Przy obiedzie lepiej się rozmawia

rydzek
13.01.2018 16:08
A A A
We wtorek, 2 stycznia, przy wspólnym posiłku w barze Pyza spotkali się wolontariusz Przemysław Janczewski i Barbara Wolak

We wtorek, 2 stycznia, przy wspólnym posiłku w barze Pyza spotkali się wolontariusz Przemysław Janczewski i Barbara Wolak (Fot. KAR)

W barze Pyza w Świeciu codziennie jedna starsza osoba spotyka się na obiedzie z wolontariuszem. Nic tu nie jest wymuszone, rozmowa sama się toczy wokół spraw przyziemnych, wspomnień i bieżących problemów. Zwykła rzecz, a dla samotnych seniorów bezcenna

Pomysł wspólnych obiadów osób młodszych ze starszymi nie jest nowy. Na podobne rozwiązanie wpadła już jedna z organizacji w Warszawie. - Spotykamy się raz w miesiącu i robimy tzw. burzę mózgów - opowiada Dariusz Woźniak ze stowarzyszenia Razem dla Świecia. To właśnie na jednym z takich zebrań padła koncepcja organizacji tego typu obiadów. Znaleźliśmy sponsora, którym został bar Pyza. Pozostawała kwestia znalezienia starszych osób i wolontariuszy - dodaje.
Z tymi ostatnimi nie ma problemu, bo zwykle są to członkowie stowarzyszenia Razem dla Świecia albo osoby, które same zgłosiły się do współpracy przez media społecznościowe, m.in. Facebook. Z wyborem seniorów też nie jest trudno. - Każdy z nas albo naszych znajomych zna jakąś samotną osobę - mówi Woźniak. - Takie informacje są skutecznie przekazane pocztą pantoflową, korzystamy też z pomocy jednej ze świeckich parafii, jak również Niepublicznego Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego "Florencja" - dodaje.
I tak wspólne obiady seniorów i wolontariuszy trwają od połowy grudnia, a mają się zakończyć pod koniec stycznia. - Trochę nam szkoda tej inicjatywy - komentuje Woźniak. - Może uda się te działania kontynuować, gdy znajdziemy sponsora. Może napiszemy projekt do marszałka - dodaje.
Jedzenie w miłym towarzystwie
Woźniak opowiada, że dla każdej samotnej starszej osoby taki wspólny posiłek z możliwością rozmowy to prawdziwe święto. - Seniorzy przychodzą elegancko ubrani, nie spóźniają się - mówi. - I to wcale nie chodzi o to, że ich na ten obiad nie stać, ale jedzenie w miłym towarzystwie to jest właśnie to, czego im w życiu brakuje. Sam jako wolontariusz jestem już umówiony z jedną z pań w barze Pyza, ale ciągle nie możemy zgrać terminu - mówi. - Z racji obowiązków zawodowych w grę wchodzą tylko weekendowe spotkanie. Poprzednio pani zachorowała, nie pasował jej dzień, teraz mam nadzieję, że w końcu się uda - dodaje.
Stowarzyszenie Razem dla Świecia ma już za sobą kilka przedsięwzięć zrealizowanych z myślą o osobach starszych. Są wśród nich Powiatowy Dzień Seniora, na którym do tańca grała DJ Wika, wdrażanie Ogólnopolskiej Karty Seniora z kopertami życia. - Jeździliśmy też z nimi na wycieczki do Torunia, Chełmna, do zoo w Myślęcinku - wymienia. - Było też kilka spotkań edukacyjnych dotyczących m.in. finansów i medycyny. Nasi seniorzy uczyli się też zasad pierwszej pomocy i mieli mały instruktaż nordic walkingu - dodaje.
Seniorzy to wiedza i doświadczenie
We wtorek po Nowym Roku uczestniczyliśmy we wspólnym obiedzie wolontariusza Przemysława Janczewskiego i Barbary Wolak ze Świecia. Zanim pani Basia zdążyła dotrzeć do baru, udało nam się chwilę porozmawiać z panem Przemkiem.
