– Postanowiłem sprawdzić, co się dzieje, ponieważ Krzysztof nie wychodził z domu od przynajmniej trzech dni – opowiada jego sąsiad, Zbigniew Eckert, który mieszka w budynku obok. – Chwyciłem za klamkę, ponieważ on nigdy nie zamykał drzwi na klucz. Leżał na podłodze w pokoju, martwy. Przy nim pies. Zadzwoniłem na policję – dodaje.

Funkcjonariusze, którzy przyjechali na miejsce, ze względu na obecność zwierzęcia poprosili o interwencję straż miejską. Na miejscu zastali wtulające się w nieżyjącego mężczyznę zwierzę. – Gdy pies nas zobaczył, wskoczył na kanapę. Bez problemu udało nam się go złapać – mówi Tomasz Karpiński, opiekun Schroniska dla Zwierząt w Świeciu.

Przyczyną śmierci mężczyzny prawdopodobnie było nadużywanie alkoholu. – Nie działo się z nim ostatnio dobrze – opowiada sąsiad. – Pił różne wynalazki, np. denaturat. Jeszcze rok temu mieszkał z kobietą. Dostali nakaz eksmisji, ale podobno jego partnerce przydzielono nowo wybudowane mieszkanie socjalne w Wiągu. Miałby centralne ogrzewanie i inne luksusy. Krzysztof się tam jednak nie wprowadził, a kobieta wyprowadziła się od niego. Mówił, że nie chce iść na wieś. Pomoc społeczna dała mu kartki na obiady, ale chyba na nie nie chodził. Jak rano wstał, to chciał się napić – dodaje.

– Nie wszyscy potrzebujący chcą przyjąć pomoc – tłumaczy Magdalena Trzcińska, rzeczniczka Ośrodka Pomocy Społecznej w Świeciu. – Czasami mimo stwarzanych im możliwości wybierają inny tryb życia, np. alkoholizm. Wówczas jedzenie staje się potrzebą drugorzędną. Nie każdy chce też współpracować z pracownikiem socjalnym i dostosowywać się do stawianych mu wymogów – dodaje.

– Czegoś takiego nigdy dotąd nie widziałem – mówi Tomasz Karpiński o mieszkaniu zmarłego. – Wszystkie meble z wyjątkiem łóżka były zniszczone, połamane. Wyglądało to tak, jakby ktoś je rąbał i używał do palenia w piecu – dodaje.

Pies znaleziony na miejscu to 10–12-letnia suczka. – Była przerażona, wychudzona i wygłodzona – opowiada opiekun schroniska dla zwierząt. – Waży 6,6 kg. W mojej ocenie powinna mieć jakieś 10 kg. Daliśmy jej na imię Shila – dodaje.

Wcześniej, jak się okazuje po rozmowie z sąsiadami, Shila miała na imię Borys. – Pewnie na początku Krzysztof myślał, że to samiec. Pies do imienia się przyzwyczaił i tak już zostało – mówi Zbigniew Eckert.

Ponieważ mężczyzna nie miał rodziny, strażnicy miejscy zabrali psa ze sobą. Zawieźli go do weterynarza na badania. Okazało się, że ma mnóstwo pcheł. Musiał długo z nimi żyć, bo na ciele miał strupy. Z badań wynikło też, że ma problemy ze wzrokiem i słuchem.

Ze względu na stan zdrowia zwierzęcia strażnicy nie umieścili go w schronisku. Początkowo trzymali psa w służbowym garażu i tam dokarmiali. Po tym, jak schronisko opisało jego historię na Facebooku, zgłosiła się do nich kobieta, która ufundowała 12 kg specjalistycznej suchej karmy dla rekonwalescentów oraz jedzenie dla psów w puszkach. W niedzielę Shila trafiła do wolontariuszki działającej na rzecz schroniska, która stworzyła dla niej u siebie w mieszkaniu dom tymczasowy. – Jest bezproblemowa i posłuszna. Jeszcze trochę się boi – tłumaczy Tomasz Karpiński. – Psy są bardzo wierne. Jak widać, chcą być przy swoim opiekunie nawet po jego śmierci. Sądzę, że orientują się, co się z nimi dzieje. W tej sytuacji człowiek się nie ruszał, był inny zapach, nie było codziennych rytuałów. To musiał być szok – dodaje.

Gdy stan zdrowia psa się poprawi, zwierzę zostanie oddane do adopcji. W tej sprawie można kontaktować się z wolontariuszką Roksaną pod nr. tel. 502 280 826.

DH