Boli, gdy wygrywa siła, a nie argumenty

rydzek
10.01.2018 09:29
A A A
Tomasz Szamocki polubił politykę i świetnie czuje się w roli radnego

Tomasz Szamocki polubił politykę i świetnie czuje się w roli radnego (Fot. Nadesłane)

- Skuteczność burmistrza czy wójta mierzy się tym, co udało mu się zrobić, ile środków zewnętrznych pozyskać. I właśnie przez ten pryzmat oceniają go mieszkańcy - mówi radny Tomasz Szamocki, brany pod uwagę jako kandydat na burmistrza Świecia z listy Prawa i Sprawiedliwości, w rozmowie z Katarzyną Rydzewską

Miałam już okazję porozmawiać z panem, tuż po wyborach samorządowych. Minęły trzy lata, co się zmieniło? Nie było rozczarowań, chwil zwątpienia?
Tomasz Szamocki, radny ze Świecia, z listy Prawa i Sprawiedliwości: Myślę, że do wielu spraw podchodzę nieco inaczej. Na pewno zyskałem sporo doświadczenia, w tym także politycznego. Te trzy lata pozwoliły mi poznać mechanizmy, którymi rządzi się funkcjonowanie samorządu terytorialnego. Jak również zasad współpracy między poszczególnymi jednostkami - gminą, powiatem, województwem.
Jakie są pana odczucia?
- Nie spodziewałem się, że bycie radnym to tak wiele pracy. Wiele osób może obserwować, co robimy na nagraniach z sesji czy poczytać, co mówimy, w lokalnych mediach. Jednak to zaledwie mały procent tego, czym się zajmujemy. Dochodzą do tego spotkania z mieszkańcami, praca w komisjach. Bycie radnym to jednak przede wszystkim obserwowanie tego, co się dzieje wokół. Sam zwracam się, przez Facebooka i inne kanały komunikacyjne o pomysły do mieszkańców, szczególnie przed okresem składania wniosków do budżetu. Wiele propozycji jest moich, ale jest to efekt tego, że dużo rozmawiam z różnymi osobami, jeżdżę, obserwuję to, co się wokół dzieje. Część z nich trafia jako wnioski do budżetu albo na bieżąco jest rozwiązywana, bo np. jest pilnie potrzebna naprawy drogi, chodnika. To są prozaiczne sprawy, ale dla mieszkańców bardzo ważne.
Będąc w opozycji, nie czuje się pan czasem bezsilny?
- Nie jestem w opozycji, ale rzeczywiście często pozwalam sobie na krytykę.
Uściślijmy: nie w opozycji, ale niekoniecznie z obozem rządzącym.
- Od początku bycia radnym nie chciałem się w żaden sposób dać zaszufladkować. Dzięki temu moje zdanie jest nieskrępowane. Mogę sobie pozwolić na to, żeby mówić to, co myślę. Nie muszę się przejmować żadnymi naciskami, ustaleniami klubowymi. Czasem jestem za pomysłami burmistrza, w końcu głosowałem kilkakrotnie za udzieleniem mu absolutorium, za budżetem. Zdarzało się mi również kilkukrotnie bronić jego zdania.
Natomiast to, co mi się nie podoba, publicznie krytykuję. Takie są zasady demokracji. Ważne żeby krytyka była konstruktywna, aby nie odbierać jej personalnie i skupiać się na konkretnych sprawach, a nie osobach. Chodzi o to, abyśmy nie skupiali się na wojnach personalnych między sobą, ale niestety, tak się czasem dzieje.
Jest pan radnym z PiS i członkiem tej partii?
- Startowałem z listy Prawa i Sprawiedliwości, ale nie należę do żadnej partii. Po prostu poglądy tej partii i wartości, jakie wyznają jej członkowie, są mi najbliższe. Choć nie zawsze tożsame, czasem pozwalam sobie na zauważenie pewnych nieprawidłowości.
Jako prawnik, co pan myśli o nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o Sądzie Najwyższym. Jak pan je ocenia?
- Póki co czekam, aż zostaną podpisane. Zobaczę, jak wejdą w życie i jak wtedy będzie funkcjonować sądownictwo. Niestety wiele osób zmiany krytykuje, nie zapoznając się nawet z projektami ustaw. Jestem zdania, że nie należy opierać się na zasłyszanych opiniach, m.in. z relacji medialnych, które często są podyktowane subiektywnymi odczuciami danego reportera czy dziennikarza.
Czyli wszystko w projektach ustaw się panu podoba.
- Jak wejdą w życie, będą funkcjonować w obrocie prawnym, wtedy mogę się do nich odnieść, albo je pochwalić bądź skrytykować. Na razie staram się od tego odcinać.
Wierzy pan we wszystko, co robi i mówi obecna ekipa rządząca krajem?
- Na pewno udało im się zrobić wiele dobrego dla obywateli. Choćby ten sztandarowy program 500 +, który bardzo wiele osób krytykowało. Były nawet głosy, że doprowadzi on Polskę do ruiny gospodarczej. Tymczasem cieszy się on ogromnym poparciem ludzi. Jako radny mogę powiedzieć, że podczas spotkań i rozmów z osobami, które zawodowo zajmują się pomaganiem, one również dostrzegają, że nastąpiła znaczna poprawa sytuacji ekonomicznej wielu rodzin. Wiele osób po raz pierwszy wysłało dzieci na wakacje, kupiło im nowe ubrania. Z analiz przeprowadzonych przez różne instytucje wynika, że skrajne ubóstwo w Polsce zostało znaczenie wyeliminowane. Mogą pojawić się głosy, że w niektórych przypadkach te środki są w nieodpowiedni sposób wykorzystane, ale to jednak mały margines.
Brał pan udział w protestach przed sądami?
- Nie brałem w tym udziału, choć dostawałem zaproszenia. Odcinam się od nich, bo bardzo często argumentacja, która podczas nich padała, była niemerytoryczna. To były często po prostu wiece antyrządowe. Nie lubię brać udziału w manifestacjach, które na szyldzie mają reformy, a w podtekście co innego na myśli.
A mamy jeszcze w Polsce demokrację?
- Oczywiście, że mamy. Mamy organy, które zostały wybrane w sposób demokratyczny, dzięki temu jest w Sejmie taki układ sił, a nie inny.
Warto dodać, że prawo konstytucyjne jest bardzo szerokim działem i w różny sposób można je interpretować. Jako radny ze Świecia, czasem przegrywam głosowanie, bo to mieszkańcy gminy dali większość takiemu ugrupowaniu, a nie innemu. Czasem mnie boli, że przegrywamy nie ze względów merytorycznych, ale siłowych. Ale takie są prawa demokracji. Nie jest to idealny ustrój, ale nikt jeszcze lepszego nie wymyślił.
Jak się panu podobają zmiany w ordynacji wyborczej? Kadencje rady 5-letnie i dwukadencyjność na stanowiskach wójtów, burmistrzów i prezydentów?
- Jestem za dwukadencyjnością samorządowców, bo odświeżenie władzy wykonawczej jest bardzo dobre.
10 lat to wystarczający okres na pokazanie się mieszkańcom?
- Według mnie tu nie chodzi o pokazanie się mieszkańcom, ale o to, aby dopuścić do władzy osoby, które mają różne spojrzenie na wiele spraw. Wójtem może być lekarz, przedsiębiorca, rolnik, prawnik. Może dzięki temu w sposób pełniejszy uda się zrealizować postulaty różnych grup społecznych. Często jest tak, że jeśli dana osoba jest bardzo długo na stanowisku, pojawiają się podejrzenie o układy, i inne zagrożenia z tym związane.
Dochodzi do takich sytuacji, że szef nic już nawet nie mówi, ale pracownicy wiedzą, co on by chciał.
- Będąc wójtem czy burmistrzem, można zdobyć spore doświadczenie w pracy samorządowej, kontakty, wiedzę o pozyskiwaniu środków z Unii Europejskiej. Jednak trzeba również pamiętać, że organ wykonawczy ma za sobą cały sztab urzędników, kierowników, którzy znają się na swojej pracy. Dużo więc zależy od tego, jakie osoby przyszły szef urzędu dobierze sobie do współpracy. To ma spory wpływ na to, jak efektywna będzie jego kadencja. Jego skuteczność mierzy się tym, co udało mu się zrobić, ile środków zewnętrznych pozyskać. I przez ten pryzmat będą oceniać go mieszkańcy. Jeśli chodzi o naszą gminę, w tej dziedzinie naszym włodarzom moim zdaniem niewiele można zarzucić.
Jest pan brany pod uwagę jako kandydat na burmistrza Świecia w najbliższej kadencji.
- Miło mi, że wiele osób tak dobrze ocenia moją zaledwie 3-letnią pracę w samorządzie. Jest to najpiękniejsze odzwierciedlenie tego, co robię.
Jestem w trakcie aplikacji adwokackiej, w styczniu zaczynam ostatni rok, więc decyzja o kandydowania wiązałaby się z przerwaniem nauki. Nie podjąłem jeszcze decyzji, czy będę chciał stratować na stanowisko burmistrza. Uchylę jednak rąbka tajemnicy, że taką propozycję dostałem. To były na razie wstępne rozmowy, bo nie jestem jedynym kandydatem, którego Prawo i Sprawiedliwość bierze pod uwagę.
Jest pan rozpoznawalny w Świeciu. To ważne przy kandydowaniu na fotel "pierwszego".
- Oczywiście, ale bycie prawnikiem jest dla mnie równie ważne. Na razie nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji. Na pewno jesienią będę ponownie startował do rady miejskiej najprawdopodobniej z listy PiS.
Wystartujecie z silniejszą ekipą, bo na razie z Bogdanem Tarachem jest was tylko dwóch w radzie?
- Rzeczywiście to mało, ale powiem szczerze, że kilka razy udało mi się mimo braku przewagi liczebnej przekonać radę do mojego zdania. Chociażby m.in. w sprawie o sformalizowanie wniosków do budżetu, tak aby ich wypełnianie było jak najmniej uciążliwe dla mieszkańców. Takich głosowań było więcej.
Wróćmy jeszcze do wyborów na burmistrza. Obecnie mamy dwóch pewnych kandydatów w Świeciu - Dariusza Woźniaka i Krzysztofa Kułakowskiego. Na kogo by pan głosował?
- Sam zadaję sobie to pytanie, każdy ma swoje atuty i wady. Z jednym i z drugim mi się dobrze współpracuje. To wybór między doświadczeniem a świeżością i młodością. Czekam też na innych kandydatów. Konkretnego wsparcia żadnemu z nich nie udzielę.
Chciałby pan, aby Lech Wałęsa został honorowym obywatelem Świecia?
- Mnie osobiście się ten pomysł nie podoba.
Jest w ogóle jakiś regulamin przyznawania tego wyróżnienia?
- Gdzieś podobno jest, ale jest on na tyle stary, że nie wiadomo, czy w ogóle został opublikowany w Dzienniku Urzędowym Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Jestem w komisji statutowej, która opracowuje zmiany statutu gminy i rozważamy opcję, aby tamtą uchwałę pozbawić mocy i wpisać regulamin przyznawania honorowego obywatela do statutu gminy.
Dlaczego tak rzadko są u nas przyznawane takie tytuły?
- Nie wiem, a wysunięciem kandydatury byłego prezydenta RP jestem mocno zdziwiony. Mamy tak wielu świecian, którzy są znani z ogólnopolskich mediów, i przyznają się, że pochodzą z naszego miasta. I tym osobom nie przyznajemy takiego wyróżnienia. Jeśli chodzi o pana Wałęsę, zrobił on wiele, zasługi ma ogromne, ale co konkretnie dla Świecia? Osobiście dotyka mnie jego skupianie się na własnej osobie. Sam pan Wałęsa komunizmu nie obalił. Przed przyznaniem mu tytułu honorowego obywatela powstrzymuje mnie również to, że osoba Lecha Wałęsy w pewien sposób dzieli społeczeństwo. Niepotrzebne jest przenoszenie jakże emocjonalnego sporu z Warszawy na nasz lokalny grunt. To tylko pogłębiłoby podziały między ludźmi.
Co podoba się panu w Świeciu, a co nie?
- W zasadzie wszystko mi się podoba. Nasze miasto jest pięknie położone, ma bogatą historię i wspaniałych mieszkańców. Okolice są bardzo interesujące. Minusa bym dał za to, że nie wykorzystujemy potencjału turystycznego, w kontekście naszej historii. Brakuje nam w centrum solidnej bazy noclegowej. Jak opowiadam w Bydgoszczy o moim mieście, że w jednym z kościołów kręcono kilka odcinków serialu "Czterej pancerni i pies", nie mogą się nadziwić. Mamy też ruiny zamku krzyżackiego z dobrze zachowaną wieżą. Niedaleko jest szlak na Diabelce, który dzięki mojemu wnioskowi do budżetu będzie w 2018 r. odnowiony. Niedaleko jest też Mniszek, co prawda w gminie Dragacz, ale to miejsce uświęcone krwią Polaków. Szczególne ważne dla naszej lokalnej społeczności, bo wielu świecian zostało tam rozstrzelanych.
Jest też teren dawnego starego miasta, w okolicach ul. Farnej. Mocno ubolewam, że nie ma tam tablicy, kilku zdjęć, grafik, aby pokazać, jak tam kiedyś się mieszkało. Tam w końcu było kiedyś centrum Świecia. Złożyłem w tej sprawie wniosek do budżetu, ale niestety nie został uwzględniony.
Na Dużym Rynku mogłoby powstać lodowisko. Marzy mi się tam taki świąteczny klimat, że przy choince ludzie jeżdżą na łyżwach, z głośnika słychać kolędy. Obok można by czegoś ciepłego się napić. To na pewno ożywiłoby tę część miasta.
Podoba się panu nasza starówka i fontanna za 1,4 mln zł, na którą w przyszłym roku mamy jeszcze wydać 120 tys. zł?
- Będąc dopiero pierwszą kadencję radnym, niestety muszę się tłumaczyć za inwestycje, jakie zostały wykonane w poprzedniej. Rzeczywiście stanęliśmy przed koniecznością przebudowy fontanny, bo obecnie nie działa ona dobrze. Poparłem ten pomysł, bo chciałbym, aby nareszcie cieszyła ona oko i była ozdobą miasta.
Sama starówka mi się podoba, choć uważam, że stanowczo się tam za mało dzieje. Kilkukrotnie wspominałem, żeby zrobić tam finał WOŚP, bo w wielu miastach organizuje się go właśnie na dworze. Wystarczy wspomnieć, że gdy przyjechała do nas ciężarówka Coca-Coli, to na płycie rynku były tłumy i jakoś mróz chętnych nie odstraszył.
Miasto będzie odbudowywało zamek, kto potem powinien się nim zająć? Kto płacić za jego utrzymanie?
- Zamek jest trudnym tematem, bo obecnie mamy tam ruiny. Na pewno trzeba go dobrze wykorzystać turystycznie. Podoba mi się, jak to jest zorganizowane na zamku w Gniewie. Tam są turnieje rycerskie, na zamku odbywają się wesela, coś się ciągle dzieje.
A teren wokół zabytku?
- Tam już jest ładny i duży parking i z tego powinniśmy być zadowoleni. Jest koncepcja zagospodarowania całego terenu wokół zamku, ale ostatnio czytałem, że burmistrz nie chce już budować kładki między ul. Parową i wieżą. Choć mnie osobiście ten pomysł się podobał. Mam nadzieję, że odbudowa pozwoli ożywić to miejsce. Mogłyby tam odbywać się spływy kajakowe. Ta część Świecia ma ogromny potencjał, mogłaby pełnić nawet rolę mariny. Tu mogłyby się kończyć spływy kajakowe, cumować jachty. Moglibyśmy wypożyczać zamek na wesela. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby ktoś inny niż gmina zarządzał tym miejscem. To w końcu nasza wizytówka i musi być ona dobrze wykorzystana. Wkładając tak duże środki finansowe, musimy mieć pełną kontrolę nad wykorzystaniem tego obiektu. Nie widziałbym jednak problemu, aby podnajmować obiekt na imprezy i w tym zakresie współpracować z przedsiębiorcami.
Oddając w dzierżawę ośrodek nad Jeziorem Deczno, miasto powinno jeszcze dawać pieniądze na jego remont?
- Ten problem wielokrotnie podnosili na radzie członkowie komisji sportu. Wydaje mi się, że w Decznie można by zrobić więcej. Pytanie, czy dochód z dzierżawy jest wystarczający, aby starczyło na inwestowanie. Trzeba pamiętać, że to mienie gminy i ona też powinna dbać o ten teren, bo służy on naszym mieszkańcom. Im bardziej atrakcyjne stanie się Deczno, tym może to generować wpływy i napędzać kolejne przedsięwzięcia. Być może mały impuls będzie zaczątkiem dalszego rozwoju.
Nasze tereny inwestycyjne Vistula Park I i II są dobrze wykorzystane? Niektórzy krytykują miasto za zbyt wolne ich zasiedlanie.
- Też wolałbym, żeby odbywało się to szybciej. Urzędnicy czasem stają przed dylematami, czy lepiej dać teren mniejszemu przedsiębiorcy, czy poczekać na większego. To są trudne sprawy. Jednak na pewno ze stref mamy konkretne pieniądze w budżecie, m.in. z podatków czy innych opłat, zmniejszamy bezrobocie. Mam też świadomość, że nie jesteśmy jedyną gminą, która takie tereny oferuje. Na tym polu musimy liczyć się ze sporą konkurencją.
Basen, niby nowy, a z głównej niecki odpryskuje farba i teraz trzeba będzie położyć tam płytki.
- Jeśli malowanie i konserwacja nic nie dają, trzeba coś z tym zrobić. Niby drobna rzecz, ale niesamowicie irytująca mieszkańców. Tym bardziej, że wydano na budowę basenu ogromne pieniądze. Nie da się jednak ukryć, że pewne rzeczy wykonawcy nie wyszły. Na początku był problem z wentylacją, zalegającą wodą w szatniach. Obsługa co prawda na bieżąco sprząta, ale czy tak to powinno wyglądać? Dysze prysznicowe nie działają najlepiej, szatnia dla osób niepełnosprawnych to porażka. Ciężko oprzeć się krytycznym głosom. Pewnie trzeba będzie wydać kolejne pieniądze, ale pytanie, czy nie można tego zrobić w ramach gwarancji.
