Wiadomości

Chory łabędź na osiedlu

rydzek
01.12.2011
A A A Drukuj
Przy ulicy Krausego, na jeziorku Blankusz, na osiedlu Marianki w Świeciu pojawił się młody łabędź ze zwichniętym skrzydłem. Znalazła się chętna osoba, która na okres przymrozków mogłaby go do siebie przygarnąć. Jednak problem tkwi w tym, że ptak nie daje się złapać. Służby miejskie próbowały to zrobić wielokrotnie - jak na razie bezskutecznie.

 

Ptak pływa razem z kaczkami, jednak odlecieć w inne miejsce nie może, bo prawdopodobnie ma złamanie lub zwichnięte skrzydło. Sprawa jest o tyle ważna, że nocą są już minusowe temperatury, a łabędź nie może nigdzie się schronić.
Problem jako pierwsi dostrzegli mieszkańcy osiedla Marianki i postanowili pomóc nieszczęśliwemu ptakowi. Starają się codziennie go dokarmiać, jednak, nie są w stanie wygrać z przymrozkami, które z dnia na dzień są coraz większe. - On tak tu pływa już od paru dni - opowiada jeden z mieszkańców pobliskiego bloku na osiedlu - Nie wiem, skąd się tutaj wziął, jednak widzę, że ma niesprawne skrzydło - dodaje.
- Przychodzę tutaj po pracy każdego dnia, przynoszę mu pokruszony chleb, tylko w takim stopniu mogę mu pomóc - mówi kolejna mieszkanka.
O sprawie wie już komendant Straży Miejskiej w Świeciu Roman Wita. - Ptak jak na razie ma się dobrze i pomimo niekorzystnych warunków atmosferycznych nie musi się martwić o pożywienie - odpowiada Witta. - Codziennie do niego zaglądamy, ale złapać się nie da. Znaleźliśmy nawet dla niego tymczasową siedzibę. Jedna z mieszkanek zaoferowała swoją pomoc i chciałaby przygarnąć chorego łabędzia, bo ma do tego odpowiednie warunki - dodaje.
Z tak dużymi ptakami radzili już sobie wielokrotnie nasi strażacy, którzy w okresie zimowym często jeżdżą do przymarzniętych łabędzi. Jednak w obecnej sytuacji nie chcą interweniować. - W chwili obecnej nie ma zagrożenia dla życia zwierzęcia - mówi Robert Wojciechowski, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej Ratownik w Świeciu. - Jedyny sposób, by go stamtąd wyciągnąć, to danie mu środka usypiającego, przez weterynarza, a dopiero potem wyciągnięcie go na brzeg - dodaje.
Problem tkwi nie tylko w wyciągnięciu ptaka na brzeg, ale również na znalezieniu weterynarza, który dzikim zwierzęciem mógłby się fachowo zająć. Później trzeba by było znaleźć też miejsce, gdzie mógłby w spokoju zdrowieć. - Z tego, co wiem, nasze miasto nie dysponuje tego typu terenem, gdzie niesprawne zwierzęta do czasu wyzdrowienia mogłyby przebywać - opowiada Wojciechowski. - Dokarmianie tego ptaka w tym przypadku jest jak najbardziej wskazane, jednak gdy rozpatrujemy to w szerszym aspekcie, okazuje się, że przyczyniamy się do zaburzeń w zachowaniu zwierząt, co skutkuje tym, że nie chcą one od nas emigrować na zimę - dodaje Wojciechowski.
KB

Ptak pływa razem z kaczkami, jednak odlecieć w inne miejsce nie może, bo prawdopodobnie ma złamanie lub zwichnięte skrzydło. Sprawa jest o tyle ważna, że nocą są już minusowe temperatury, a łabędź nie może nigdzie się schronić.Problem jako pierwsi dostrzegli mieszkańcy osiedla Marianki i postanowili pomóc nieszczęśliwemu ptakowi. Starają się codziennie go dokarmiać, jednak, nie są w stanie wygrać z przymrozkami, które z dnia na dzień są coraz większe. - On tak tu pływa już od paru dni - opowiada jeden z mieszkańców pobliskiego bloku na osiedlu - Nie wiem, skąd się tutaj wziął, jednak widzę, że ma niesprawne skrzydło - dodaje.- Przychodzę tutaj po pracy każdego dnia, przynoszę mu pokruszony chleb, tylko w takim stopniu mogę mu pomóc - mówi kolejna mieszkanka.O sprawie wie już komendant Straży Miejskiej w Świeciu Roman Wita. - Ptak jak na razie ma się dobrze i pomimo niekorzystnych warunków atmosferycznych nie musi się martwić o pożywienie - odpowiada Witta. - Codziennie do niego zaglądamy, ale złapać się nie da. Znaleźliśmy nawet dla niego tymczasową siedzibę. Jedna z mieszkanek zaoferowała swoją pomoc i chciałaby przygarnąć chorego łabędzia, bo ma do tego odpowiednie warunki - dodaje.Z tak dużymi ptakami radzili już sobie wielokrotnie nasi strażacy, którzy w okresie zimowym często jeżdżą do przymarzniętych łabędzi. Jednak w obecnej sytuacji nie chcą interweniować. - W chwili obecnej nie ma zagrożenia dla życia zwierzęcia - mówi Robert Wojciechowski, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej Ratownik w Świeciu. - Jedyny sposób, by go stamtąd wyciągnąć, to danie mu środka usypiającego, przez weterynarza, a dopiero potem wyciągnięcie go na brzeg - dodaje.Problem tkwi nie tylko w wyciągnięciu ptaka na brzeg, ale również na znalezieniu weterynarza, który dzikim zwierzęciem mógłby się fachowo zająć. Później trzeba by było znaleźć też miejsce, gdzie mógłby w spokoju zdrowieć. - Z tego, co wiem, nasze miasto nie dysponuje tego typu terenem, gdzie niesprawne zwierzęta do czasu wyzdrowienia mogłyby przebywać - opowiada Wojciechowski. - Dokarmianie tego ptaka w tym przypadku jest jak najbardziej wskazane, jednak gdy rozpatrujemy to w szerszym aspekcie, okazuje się, że przyczyniamy się do zaburzeń w zachowaniu zwierząt, co skutkuje tym, że nie chcą one od nas emigrować na zimę - dodaje Wojciechowski.KB

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX