Pomysł powstania tego rodzaju placówki zrodził się w głowie Arlety Maliszewskiej, kierowniczki Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nowem, już wiele lata temu. – Funkcjonowały u nas Warsztaty Terapii Zajęciowej, które docelowo miały przygotowywać osoby niepełnosprawne do wejścia na rynek pracy – opowiada Maliszewska. – To była jedyna placówka dzienna u nas w rejonie i z czasem ta jej rola mocno się zatarła. Wiele osób, jak tu przyszło do nas 11 lat temu, to tak zostały. Nawet jeśli nie rokowały, że będzie można je usprawnić zawodowo. Nikt nie miał serca ich wyrzucić – dodaje.
Kierowniczka MGOPS zauważa, że w gminie cały czas rośnie liczba osób niepełnosprawnych i trzeba rozwijać tego rodzaju infrastrukturę.
Dlatego też od 2013 r. urząd systematycznie składał wnioski do wojewody o stworzenie Środowiskowego Domu Samopomocy i dopiero w ubiegłym roku udało im się dostać wsparcie. Nowe otrzymało prawie 1 mln zł na remont budynku pod potrzeby nowej placówki i jej wyposażenie.
Szefową domu została Anita Pikuła, dla której jest to pierwsze tak poważne stanowisko. – Pracowałam już w wielu podobnych ośrodkach – opowiada Pikuła. – Na stanowiskach np. terapeuty. Pełniłam również obowiązki kierownika, ale sama jeszcze taką placówką nie zarządzałam. Mam dużo zapału, pomysłów. Myślę, że sobie poradzę – dodaje.
Rekrutacje do nowej placówki prowadzi MGOPS. – Wydajemy decyzje administracyjną – opowiada Maliszewska. – Nasi pracownicy robią wywiady na temat osób, które chciałyby chodzić na zajęcia do ŚDS i na tym nasza rola się kończy – dodaje.
Wydaje się, że naturalnymi kandydatami do nowej placówki jest część uczestników WTZ, ale okazuje się, że to nie takie proste. – Aby dostać się do nas, trzeba mieć przynajmniej dwa udokumentowane schorzenia sprzężone, czyli np. chorobę psychiczną i niepełnosprawność ruchową – opowiada Pikuła. – Nie wszyscy z warsztatów spełniają te kryteria – dodaje.
Problem jest też nieco inny. – Nikt na siłę nie będzie przenosił uczestników warsztatów do nowego domu – tłumaczy Maliszewska. – Chcemy, aby w obu placówkach była rodzinna atmosfera i osoby czuły się dobrze i z chęcią chodziły na zajęcia. Dlatego każdemu pozostawiamy wolny wybór – dodaje.
Nowy ośrodek ma jednak wiele zalet. Na pewno jest nim bogate i nowoczesne wyposażenie. – Zajęcia zaczynamy od 1 lutego – opowiada Anita Pikuła. – Miejsc mamy dla 20 osób. Będą one u nas przebywać sześć godzin dziennie, uczestnicząc w różnego rodzaju terapiach. Planuje na razie otworzyć cztery pracownie: muzyczno-teatralną, komputerową, plastyczną i kulinarną. Musimy zgodnie z rozporządzeniem o funkcjonowaniu tego typu placówek zapewnić osobom jeden ciepły posiłek dziennie i chcielibyśmy przyrządzać go sami. Choć zobaczymy, jak to wyjdzie. Wyposażenie jest imponujące, szczególnie w kuchni, gdzie można poszaleć z wypiekami ciast, robieniem pizzy czy innych dań – dodaje.
W domu jest zatrudnionych czterech terapeutów. – Myślimy też o przyjęciu rehabilitanta i psychologa, ale najpierw musimy wiedzieć, jakie osoby do nas trafią – mówi Pikuła.
KAR