Trzy kobiety. Magdalena Witek, Anita Zaremba-Szydeł i Katarzyna Manikowska- Plackowska - to one od kwietnia tworzą w Świeciu Fundację Makowo. Skąd nazwa? - Od pierwszych liter naszych imion - tłumaczą. - Kiedy okazało się, że fundacja o nazwie MAK już istnieje, postanowiłyśmy, że u nas będzie makowo. I tak zostało. Maki są u nas wszędzie - na obrazach, filiżankach, w wazonach - wymieniają. Pomysł na założenie fundacji pojawił się dwa lata temu. - Przez trzynaście lat pracowałam w Ośrodku Pomocy Społecznej w Świeciu. Kasia i Magda pracują tam do dziś, ja przeszłam do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, gdzie zajmuję się dziećmi z pieczy zastępczej - mówi Anita Zaremba-Szydeł, prezes zarządu. - Kiedy razem z Magdą rozpoczęłyśmy specjalizację drugiego stopnia z zakresu organizacji społeczności lokalnej, musiałyśmy napisać projekt. Wymyśliłyśmy wtedy, że zorganizujemy bal charytatywny, a za zebrane pieniądze wyremontujemy i umeblujemy pokoje dzieciom z dwóch potrzebujących rodzin. Znałyśmy je, wiedziałyśmy w jakich warunkach mieszkają. Zakupiłyśmy potrzebne materiały i meble, w pracach pomogli nam ludzie, którzy korzystali z pomocy ośrodka. Robili to bezpłatnie, w ramach kontraktu socjalnego - po prostu chcieli pomóc, a mieli złote ręce - opowiada.
Udało się, a projekt zdobył wyróżnienie w ministerstwie. - Piękny kąt do zabawy i nauki urządziliśmy niepełnosprawnej dziewczynce i dzieciom z rodziny wielodzietnej, w której jedno z dzieci poruszało się na wózku inwalidzkim - mówi Magdalena Witek, wiceprezes zarządu. - Jedna z rodzin zmobilizowała się i po naszym działaniu wyremontowała pozostałą część mieszkania. Wystarczyła mała iskierka, aby ta rodzina zaczęła nowe życie w lepszych warunkach - dodaje.
Panie Anita, Magdalena i Kasia od pracy biurowej zawsze wolały tę w terenie. - Lubiłyśmy pracować z dziećmi, urządzałyśmy charytatywne festyny, organizowałyśmy mecze piłki nożnej, dwa razy zjawił się u nas Dariusz Michalczewski. Zawsze udawało nam się zdobyć cudowne gadżety - m.in. autografy Magdy Gessler, koszulkę i płytę zespołu
Dżem, który często nam pomagał, płytę Kamila Bednarka, po którą same pojechałyśmy na jego koncert, i zdobyte nagrody polskich sportowców. Pieniądze zebrane podczas jednego z festynów przekazałyśmy na leczenie dwójki dzieci chorych na nowotwór - opowiadają.
Dziś mają fundację. I cały czas pracują. - Działaniami w fundacji zajmujemy się po pracy. To wymaga od nas dużego poświęcenia. Satysfakcja potrafi jednak wszystko wynagrodzić - mówią panie Anita i Magdalena. Jaki jest główny cel fundacji? - Przede wszystkim poprawa warunków mieszkaniowych dzieci, a zwłaszcza dzieci niepełnosprawnych i chorych. Chcemy, aby miały swój własny kąt, aby nawet wtedy, gdy rodzice nie mają pieniędzy na remont domu, dziecko nie musiało się wstydzić, kiedy zaprasza kolegów do swojego pokoju - mówią panie Anita i Magdalena. - Tak naprawdę chcemy pomagać wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują, i tym, którzy są narażeni na wykluczenie społeczne - wyjaśniają.
Pomagać mogą też mieszkańcy Świecia, oddając do punktu charytatywnego przy ul. Wojska Polskiego 141 (miejsce dawnej czytelni) m.in. używane ubrania i meble, z których potem panie Anita Magdalena i Kasia wyczarują cuda (punkt jest otwarty w poniedziałki, wtorki i środy w godzinach od 16 do 18 i w soboty od godz. 10 do 13). W miejscu, które wygląda jak mała galeria, znajdziemy m.in. stary drewniany stół, obrazy, krzesła, zastawy, filiżanki, regały i szafy. Wszystko w bardzo dobrym stanie można kupić za niewielkie pieniądze. - Wiele rzeczy pochodzi od naszych rodzin i znajomych. Niedawno przyszła do nas starsza pani, która ze łzami w oczach przekazała nam kilka ubrań - opowiadają. - Zachęcamy do tego, aby przejrzeć swoje strychy, piwnice. I dać rzeczom drugie życie. Gdy będzie trzeba, my zajmiemy się odnowieniem mebli, a pieniądze z ich sprzedaży zostaną przekazane na działania fundacji. Warto pamiętać o tym, aby przekazywać rzeczy w dobrym stanie. Tak aby mogły jeszcze komuś służyć - zachęcają.
Można pomóc, ale również napisać, jeśli sami będziemy potrzebować pomocy. - Można się z nami skontaktować, zadzwonić, napisać (szczegóły znajdziemy na stronie internetowej fundacjamakowo.pl - przyp. red.). Wówczas odwiedzimy daną osobę lub rodzinę i sprawdzimy, jaka pomoc jest potrzebna. Już nieraz przekonałyśmy się o niezwykłej hojności mieszkańców Świecia, mamy nadzieję, że przekonamy się o niej po raz kolejny. I tym razem również pomogą - dodają.
Klaudia Peplińska

Trzy kobiety. Magdalena Witek, Anita Zaremba-Szydeł i Katarzyna Manikowska- Plackowska - to one od kwietnia tworzą w Świeciu Fundację Makowo. Skąd nazwa? - Od pierwszych liter naszych imion - tłumaczą. - Kiedy okazało się, że fundacja o nazwie MAK już istnieje, postanowiłyśmy, że u nas będzie makowo. I tak zostało. Maki są u nas wszędzie - na obrazach, filiżankach, w wazonach - wymieniają. Pomysł na założenie fundacji pojawił się dwa lata temu. - Przez trzynaście lat pracowałam w Ośrodku Pomocy Społecznej w Świeciu. Kasia i Magda pracują tam do dziś, ja przeszłam do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, gdzie zajmuję się dziećmi z pieczy zastępczej - mówi Anita Zaremba-Szydeł, prezes zarządu. - Kiedy razem z Magdą rozpoczęłyśmy specjalizację drugiego stopnia z zakresu organizacji społeczności lokalnej, musiałyśmy napisać projekt. Wymyśliłyśmy wtedy, że zorganizujemy bal charytatywny, a za zebrane pieniądze wyremontujemy i umeblujemy pokoje dzieciom z dwóch potrzebujących rodzin. Znałyśmy je, wiedziałyśmy w jakich warunkach mieszkają. Zakupiłyśmy potrzebne materiały i meble, w pracach pomogli nam ludzie, którzy korzystali z pomocy ośrodka. Robili to bezpłatnie, w ramach kontraktu socjalnego - po prostu chcieli pomóc, a mieli złote ręce - opowiada.Udało się, a projekt zdobył wyróżnienie w ministerstwie. - Piękny kąt do zabawy i nauki urządziliśmy niepełnosprawnej dziewczynce i dzieciom z rodziny wielodzietnej, w której jedno z dzieci poruszało się na wózku inwalidzkim - mówi Magdalena Witek, wiceprezes zarządu. - Jedna z rodzin zmobilizowała się i po naszym działaniu wyremontowała pozostałą część mieszkania. Wystarczyła mała iskierka, aby ta rodzina zaczęła nowe życie w lepszych warunkach - dodaje.Panie Anita, Magdalena i Kasia od pracy biurowej zawsze wolały tę w terenie. - Lubiłyśmy pracować z dziećmi, urządzałyśmy charytatywne festyny, organizowałyśmy mecze piłki nożnej, dwa razy zjawił się u nas Dariusz Michalczewski. Zawsze udawało nam się zdobyć cudowne gadżety - m.in. autografy Magdy Gessler, koszulkę i płytę zespołuDżem, który często nam pomagał, płytę Kamila Bednarka, po którą same pojechałyśmy na jego koncert, i zdobyte nagrody polskich sportowców. Pieniądze zebrane podczas jednego z festynów przekazałyśmy na leczenie dwójki dzieci chorych na nowotwór - opowiadają.Dziś mają fundację. I cały czas pracują. - Działaniami w fundacji zajmujemy się po pracy. To wymaga od nas dużego poświęcenia. Satysfakcja potrafi jednak wszystko wynagrodzić - mówią panie Anita i Magdalena. Jaki jest główny cel fundacji? - Przede wszystkim poprawa warunków mieszkaniowych dzieci, a zwłaszcza dzieci niepełnosprawnych i chorych. Chcemy, aby miały swój własny kąt, aby nawet wtedy, gdy rodzice nie mają pieniędzy na remont domu, dziecko nie musiało się wstydzić, kiedy zaprasza kolegów do swojego pokoju - mówią panie Anita i Magdalena. - Tak naprawdę chcemy pomagać wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują, i tym, którzy są narażeni na wykluczenie społeczne - wyjaśniają. Pomagać mogą też mieszkańcy Świecia, oddając do punktu charytatywnego przy ul. Wojska Polskiego 141 (miejsce dawnej czytelni) m.in. używane ubrania i meble, z których potem panie Anita Magdalena i Kasia wyczarują cuda (punkt jest otwarty w poniedziałki, wtorki i środy w godzinach od 16 do 18 i w soboty od godz. 10 do 13). W miejscu, które wygląda jak mała galeria, znajdziemy m.in. stary drewniany stół, obrazy, krzesła, zastawy, filiżanki, regały i szafy. Wszystko w bardzo dobrym stanie można kupić za niewielkie pieniądze. - Wiele rzeczy pochodzi od naszych rodzin i znajomych. Niedawno przyszła do nas starsza pani, która ze łzami w oczach przekazała nam kilka ubrań - opowiadają. - Zachęcamy do tego, aby przejrzeć swoje strychy, piwnice. I dać rzeczom drugie życie. Gdy będzie trzeba, my zajmiemy się odnowieniem mebli, a pieniądze z ich sprzedaży zostaną przekazane na działania fundacji. Warto pamiętać o tym, aby przekazywać rzeczy w dobrym stanie. Tak aby mogły jeszcze komuś służyć - zachęcają. Można pomóc, ale również napisać, jeśli sami będziemy potrzebować pomocy. - Można się z nami skontaktować, zadzwonić, napisać (szczegóły znajdziemy na stronie internetowej fundacjamakowo.pl - przyp. red.). Wówczas odwiedzimy daną osobę lub rodzinę i sprawdzimy, jaka pomoc jest potrzebna. Już nieraz przekonałyśmy się o niezwykłej hojności mieszkańców Świecia, mamy nadzieję, że przekonamy się o niej po raz kolejny. I tym razem również pomogą - dodają. Klaudia Peplińska