Katarzyna i Sebastian Wiśniewscy zaledwie od trzech lat mieszkają w gminie Pruszcz, a już zdołali pomóc niejednemu psu w okolicy. - Od dawna pomagamy psom z bydgoskiego schroniska, zaadoptowaliśmy niejednego zwierzaka, dostarczaliśmy karmę, później pomagaliśmy w transporcie zwierzaków, które znalazły nowy dom, ale właściciele nie mieli jak po nie przyjechać - mówi pani Kasia. - W Pruszczu zaczęło się od tego, że znaleźliśmy bezdomnego psiaka. Nie chcieliśmy, żeby zwierzę trafiło do schroniska, bo było schorowane i wystraszone. W dodatku pies miał powyżej dziesięciu lat, a takie w schronisku mają praktycznie znikome szanse na adopcję. Próbowaliśmy dowiedzieć się, jaką pomoc oferuje gmina, i tak nawiązała się współpraca - dodaje.
Dziś małżeństwo mobilizuje zaprzyjaźnionych wolontariuszy z bydgoskiego schroniska i raz w tygodniu starają się jeździć do schroniska w Pruszczu. Sprzątają w kojcach, wymieniają wodę psom i wyprowadzają je na spacer. - Niestety, obecnie jest w nim 17 czworonogów - mówi pani Kasia. - Większość to psy, których nikt nie szuka, są stare, chore albo ktoś wcześniej bardzo źle je traktował. Teraz boją się człowieka, a my staramy się je socjalizować. Często jest tak, że psy reagują agresją lub szczekają na ludzi, bo bardzo się ich boją. Do tej pory jednego z psów udało się nam wyciągnąć z budy i sprawić, żeby zaufał ludziom, co ułatwia pracownikom oczyszczalni (gdzie mieści się schronisko) sprzątanie kojca - dodaje.
Małżeństwo Wiśniewskich ma już w domu 10 psów. - Zdajemy sobie sprawę, że jest ich zbyt wiele, ale jak my im nie pomożemy, to kto? - pyta pani Kasia. - Dlatego staramy się je podleczyć i znaleźć nowy dom, a przede wszystkim odpowiedzialnych opiekunów. To wymaga bardzo dużo pracy, przede wszystkim w internecie, żeby wypromować psy. Najczęściej osoby chętne do adopcji zgłaszają się z całej Polski, ale rzadko udaje się znaleźć nowy dom wśród lokalnej społeczności - dodaje.
W schronisku w Pruszczu brakuje rąk do pracy. - Potrzebni są wolontariusze, którzy nie będą się brzydzili posprzątać psiej budy i kojca i wymienić wody w misce, którą najpierw trzeba umyć - uprzedza Katarzyna Wiśniewska. - Wdzięczni będziemy też za wsparcie rzeczowe w formie karmy, smyczy i obroży dla psów, a także worków ze słomą, które świetnie sprawdzają się jako wyściółka do bud. Priorytetem obecnie jest dla nas remont bud, które są w złym stanie. Wszystkie są już stare i zniszczone, a niektóre z nich przeciekają - dodaje.
Każdy, kto chciałby wesprzeć schronisko w Pruszczu, może się zgłaszać bezpośrednio do pani Katarzyny pod nr tel. 605 640 130.
ACZ

* Figaro znalazł już dom