Czas Świecia: Na świeckiej scenie muzycznej znany jesteś ze współpracy z takimi zespołami jak Lowtide, Faithless Ground. Kiedy poczułeś, że jesteś gotowy do stworzenia własnej płyty?
Przemysław Drewkowski: Utwory pisałem już dawno. Najbliżsi zaczęli mnie namawiać. Mówili, że udzielam się w tak wielu projektach, to czemu nie zrobię czegoś swojego. Za pośrednictwem Stowarzyszenia „Magazyn Sztuk” postarałem się o pieniądze z budżetu gminy Świecia. Udało się, więc był to duży bodziec. Na realizację i wydanie pieniędzy na płytę miałem rok. Muzycznie byłem na to gotowy już dawno, ale może brakowało mi odwagi. Kiedy pojawia się na płycie tylko moje nazwisko, a nie nazwa zespołu, całą odpowiedzialność biorę na siebie.
Miałeś już gotowe kompozycje?
– Jeden numer napisałem już dawno i czekał. Resztę zacząłem pisać w styczniu, kiedy dowiedziałem się, że dostanę grant. Do kwietnia tworzyłem, a następnie zacząłem rejestrować materiał w studiu. Wypłynęło to ze mnie. Szło bez stresu. Najwyraźniej byłem już na to gotowy.
Wcześniej nie tworzyłeś do szuflady?
– Oczywiście, że tworzyłem. Tylko że większość kompozycji była rockowo-metalowa. Muzyki lżejszej nie tworzyłem tak często.
Komponowałeś wszystkie utwory, w całości, łącznie z sekcjami rytmiczną, basową, wokalem?
– Tak, wszystko miałem w głowie i przelałem to na papier.
Bliscy oceniali?
– Tak, tak musi być. Moja mama, jak usłyszała balladę z wokalistą, to łzy jej się pojawiły w oczach. Pomyślałem: „wow, to fajnie, robi wrażenie”. Przyznam, że najbliżsi są w szoku, że to tak wszystko wyszło.
Ktoś ci doradzał?
– Dużo wkładu w wokalne utwory miał Bartek Wojciechowski z Factor 8 z Bydgoszczy. Poukładał bardzo fajnie swoje partie, które zaśpiewał. Marcin Grzela ze studia z Bydgoszczy, w którym nagrywałem płytę, udzielał nam naprawdę dobrych rad, bo to zawodowy muzyk i realizator. Radził, gdzie nie mamy upiększać, bo wyjdzie zbyt jarmarkowo, lub gdzie dodać pogłos. Chociaż w same kompozycje nie ingerował.
Płyta jest różnorodna. Komu byś ją polecił?
– Wszystkim, chociaż najbardziej młodzieży, z którą pracuję. Mam nadzieję, że kogoś to zainspiruje. Pokaże młodym muzykom, że trzeba pracować na to, żeby móc się odnaleźć w różnych stylistykach. Dziś młodzież jest bardzo leniwa i ciężko ich wyciągnąć. Staram się na zajęciach sprowokować ich do myślenia, a nie do kopiowania. Być może ktoś zacznie grać na jakimś instrumencie, jak posłucha płyty. Myślę, że dorosłym słuchaczom też się spodoba.
Jak byś ją określił stylistycznie. Jakie gatunki łączy?
– Mieszanka. Totalna. To, co mi siedzi w głowię, to, co lubię, to przekazałem. Jest funky, fusion, rock, elementy popu. Myślę, że każdy coś fajnego znajdzie dla siebie. Są tam moje popisy gitarowe, ale są też utwory bardzo przemyślane. Całość jest bardzo emocjonalna, można to odczuć przez teksty i muzykę. Rozpoczyna się minutową etiudą, która mam nadzieję, przeniesie słuchaczy w inny świat.
Skąd inspiracje?
– Słucham od dziecka różnorodnej muzyki. Każdej, oprócz disco polo i hip-hopu.
Największą inspiracją są dla mnie zespoły i muzycy z lat 70. i 80. Uwielbiam zespół Toto ze Stevem Lukatherem, który jest dla mnie mistrzem gitary, gatunku, melodii. Z ostrzejszych zespołów, ale bardzo melodyjnych, lubię Whitesnake. Jeśli chodzi o bluesowe granie, dużą inspiracją był dla mnie Eric Clapton.
To wszystko miało na mnie wpływ przy uczeniu się gry na instrumencie i tworzeniu. Doskonałe opanowanie gitary, przy której spędzałem wiele godzin dziennie od 13. roku życia, pozwala mi dziś odtworzyć to, co mam w głowie i wymyślam.
Jest strach przed premierą?
– Jest. Płyta jest studyjna, więc można było ją dopieścić, ale koncert... obawiam się, czy zadowolę słuchaczy. Chciałbym przekazać te emocje, które są na płycie. Pracujemy jeszcze z całym zespołem i wciąż mamy próby.
Można gdzieś posłuchać singla?
– Właśnie nagrywam klip do jednego utworu, który będzie zaprezentowany jeszcze przed premierą płyty. Można go szukać na moim profilu na Facebooku i z pewnością na stronie Ośrodka Kultury Sportu i Rekreacji w Świeciu.
Marzenia?
– Nie chodzi mi o to, żeby płyta sprzedała się w milionach egzemplarzy, ale chciałbym, żeby ktoś po premierze czy koncercie przyszedł i powiedział, że go zainspirowałem. To byłaby dla mnie największa nagroda.
A druga płyta?
– Już o niej myślę. Postanowiłem sobie, że od początku 2019 r. zabieram się za pisanie kolejnych kawałków, ale tym razem dam sobie więcej czasu, żeby te numery dojrzały. Pójdę za ciosem, ale zrobię ją, nawet gdybym miał ją zrobić tylko dla siebie.
Dziękuję i powodzenia na premierze życzę.
ACZ