Latem ubiegłego roku w Gajewie strażacy walczyli z serią pożarów nieużytków, traw i lasów. We wrześniu policjanci przyłapali dwóch braci na gorącym uczynku. Zostali zauważeni, kiedy uciekali od strony lasu, jeden miał pudełko zapałek. Wówczas chłopcy przyznali się do podpaleń i sytuacja się uspokoiła. Aż do wiosny. W kwietniu w tych samych miejscach w Gajewie zaczęły wybuchać kolejne pożary. Jeden z poważniejszych wydarzył się 23 kwietnia. Tego wietrznego dnia nie udało się ugasić go w zarodku. Płomienie przeniosły się na młodnik, a do akcji wyruszyło 19 zastępów. Jeszcze za szybko, żeby dokładnie szacować straty, ale już wiadomo, że będą one wynosiły kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Za każdym razem na niebezpieczeństwo narażeni są strażacy i mieszkający w okolicznych domach ludzie. – W tym roku ściółka jest bardzo sucha i ogień rozprzestrzenia się błyskawicznie, dlatego trudno jest go zatrzymać – komentuje Jarosław Steinborn. – Pożary lasów są szczególnie trudne do gaszenia. Mamy rozwinięty sprzęt i nagle trzeba uciekać, bo żarzy się od tyłu. Węże się przepalają. Tylu węży, ile w tym roku straciłem w pożarach, już dawno nie straciliśmy – dodaje.
Strażacy mieli swoje podejrzenia. Na miejscu pożarów widzieli ślady roweru. Wyjaśnianiem sprawy zajęli się policjanci z komisariatu w Nowem.
Kiedy mieli zebrany materiał dowodowy, pojechali do domu wytypowanego 14-latka i zaczęli wypytywać. – W obecności matki chłopak złożył wyjaśnienia i przyznał się do pięciu podpaleń – mówi Joanna Tarkowska, oficer prasowy KPP w Świeciu. – Nie tłumaczył, co było powodem jego zachowania. Sprawą zajmie się sąd rodzinny – dodaje.
To nie pierwszy konflikt z prawem tego młodego człowieka. We wtorek sąd rodzinny rozpatrywał sprawę jego i jego o trzy lata młodszego brata, którzy w ubiegłym roku 12 razy podpalali lasy w Gajewie.
ACZ