- O akcji dowiedziałem się z Facebooka i w ten sposób zostałem zwerbowany - śmieje się. - Z racji urlopu w pracy mam możliwość uczestniczenia w takim obiedzie. Myślę, że osoby starsze są obecnie przez młodsze pokolenie niedoceniane. Lubię rozmawiać z seniorami, ich wiedza i rozległe doświadczenie mnie fascynują. Sam mam ponad 70-letniego dziadka, którego udało mi się nauczyć obsługi komputera, teraz świetnie sobie radzi - dodaje.
Pan Przemek, choć nie znał wcześniej pani Barbary, nie miał obaw przed spotkaniem. Nie martwił się, że nie będą mieć wspólnych tematów. - Dla osób samotnych najważniejszy jest poświęcony im czas - mówi. - To bezcenny dar, na który w obecnych zabieganych czasach nas czasami nie stać - dodaje.
Gdy pani Basia się zjawiła, nie pozostawiła złudzeń, że zapadnie choćby przez moment niezręczna cisza.
Dużo optymizmu pomimo problemów
Seniorka mieszka sama w jednym z bloków na osiedlu Marianki w Świeciu. W codziennym życiu towarzyszą jej kot i pies. Mimo że jest po dwóch udarach mózgu i ma problemy z chodzeniem, zajmuje lokal na czwartym piętrze. Próbowała się zamienić na mieszkanie na parterze, ale się nie udało. Żyje skromnie z 1050 zł emerytury, ale nie narzeka, bo jak twierdzi, nic by to nie dało. - Wydaję około 300 zł na leki i 167 zł na opłaty. Z tego, co zostaje, staram się żyć. Z pomocy społecznej nie korzystam - dodaje.
Jej wielką dumą jest czwórka dzieci, które, niestety, są daleko od Świecia. - Najbliżej mieszka najstarsza córka, bo w Bydgoszczy, dwie w Anglii i syn w Warszawie - opowiada. - Mam też szóstkę wnucząt: trzy dziewczynki i trójkę chłopców. I z nich ogromnie się cieszę - dodaje.
Życie pani Basi nie szczędziło trosk i zmartwień. W 2010 r. zmarł jej ukochany mąż, po długiej, prawie 15-letniej chorobie. Byli razem 38 lat. - To boli do tej pory - opowiada. - Przez wiele lat pracował w ZCIP w Świeciu, naprawiał suwnice. Gdy choroba się zaczęła, nie był już w stanie wrócić do zawodu. Wydaliśmy na leczenie wszystkie oszczędności. Pieniądze ze sprzedaży akacji Celulozy przeznaczyliśmy na operację ratującą jego życie - dodaje.
Pani Basia krótko po śmierci męża podupadła na zdrowiu i miała dwa udary mózgu. - Trzeba było wszystkiego nauczyć się od nowa - opowiada. - Chodzić, mówić, przypominać sobie różne rzeczy - dodaje.
Chwile przykrych opowieści przerywane są radosnymi wspomnienia. - Lubiłam pracować zawodowo - opowiada. - Kiedyś byłam kadrową w PSS "Społem". Mieliśmy mnóstwo pracowników i dodatkowo jeszcze uczniów w zawodzie m.in. kelnera, piekarza, kucharza. Działałam w Związku Młodzieży Socjalistycznej, organizowałam wyjazdy, wycieczki, zabawy. Życie było weselsze, pełne nowych wyzwań. Potem przeniosłam się do ZCIP, gdzie pracowałam w kontroli jakości. To było świetne zajęcie, chodziłam w białym fartuchu. Zawsze o siebie dbałam, więc były i szpilki, i ładna sukienka. Potem w 1980 r. urodziłam syna i okazało się, że ma on z jednej strony niedowład ciała. Musiałam odejść z pracy i się nim zająć. Wtedy nie było rozbudowanej opieki dla dzieci niepełnosprawnych, o rehabilitacji mało się mówiło. Starałam się nauczyć go samodzielności, co mi się udało. Dziś syn pracuje jako informatyk w Warszawie. Choć jedną rękę ma całkowicie niesprawną - dodaje.
Nasza rozmówczyni trzy razy w roku leci do swoich córek do Anglii. - Dzieci kupują mi bilet, a ja tylko muszę dotrzeć na lotnisko w Bydgoszczy - opowiada. - Ostatnio byłam u nich na początku grudnia. Mam tam bardzo chorą wnuczkę Anastazję i właśnie wtedy miała operację uszu i założony aparat, aby móc słyszeć - dodaje.
Przyziemne sprawy
Przy lekkim niedowładzie kończyn, jaki został pani Basi po udarze, trudno jej wnosić zakupy na czwarte piętro, ale jakoś sobie radzi. - Pożyczam od sąsiadki taką dużą torbę na kółkach i powoli wtaczam ją na górę, schodek po schodku - mówi. - Gorzej było, jak zepsuła mi się lodówka. Musiałam znaleźć pieniądze na jej naprawę, bo mam cukrzycę i przechowuję insulinę w niskiej temperaturze - dodaje.
Problem jest też z instalacją prysznica. - Do wysokiej wanny nie jestem w stanie sama wejść - mówi. - Napisałam więc do Mondi wniosek o wsparcie zakupu kabiny i się udało. Niestety, nie mam nikogo, kto mógłby mi ją zamontować. To chyba moje największe tegoroczne marzenie, aby móc swobodnie we własnym domu się wykąpać - dodaje.
Wieczorami książka i telewizja
Pasją seniorki są książki. - Syn dał mi laptop i wgrał chyba z 80 różnych książek. - Wieczorami siadam do komputera i czytam. Ostatnio Dana Browna, tego, co napisał "Kod da Vinci", dużo pozycji kryminalnych, sensacyjnych i o okresie starożytnym - mówi. - Wieczorem lubię też oglądać wiadomości w telewizji - dodaje.
Codziennie daje o sobie znać tęsknota za dziećmi. - Córki chciałyby mnie ściągnąć do Anglii - mówi. - Cały czas się nad tym zastanawiam. Może się zdecyduję, chciałabym iść tam do szkoły, aby dobrze nauczyć się języka angielskiego - dodaje.
We wtorek pani Basia przed obiadem z panem Przemkiem miała jeszcze kilka obowiązków. - Poszłam na pocztę, bo wysłałam dla mojej wnuczki do Birmingham ciepłą czapkę na zimę - opowiada. - Tam takich nie mają, wszystko lekkie, na cieplejsze dni. Potem chcę iść jeszcze do urzędu, aby załatwić sobie Kartę Seniora. Z koleżanką umówiłyśmy się, że będziemy razem chodzić do kina i jeździć do teatru, a podobno dzięki karcie jest taniej - dodaje.
Na obiad pani Basia wybrała sobie naleśniki z serem. - Smaczne, ale dla mnie to trochę za duża porcja - dodała.
Na posiłki do baru Pyza w Świeciu przychodzi sporo starszych osób, w porze obiadowej ich tu nie brakuje. - Na pewno wpływa na to fakt, że z Kartą Seniora jest u nas taniej - mówi Magda Kalinowska, współwłaścicielka baru.
O samym fundowaniu obiadów w ramach wspólnego projektu z Razem dla Świecia właściciele odpowiadają skromnie, że czują w sobie ducha społecznika. - Tu nie tylko chodzi o to, że dajemy jeden posiłek, ale o wspólnie spędzony czas i o to, aby starsza osoba wyszła z domu - mówi Kalinowska. - Akcja ma potrwać do końca stycznia, ale oczywiście jesteśmy otwarci na dalszą współpracę - dodaje.
Katarzyna Rydzewska

Zobacz więcej na temat:

Komentarze (1)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: BAJA

    0

    Znam osobiście panią Basię -porządna z niej kobieta i szczera do bólu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX