Wiadomości

Dlaczego podpalił kościół?

rydzek
01.05.2011
A A A Drukuj
Podpalona kruchta w Bzowie już jest remontowana
W Bzowie 30-letni wrocławianin podpalił sprzęty w kruchcie kościoła pw. św. Małgorzaty. Mieszkańcy ciągle zadają sobie pytanie, dlaczego to zrobił. - Ten człowiek nękał mnie już od dłuższego czasu - opowiada proboszcz Sylwester Dober.

Zdaniem mieszkańców Bzowa mężczyzna dobijał się do plebani już od rana, chciał koniecznie rozmawiać z proboszczem. Ten jednak nie wyszedł do niego i po godz. 10 mężczyzna poszedł do kościoła i podpalił drewniane elementy wyposażenia kruchty oraz sztandary. Sprawca nie uciekł z miejsca zdarzenia, mało tego, o tym, co zrobił, powiedział pierwszej napotkanej osobie, która zawiadomiła służby ratunkowe. Potem podpalacz czekał spokojnie, aż przyjadą służby ratunkowe i policja. - Widziałem go potem w radiowozie, to był szczupły mężczyzna, wyglądał bardzo niepozornie - mówi jeden z mieszkańców.
Okazało się, że mężczyzna to 30-letni mieszkaniec Wrocławia. - Został odwieziony na posterunek - informuje Marek Rydzewski, oficer prasowy KPP Świecie. - Praca mundurowych pozwoliła na przedstawienie zatrzymanemu zarzutu popełnienia przestępstwa uszkodzenia mienia. Za taki czyn grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
Wydarzenie to we wsi wywołało duże zamieszanie, mieszkańców dziwi to, że sprawca nie uciekł po podpaleniu kościoła, widocznie czegoś się od księdza domagał. - Podobno chciał od proboszcza jakieś pieniądze, ale za co? - mówi jedna z mieszkanek Bzowa. - Wszyscy jesteśmy tym wydarzeniem zszokowani i zastanawia nas o co w tym wszystkim chodzi? - dodaje.
Z kolei inni mieszkańcy uważają, że ksiądz, a zarazem parafia, stał się ofiarą osoby, która nie była w pełni władz umysłowych. - Bo czy ktoś normalny podpaliłby kościół? - dziwi się inny z mieszkańców wsi.
Proboszcz parafii powiedział nam, że od dłuższego czasu był nagabywany przez wrocławianina, poznał go kilka lat temu przez internet. - Człowiek ten niby chciał się ochrzcić, przez kilka dni z nim korespondowałem i nieopatrznie dałem mu numer telefonu - mówi ks. Sylwester Dober. - Potem się okazało, że jednak wcale nie o chrzciny mu chodziło, więc zerwałem z nim kontakt. Ciągle jednak do mnie dzwonił, często w nocy, musiałem nawet zmienić numer telefonu. W zeszłym roku przyjechał do Bzowa latem, odesłałem go i dałem mu pieniądze na bilet. Nic to nie dało, ciągle dzwonił do mnie na plebanię i nękał, teraz znów przyjechał, nie wiem czego chciał, bo w ogóle z nim nie rozmawiałem, nie chciałem go wpuścić, bo bałem się, że zrobi mi coś złego. Słyszałem, że ten człowiek opowiadał ludziom, że często mnie odwiedzał, to jest kłamstwo, bo nigdy nie przestąpił progu plebani - dodaje.
SW

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz: