W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia o godz. 4 do pokoju pielęgniarek na oddziale VII (oddział dla dzieci i młodzieży) wtargnął 15-letni pacjent. – Mieszkaniec województwa pomorskiego zaatakował jedną z pielęgniarek od tyłu, uderzał ją rękoma w głowę – mówi mł. asp. Julia Świerczyńska z KPP w Świeciu. – Chciał odebrać jej klucze, którymi był zamknięty oddział. Ta pielęgniarka ich nie miała. Pobił więc kolejną i wykradł jej klucze – dodaje.

Towarzyszyła mu 14-letnia pacjentka z powiatu świeckiego. – Ona nie brała udziału w pobiciu – informuje Świerczyńska. – Po prostu wykorzystała sytuację i uciekła z oddziału razem z napastnikiem. O zajściu zostaliśmy poinformowani przez personel szpitala – dodaje.

Patrol policji odnalazł uciekinierów po mniej więcej godzinie i doprowadził z powrotem do lecznicy. – O dalszych losach 15-latka zadecyduje sąd. Sędzia może wyznaczyć dla niego kuratora, umieścić go w młodzieżowym ośrodku wychowawczym lub w zakładzie poprawczym. 14-latce grozi kurator lub ośrodek wychowawczy – tłumaczy Świerczyńska.

*

Pielęgniarki trafiły na badania i opatrzenie ran do Nowego Szpitala w Świeciu. Na razie nie wróciły do pracy. Są na zwolnieniach lekarskich. W nocy na oddziale dwie pielęgniarki stanowią cały personel. Oddział VII ma 23 łóżka, ale w święta przebywali tam tylko nieliczni pacjenci. Większość skorzystała z przepustek i wyjechała do domu. – Wiele wskazuje na to, że atak na pielęgniarki był celowym działaniem – mówi Dariusz Rutkowski, dyrektor szpitala. – Nie ma u nas przyzwolenia na zaplanowane, świadome i popełniane z premedytacją ataki agresji. Zdarza się, że pacjent ma wyłączoną świadomość z powodu choroby, np. psychozy, ale to dotyczy niewielu przypadków. Poszkodowane pielęgniarki mogą liczyć na naszą pomoc psychologiczną, psychiatryczną i prawną – dodaje.

*

W poniedziałek w szpitalu psychiatrycznym dyrektor spotkał się z pracownikami w sprawie bezpieczeństwa. – Wprowadzamy nowe procedury postępowania w przypadku ataku przez agresywnie zachowujących się pacjentów lub ich rodziny – wyjaśnia Rutkowski. – Pielęgniarki przejdą szkolenia, podczas których zostaną poinformowane, jakie przysługują im prawa i co mogą zrobić w przypadku zagrożenia. By odciążyć personel, została też powołana komórka organizacyjna, która będzie zajmować się zgłaszaniem napaści na pracowników do organów ścigania. Poza tym pielęgniarki otrzymają niewielkie urządzenia, które będą mieć przy sobie, np. w formie breloczka. Po naciśnięciu przycisku uruchomi się alarm na sąsiednim oddziale, czyli znajdującym się np. piętro niżej – dodaje.

Do tej pory system umożliwiający włączenie alarmu działał tylko na oddziałach sądowych. – Teraz, jeśli dojdzie do niebezpiecznej sytuacji, pielęgniarka z sąsiedniego oddziału będzie mogła szybko zareagować i np. wezwać ratowników medycznych – wyjaśnia dyrektor szpitala. – Nie zatrudniamy ochrony, bo tacy pracownicy nie mogą właściwie nawet dotknąć pacjenta. W wyjątkowych przypadkach środki przymusu bezpośredniego mogą stosować tylko pracownicy medyczni – dodaje.

*

Przeprowadzona też będzie kampania informacyjna wśród pacjentów. – Stworzone będą plakaty z łatwym do zrozumienia przekazem – tłumaczy szef lecznicy. – Wielu pacjentów nie zdaje sobie sprawy z tego, że pielęgniarka jest funkcjonariuszem publicznym, takim samym jak policjant czy strażak. Mało kto przecież zdecyduje się obrzucić wyzwiskami policjanta, bo wie, że otrzyma mandat. Agresja słowna czy fizyczna w stosunku do pielęgniarek jest niedopuszczalna. Grożą za to poważne konsekwencje prawne – dodaje.

*

Dyrekcja chce też powołać specjalną komisję do zbadania zajścia z 25 grudnia. – Chcemy wiedzieć minuta po minucie, co się wydarzyło i jak do tego doszło. Dzięki temu będziemy mogli wyciągnąć wnioski, które przydadzą się w dalszej pracy – mówi Rutkowski.

*

Dwie pielęgniarki pracujące same na oddziale w nocy to norma narzucona przez Narodowy Fundusz Zdrowia. – Szpital i tak zatrudnia dużo więcej personelu niż zakładane minimum. Są to głównie ratownicy medyczni, u nas – sami mężczyźni, którzy są na izbie przyjęć przez 24 godziny, a w krytycznych przypadkach pomagają pielęgniarkom. Zatrudniamy też opiekunki medyczne, które pracują przy pacjentach – tłumaczy Rutkowski.

*

To niejedyny przypadek pokazujący, że pacjenci szpitala psychiatrycznego mogą być niebezpieczni dla personelu i innych chorych. W grudniu 2014 r. na oddziale ogólnopsychiatrycznym w Świeciu 23-letni pacjent zabił innego pacjenta. 57-letni mężczyzna zmarł w wyniku poważnych obrażeń głowy. Zaatakował też pielęgniarkę. Wówczas z pomocą przyszli inni chorzy, którzy obezwładnili napastnika. Sprawca zaraz po zajściu trafił do aresztu połączonego z oddziałem szpitalnym dla osób psychicznie chorych w Szczecinie. – Będziemy tę sytuację analizować na różnych poziomach i szukać sposobów, żeby zminimalizować wystąpienie tego typu wydarzeń. Mówię: zminimalizować, bo ludzkie reakcje bywają nieprzewidywalne – mówił zaraz po zabójstwie Sławomir Biedrzycki, ówczesny dyrektor ds. lecznictwa w Wojewódzkim Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Świeciu.

DOROTA HABEL