Do tragedii doszło jesienią 2015 r. na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy. Prokuratura ustaliła, że powodem było przeludnienie. Zbyt wiele osób przebywało w łączniku będącym jedyną drogą przejścia pomiędzy budynkami, w których odbywała się impreza. Tłum napierał z obu stron. Zginęło troje studentów. Wśród nich była mieszkanka Serocka, 24-letnia Paulina. Studiowała budownictwo. – Te stratowane osoby po prostu udusiły się w tłumie, szereg innych odniosło poważne obrażenia – mówił oskarżyciel.

Wyrok zapadł we wtorek. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy największą karę wymierzył najmłodszej z oskarżonych. Ewa Ż., gdy doszło do wypadku, miała 20 lat. Została skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Sędzia argumentował, że samorząd uczelniany, któremu przewodniczyła, był głównym i jedynym organizatorem imprezy. Były rektor, prof. Antoni B., został skazany na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Sąd stwierdził, że odpowiadał za bezpieczeństwo na terenie uczelni nie tylko podczas zajęć, ale także innych wydarzeń. Karę ośmiu miesięcy w zawieszeniu na dwuletni okres próby otrzymał Andrzej Z., szef ochrony. Skazani muszą też zapłacić po 20 tys. zł zadośćuczynienia rodzinom zmarłych studentów i pokryć koszty procesu. Uniewinniony został były prorektor Janusz P. Nikt nie przyznał się do winy. Na ogłoszeniu wyroku był tylko Andrzej Z.

Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura, która wnosiła o półtora roku bezwzględnego więzienia dla oskarżonych i o wyższe zadośćuczynienia, zapowiedziała apelację.

– Satysfakcjonuje nas, że sąd uznał również winę rektora – mówi mec. Piotr Kasnowski, pełnomocnik tragicznie zmarłej Pauliny. – W naszej opinii każda z oskarżonych osób mogła zapobiec wypadkowi, jednak główną winę ponosi uczelnia. Nie podjęliśmy decyzji, czy będziemy składać apelację w związku z uniewinnieniem byłego prorektora. Czekamy na uzasadnienie wyroku – dodaje.

W sądzie cywilnym toczy się sprawa między uczelnią a rodziną Pauliny z Serocka. – Sąd pierwszej instancji zasądził na ich rzecz w marcu ponad 400 tys. zł odszkodowania. Uniwersytet odwołał się jednak od wyroku – tłumaczy mec. Kasnowski.

DH