Gdybym miał odpowiadać za tę inwestycję, na pewno zrobiłbym ją z większym rozmachem, tak aby był to park wodny z prawdziwego zdarzenia, który ściągnąłby do nas osoby z Torunia, Bydgoszczy czy Chojnic. A tak zrobiliśmy basenik tylko dla naszych mieszkańców, podobny jak w innych nieodległych miastach.
W jakim kierunku powinien iść rozwój Świecia?
- W kierunku rozwoju gospodarczego. Powinniśmy ściągać do nas nowych przedsiębiorców. Miasto się nam rozrasta i ta tendencja na pewno się utrzyma. Mamy coraz więcej chodników i ulic, które z czasem trzeba będzie modernizować. Nie powinniśmy zapominać o turystyce, aby lepiej wykorzystać nasze walory historyczne i się nimi chwalić. Trzeba ożywić stare miasto, aby wrócili tam przedsiębiorcy. Brakuje tam pasaży handlowych i restauracji. Pod względem kulturalnym dużo się u nas dzieje, ale można część imprez przenieść na Duży Rynek. W ramach promocji miasta poszedłbym też w ogólnopolskie media, aby nas lepiej promować.
Przy naszym haśle promocyjnym "Świecie - nie tylko papier" to chyba nie jest dobry pomysł.
- To dość żartobliwe określenie, ale chyba rzeczywiście mało atrakcyjne. Bardziej mi się podobała jedna z propozycji "Gmina Świecie daj się zaskoczyć".
Może zacznijmy promocję od zmiany hasła, aby było bardziej finezyjne, łączące historię z teraźniejszymi walorami. Mamy ciekawą nazwę miasta i konotacji słownych powinno być wiele. Myślę, że specjaliści od reklamy dobrze by sobie z tym poradzili.
Budujemy dużo mieszkań socjalnych na wsiach. Czy to dobre rozwiązanie wrzucać ludzi z różnymi problemami do zamkniętych enklaw, z dala od cywilizacji?
- Zapotrzebowanie na tego rodzaju lokale w gminie Świecie jest ogromne. Problem w tym, że ci ludzie mają problem z dostaniem się do miasta, a muszą iść do lekarza czy urzędu. Część z nich to osoby niepełnosprawne, które nie mają własnego samochodu. Muszą korzystać z komunikacji autobusowej, a ta praktycznie do ich wsi nie dociera. W Grucznie, gdzie jest blok socjalny, jest komunikacja miejska. Walczę o to, aby przedłużono też kursowanie linii do Wiąga i Czapel, gdzie też są takie budynki. Nie udało się tego zadania wprowadzić do przyszłorocznego budżetu, ale na pewno ten temat będę jeszcze wielokrotnie poruszał na sesjach.
Czego życzyłby pan sobie w nowym roku?
- Owocnego wykorzystania czasu. To zarówno ostatni rok kadencji, jak i aplikacji. Chciałbym go maksymalnie produktywnie wykorzystać. Pozwolę sobie w tym miejscu złożyć najlepsze życzenia wszystkim mieszkańcom gminy Świecie, powiatu świeckiego, a także czytelnikom oraz redakcji "Czasu Świecia". By 2018 rok był czasem szczęścia, rozwoju. Niech obfituje w sukcesy, a podjęte decyzje niech zawsze okażą się trafnymi. "Tempus nostrum est" - Czas należy do nas. Wykorzystujmy go jak najlepiej.
Dziękuję za rozmowę
Not. Katarzyna Rydzewska

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (3)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Żyjący

    0

    Byłoby wszystko w porządku gdyby nie powoływanie się i opieranie na zafałszowanych statystykach. Bo tak po prawdzie to nie jest nawet wykres wypadkowej sił. Wzorowany na wektorach fizycznych.

  • Gość: Świeciak

    0

    Niepełnosprawni to ludzie gorszej kategorii. Pełnomocnik wojewody d/s osób niepełnosprawnych uważa, że osoby z 1 ręką nie dadzą rady przekładać papierów. Smutne, ale prawdziwe.

  • Gość: Świeciak

    0

    W Starej Farze był kręcony tylko 1 odcinek serialu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX