biegałem, trochę gorzej szło mi w pływaniu. Mało było chętnych, więc postanowiłem pojechać na testy do klubu Drzonków Zielona Góra. Tata na początku był przeciwny, ale w końcu zaakceptował moją decyzję.
Ile godzin dziennie trzeba trenować, żeby zdobyć medal olimpijski ?
- To oczywiście zależy od dyscypliny. My w Zielonej Górze mieliśmy po 5-6 treningów dziennie.
Jak to połączyć z nauką?
- Nie było łatwo. Ostatnie zajęcia na basenie mieliśmy wieczorem, więc do książek siadaliśmy o godz. 20-21. Na niektórych lekcjach zasypiałem. Ale nie przeszkodziło mi to, żeby zdać maturę i skończyć fizjoterapię. Uważam, że dobry jest system amerykański, gdzie skutecznie łączy się sport z nauką. Zaniedbywanie szkoły jest błędem, bo na sam szczyt dochodzą nieliczni, a po zakończeniu kariery sportowej trzeba zarobić na życie.
Czy do zdobycia olimpijskiego złota konieczny jest talent?
- Na pewno przydaje się, choć w mojej karierze przewinęło się wielu zawodników bardziej utalentowanych ode mnie. Ale ciężką pracą i systematycznością można wiele nadrobić.
Jakie to uczucie stać na podium olimpijskim i słuchać Mazurka Dąbrowskiego ?
- Niesamowite. Przewija się w głowie jakiś film, wzruszenie, duma. Wiele jest imprez sportowych, ale tylko ta odbywa się co cztery lata i oglądają ją miliardy ludzi na całym świecie.
Medal wpłynął na pana życie?
- Oczywiście. Zacząłem działać w Polskim Komitecie Olimpijskim. Jeżdżę po szkołach, żeby promować ideę olimpizmu. Staram się docierać do małych ośrodków, bo sam pochodzę z małego miasta. Świecie jest tu naprawdę dużym miastem. Miałem już spotkania w miejscowościach liczących kilkaset mieszkańców
Po zakończeniu kariery sportowcy czują „głód ruchu”. Jak pan sobie z tym poradził?
- To czysta fizjologia. Serce przyzwyczajone jest do ciężkiej pracy i nie można tego tak po prostu zaprzestać. Rok, dwa startowałem jeszcze w zawodach. Teraz biegam, jeżdżę na rowerze. Zdarza mi się dojeżdżać nawet do pracy - 25 kilometrów w jedną stronę.
Co poradziłby pan młodym sportowcom?
- Trzeba mieć marzenia, siłę do pracy i nie poddawać się. I trzeba dużo książek czytać. Dzięki nim można poznać świat i znaleźć motywację.
Dziękuję za rozmowę.
Not. JAK

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: