„Czas Świecia”: Jak wspomina pani na przestrzeni lat święta Bożego Narodzenia?Daniela Januszewska: Zawsze najważniejsza była i jest Wigilia: opłatek, życzenia i choinka, żywa, żeby pachniało lasem.
Święta pani dzieciństwa
- Zaczynało się podobnie jak obecnie - od przygotowań, sprzątania, gotowania i pieczenia. Moja mama piekła ciastka, takie „białe”, i pierniki. Potem w dużym kartonie od margaryny stawiała je na szafie w kuchni. Miały być na święta, których nie mogłyśmy się doczekać. Pamiętałam, jak razem z siostrą przystawiałyśmy do szafy krzesło, jedna z nas je trzymała, a druga wchodziła i wyciągałyśmy te ciastka.
Nie wydało się?
- Może i mama zauważyła, w każdym razie nigdy nic nie mówiła.
A jak już nadeszła wyczekiwana Wigilia
- Nie jadło się przez cały dzień aż do kolacji. Wieczorem zasiadaliśmy odświętnie ubrani do wieczerzy wigilijnej, postne dania były podobne jak dziś, może tylko skromniejsze. Ale zanim zaczęliśmy jeść, rodzice podzielili się z nami opłatkiem, złożyliśmy sobie życzenia.Prezenty - Moje dzieciństwo przypadło na okres powojenny. Takich prezentów nie dostawałyśmy, jak dziś dzieci dostają. Dobrze, jak były ciastka, jabłuszka, a jak pomarańcze - to już było bardzo dobrze. Nie dostawałyśmy zabawek. Pamiętam, jak babcia na święta uszyła dla mnie i dla siostry piżamy, jak my na nie czekałyśmy i cieszyłyśmy się z nich, bo były takie ładne! Pamiętam jeszcze ten zapach pieczonej szynki, który rozchodził się po całym domu w dniu Wigilii. Zaraz po powrocie z pasterki, gdy już było wolno jeść mięso, plastrami kroiliśmy tę szynkę.
Wigilia w pani domu z mężem i dziećmi.
- Budowaliśmy dom, ale prezenty zawsze były. Najczęściej coś do ubrania, ładne czapeczki, szaliki, kurteczki. Na pasterkę już można było się w to ubrać, przyjemnie było iść w nowych, sprezentowanych rzeczach.
Gwiazdor przynosił prezenty czy Mikołaj?
- U nas zawsze był i jest Gwiazdor. Mikołaj 6 grudnia wkłada do buta cukierki. Teraz dzieci nie cieszą się z prezentów jak kiedyś, przez chwilkę tak, a potem już nie. Ta radość jest jakaś krótsza. Ubrań też nie lubią dostawać, wolą zabawki, jakieś urządzenia do oglądania albo słuchania muzyki.
Jest inaczej?
- Wigilie pozostały te same. U nas teraz kolacja wigilijna jest trochę później, bo najpierw córka z zięciem i z dziećmi jadą do teściów, a potem przyjeżdżają do nas. Czekamy na nich. Wspólnie zasiadamy do stołu. Mąż bierze opłatek, dzieli się ze mną, przełamujemy się nim z naszymi dziećmi i wnukami, składamy sobie życzenia. Idziemy do naszego kościoła na pasterkę, razem spędzamy pierwsze święto, a w drugie oni znowu jadą do swoich teściów. My z mężem i z córką świętujemy dalej, czasami wybieramy się do kogoś w odwiedziny, a czasami ktoś nas odwiedza.
A jakie potrawy pani przyrządza na Wigilię i święta?
- Podobnie jak moja mama, też piekę ciastka, pomagają mi córki. Piernik musi być obowiązkowo, sernik i jabłecznik najlepiej z kruszonką. Makowce pieczemy dwa: jeden zawijany, taką struclę, a drugi na spodzie, bo ten zawijany szybciej wysycha. My lubimy torty. Jest taki dobry „tort leniwego”, bo naprawdę wymaga niewiele pracy, dlatego tak się nazywa. Piecze się biszkopt. Krem robi się w ten sposób: do średniej wielkości formy biszkoptu potrzebny jest 1 litr śmietany kremówki, a do większej formy - półtora litra. Śmietanę wlewam do garnka, wsypuję 3 łyżki cukru, wymieszam. Jak się lekko podgrzeje, dodaję 3 tabliczki gorzkiej czekolady. To wszystko trzeba zagotować i odstawić w chłodne miejsce na 24 godziny. Na drugi dzień dodaję do czekoladowej masy 3 śmietan-fixy, jak jest zima, a jak lato - 4 opakowania, żeby krem dobrze „się trzymał”. Ubijam masę mikserem. Biszkopt kroję na krążki, smaruję kremem i przekładam. Można dodać owoce, np. wiśnie z wódki, rodzynki, orzechy, ozdobić wiórkami migdałowymi.
I będzie w tym roku też taki tort na gwiazdkę?
- Postaram się zrobić.
Czy gotowanie też przychodzi pani z taką łatwością jak pieczenie?
- Lubię robić smakołyki. W Wigilię tradycyjnie będą u nas pierogi z grzybami, naleśniki z pieczarkami, śledzie, kapusta z grzybami, pstrąg i karp - smażone i w galarecie. Filety z morszczuka „po grecku” robię inaczej, bo nie dodaję warzyw. Cebulę podsmażam na złoto, dodaję keczup, koncentrat pomidorowy, ziele angielskie, trochę cukru i sól, bo bez niej jest takie jałowe. Przegotowuję i zalewam tym sosem smażone filety. Zrobiłam je kiedyś na takie ważne przyjęcie i wszystkim bardzo smakowały.
Czego pani pragnie na święta Bożego Narodzenia i nadchodzący rok dla swojej rodziny?
- Żeby Bóg obdarzył nas zdrowiem, oby nie było w rodzinie żadnych nieszczęść, żebyśmy mieli co jeść, bo mówi się, że idą ciężkie czasy
A dla sołectwa? Jest pani od wielu lat sołtysem
- Tradycyjnie wszystkim mieszkańcom z całego serca życzę zdrowia, wszelkiej pomyślności i zadowolenia.
Dziękuję za rozmowę. Życzę wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku.Not. Krystyna Kruczkowska











