Przypomnijmy: mieszkaniec Chełmna wzrok stracił półtora roku temu. Stało się to wskutek zatrucia chemikaliami w czasie malowania samochodu. Na skutek działania pyłów i lakierów używanych podczas malowania samochodu doszło do zapalenia nerwu wzrokowego. Pojawił się obrzęk, który go uszkodził, a to bezpośrednio spowodowało utratę widzenia. W szpitalu w Grudziądzu podano mu sterydy, ale okazało się, że interwencja jest zbyt późna.
Szansą na odzyskanie wzroku jest leczenie w Chinach. To terapia komórkami macierzystymi, które dostarczane są bezpośrednio do nerwu wzrokowego i kręgosłupa. Do tej pory wydawało się to nieosiągalne, bo jej koszt to ok. 25 tys. dolarów - obejmuje przelot w obie strony, pobyt w klinice potrzebny na przeprowadzenie leczenia i rehabilitację. Najbliżsi organizowali zbiórki i licytacje, założono też konto w fundacji, na które przeznaczać można było 1 proc. z podatku. Zebrane pieniądze były jednak kroplą w morzu potrzeb. I wtedy zadzwonił telefon. - Pewien człowiek zadzwonił do mnie i zaproponował spotkanie - opowiada Urszula Mikołajska, żona Czesława. - Powiedział, że dołoży całą brakującą kwotę do zabiegu, i że zesłał go Bóg. Opowiadał, że rozmyślał dzień wcześniej nad tym, czy mężowi pomóc, czy nie. Wziął Pismo Święte, otworzył na losowo wybranej stronie i położył palec. Był to fragment o tym, że nie należy się zastanawiać nad tym, czy pomagać. Nie mogę powiedzieć kto to jest, bo zastrzegł sobie anonimowość. Wszystko ma pozostać między nami - podkreśla.
Pani Urszula nie ukrywa radości. - Po wszystkim rozpłakaliśmy się, bo trudno było w to uwierzyć - opowiada. - Mieliśmy uzbierane może 3 tys. zł. A on chce dołożyć resztę. Pieniądze na pierwszy zabieg zostały już wpłacone i lecimy do Singapuru 15 lipca. Od 16 do 31 zaplanowane jest leczenie - informuje.
Jaki może być jego efekt? - Oczywiście trudno powiedzieć, ale szacuje się, że poprawa widzenia może być o minimum 15 proc., czyli tak na około dwa metry. Już to byłoby wspaniałe. Być może będą potrzebne kolejne zabiegi. Wiem, że przed nami jeszcze długa droga, ale cieszymy się z tego, co już jest - dodaje.
Sprawą Czesława Mikołajskiego udało się też zainteresować ogólnopolską telewizję. Postanowiła ona zrealizować o nim reportaż, którego fragment nagrywany był w Świeciu, w pracowni medycznej Centrum Kształcenia "Apis", gdzie Czesław Mikołajski uczy się zawodu masażysty. - W marcu pisałam do TVN-u z prośbą o pomoc - wyjaśnia Urszula Mikołajska. - Kiedy zgłosiła się do mnie dziennikarka, wiadomo już było o sponsorze. Uznała jednak, że cała sprawa jest tak niesamowita, że warto o niej nakręcić reportaż - dodaje.
JAK