Wiadomości

Z patologii można wyjść na prostą

rydzek
13.02.2012 08:21
A A A Drukuj
Po  artykule o trudnej sytuacji Marty i Andrzeja Tym zgłosiło się do nas ich rodzeństwo. Młodzi ludzie opowiedzieli nam o tym, jak oni poradzili sobie w życiu, opuścili dom, znaleźli pracę i pozakładali rodziny. - Mieliśmy o wiele trudniej i daliśmy radę, a jeśli im się nie chce nawet uczyć, to niech sobie sami radzą - mówi Krzysztof, brat Marty i Andrzeja.

 

Pan Krzysztof, najstarszy z rodzeństwa, uciekł z domu, mając 16 lat. - Jak ojciec dowiedział się, że chcę się wyprowadzić, zbił mnie na kwaśne jabłko - opowiada. - Aż nie mogłem się ruszać, dom opuściłem dopiero następnego dnia - dodaje. Krzysztof Tym zamieszkał z babcią. Jednak żeby się samodzielnie utrzymać, musiał podjąć pracę. Jako niepełnoletni chłopak przez rok pracował na czarno w ogrodnictwie, dopiero po roku wrócił do szkoły, bo chciał skończyć gimnazjum. - Szkoda, że wtedy nikt nie zainteresował się moją trudną sytuacją, tym, że miałem słabe wyniki w nauce, bo nie było warunków do odrabiania lekcji, i tym, że w pewnym momencie całkowicie przestałem chodzić do szkoły - dodaje. Imał się każdej pracy, jaka się tylko przytrafiła. - Ciężko pracowałem w rzeźni, dojeżdżałem kilka kilometrów rowerem do pracy, ale musiałem sobie radzić, nie było innego wyjścia - mówi Krzysztof Tym. - Nie dostawałem pieniędzy na kontynuację nauki, nikt mi też nie wyposażył mieszkania, na wszystko musiałem zarobić sam. Czasami znajomi pożyczali najprostsze sprzęty domowego użytku, ale pranie robiło się ręcznie zarówno latem, jak i zimą w lodowatej wodzie, zanim człowiek dorobił się automatu. A kije na opał zbierałem wzdłuż Wisły - dodaje.
Pracował i opiekował się rodzeństwem
Krzysztof, wynajmując mieszkanie w Świeciu, wziął pod opiekę rodzeństwo. Katarzyna mieszkała u niego dwa lata, zanim się usamodzielniła, brat Rafał po roku wyprowadził się na Mazury, gdzie znalazł pracę i założył rodzinę. - Andrzej i Marta też by mogli, ale nie potrafili się dostosować do pewnych zasad, jakie muszą panować w domu. Nie pozwalałem na samowolkę, musieliby punktualnie stawiać się w domu i sprzątać po sobie. Poza tym musieliby się uczyć. Czy to dużo za godne warunki do spania, codziennie ciepły obiad i zawsze pełną lodówkę? - pyta retorycznie. Krzysztof zapraszał rodzeństwo na święta i nigdy nie wychodzili od niego z pustymi rękami. Zawsze przygotowywał im pełne torby jedzenia. - Chciałem skończyć liceum ogólnokształcące, ale pracując i jeżdżąc po rodzeństwo, nie miałem już czasu na naukę, zasypiałem na zajęciach - komentuje Krzysztof.
Pieniądze motywacją do nauki
Katarzyna Tym też nie miała łatwego dzieciństwa. W wieku 16 lat uciekła z domu i zamieszkała z bratem. Po interwencji prokuratora w rodzinie Tymów na ponad rok trafiła do spokrewnionej rodziny zastępczej. Po osiągnięciu pełnoletności uczyła się w szkole zawodowej, obecnie kończy technikum administracji. - Dostaję pieniądze na kontynuację nauki, co jest dla mnie wielką motywacją do kształcenia się, a jak skończę technikum, prawdopodobnie pójdę także na studia - mówi Katarzyna. - Miesięcznie to jest 494,10 zł, co wystarczy przynajmniej na czynsz za mieszkanie - dodaje. Katarzyna, żeby dostać miesięczną wypłatę na kontynuację nauki, nie przestała chodzić do szkoły nawet wtedy, gdy urodziła dziecko. - Moja córka urodziła się w szóstym miesiącu ciąży jako 850-gramowe dziecko - mówi Katarzyna Tym. - Dwa tygodnie po porodzie poszłam do szkoły, żeby zaliczać egzaminy. Potem Karolinka jeszcze trzy miesiące leżała w szpitalu w Bydgoszczy i mimo że chodziłam do szkoły, codziennie do niej jeździłam. Po wyjściu ze szpitala też nie było łatwo, bo jako wcześniak musiała mieć regularne kontrole u kardiologa, neurologa i innych specjalistów, co było kosztowne. Nikt mi wtedy nie pomagał i wszędzie jeździłam z nią autobusami - dodaje.
Pomogą, jeśli będą się uczyć
Katarzyna mieszkała w zawilgoconym mieszkaniu. - Na inne nie było mnie stać, a w tamtym córeczka co chwilę miała zapalenie oskrzeli i co miesiąc dostawała zastrzyki - wspomina. Chociaż Katarzyna nie miała łatwo, także starała się pomóc swojemu rodzeństwu. - Marta i Andrzej mieszkali wtedy jeszcze w rodzinie zastępczej i w wakacje wzięłam ich na dwa tygodnie do siebie, żeby mieli chociaż trochę atrakcji. Nie dosyć, że dawałam im jedzenie i opierałam, mając malutkie dziecko, to nasłuchałam się jeszcze, jaka jestem zła i nie chcę im pomagać - wspomina. Dziś rodzeństwo nie chce już pomagać Marcie i Andrzejowi. - Wszyscy nadstawiali za nich głowy, załatwiali pracę, ale ich to nie interesowało, twierdzą, że im się wszystko należy. Zwłaszcza jak osiągnęli 18 lat, twierdzili, że mogą już robić to, co uważają za słuszne, więc Andrzej na własne życzenie wrócił do domu rodziców - komentuje Krzysztof Tym.
ACZ

Pan Krzysztof, najstarszy z rodzeństwa, uciekł z domu, mając 16 lat. - Jak ojciec dowiedział się, że chcę się wyprowadzić, zbił mnie na kwaśne jabłko - opowiada. - Aż nie mogłem się ruszać, dom opuściłem dopiero następnego dnia - dodaje. Krzysztof Tym zamieszkał z babcią. Jednak żeby się samodzielnie utrzymać, musiał podjąć pracę. Jako niepełnoletni chłopak przez rok pracował na czarno w ogrodnictwie, dopiero po roku wrócił do szkoły, bo chciał skończyć gimnazjum. - Szkoda, że wtedy nikt nie zainteresował się moją trudną sytuacją, tym, że miałem słabe wyniki w nauce, bo nie było warunków do odrabiania lekcji, i tym, że w pewnym momencie całkowicie przestałem chodzić do szkoły - dodaje. Imał się każdej pracy, jaka się tylko przytrafiła. - Ciężko pracowałem w rzeźni, dojeżdżałem kilka kilometrów rowerem do pracy, ale musiałem sobie radzić, nie było innego wyjścia - mówi Krzysztof Tym. - Nie dostawałem pieniędzy na kontynuację nauki, nikt mi też nie wyposażył mieszkania, na wszystko musiałem zarobić sam. Czasami znajomi pożyczali najprostsze sprzęty domowego użytku, ale pranie robiło się ręcznie zarówno latem, jak i zimą w lodowatej wodzie, zanim człowiek dorobił się automatu. A kije na opał zbierałem wzdłuż Wisły - dodaje.Pracował i opiekował się rodzeństwemKrzysztof, wynajmując mieszkanie w Świeciu, wziął pod opiekę rodzeństwo. Katarzyna mieszkała u niego dwa lata, zanim się usamodzielniła, brat Rafał po roku wyprowadził się na Mazury, gdzie znalazł pracę i założył rodzinę. - Andrzej i Marta też by mogli, ale nie potrafili się dostosować do pewnych zasad, jakie muszą panować w domu. Nie pozwalałem na samowolkę, musieliby punktualnie stawiać się w domu i sprzątać po sobie. Poza tym musieliby się uczyć. Czy to dużo za godne warunki do spania, codziennie ciepły obiad i zawsze pełną lodówkę? - pyta retorycznie. Krzysztof zapraszał rodzeństwo na święta i nigdy nie wychodzili od niego z pustymi rękami. Zawsze przygotowywał im pełne torby jedzenia. - Chciałem skończyć liceum ogólnokształcące, ale pracując i jeżdżąc po rodzeństwo, nie miałem już czasu na naukę, zasypiałem na zajęciach - komentuje Krzysztof.Pieniądze motywacją do naukiKatarzyna Tym też nie miała łatwego dzieciństwa. W wieku 16 lat uciekła z domu i zamieszkała z bratem. Po interwencji prokuratora w rodzinie Tymów na ponad rok trafiła do spokrewnionej rodziny zastępczej. Po osiągnięciu pełnoletności uczyła się w szkole zawodowej, obecnie kończy technikum administracji. - Dostaję pieniądze na kontynuację nauki, co jest dla mnie wielką motywacją do kształcenia się, a jak skończę technikum, prawdopodobnie pójdę także na studia - mówi Katarzyna. - Miesięcznie to jest 494,10 zł, co wystarczy przynajmniej na czynsz za mieszkanie - dodaje. Katarzyna, żeby dostać miesięczną wypłatę na kontynuację nauki, nie przestała chodzić do szkoły nawet wtedy, gdy urodziła dziecko. - Moja córka urodziła się w szóstym miesiącu ciąży jako 850-gramowe dziecko - mówi Katarzyna Tym. - Dwa tygodnie po porodzie poszłam do szkoły, żeby zaliczać egzaminy. Potem Karolinka jeszcze trzy miesiące leżała w szpitalu w Bydgoszczy i mimo że chodziłam do szkoły, codziennie do niej jeździłam. Po wyjściu ze szpitala też nie było łatwo, bo jako wcześniak musiała mieć regularne kontrole u kardiologa, neurologa i innych specjalistów, co było kosztowne. Nikt mi wtedy nie pomagał i wszędzie jeździłam z nią autobusami - dodaje.Pomogą, jeśli będą się uczyćKatarzyna mieszkała w zawilgoconym mieszkaniu. - Na inne nie było mnie stać, a w tamtym córeczka co chwilę miała zapalenie oskrzeli i co miesiąc dostawała zastrzyki - wspomina. Chociaż Katarzyna nie miała łatwo, także starała się pomóc swojemu rodzeństwu. - Marta i Andrzej mieszkali wtedy jeszcze w rodzinie zastępczej i w wakacje wzięłam ich na dwa tygodnie do siebie, żeby mieli chociaż trochę atrakcji. Nie dosyć, że dawałam im jedzenie i opierałam, mając malutkie dziecko, to nasłuchałam się jeszcze, jaka jestem zła i nie chcę im pomagać - wspomina. Dziś rodzeństwo nie chce już pomagać Marcie i Andrzejowi. - Wszyscy nadstawiali za nich głowy, załatwiali pracę, ale ich to nie interesowało, twierdzą, że im się wszystko należy. Zwłaszcza jak osiągnęli 18 lat, twierdzili, że mogą już robić to, co uważają za słuszne, więc Andrzej na własne życzenie wrócił do domu rodziców - komentuje Krzysztof Tym.ACZ

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: