Pani Katarzyna Kuffel weszła do klasy, co troszkę nas zdziwiło, bo aktualnie nie uczy nas żadnego przedmiotu. Zwyczajowo i kulturalnie podnieśliśmy się z krzeseł i wyrecytowaliśmy sakramentalne „Dzień dobry”, z ciekawością oczekując na jakąś interesującą informację, na przykład o odwołaniu lekcji. Spotkało nas jednak rozczarowanie, bo dowiedzieliśmy się jedynie o projekcie „Badacze historii”. Nauczycielka odesłała nas do polonisty Jacka Kuffla, który przedstawił cele i założenia projektu (co początkowo nie wydawało się nam zbyt porywające), a także wymienił pięć historii, którymi mieliśmy się „zaopiekować”.
***
Zaciekawił nas temat związany z hutą szkła i wykopaliskami w Średniej Hucie. Dwie z nas (Julia i Marta) mieszkają kilkaset metrów od miejsca, gdzie kiedyś znajdowała się huta, i nigdy im przez myśl nie przyszło, że kawałki szkła i kolorowe bryły, które wciąż „wypluwa” ziemia, to właściwie eksponaty archeologiczne. Do zespołu dołączyła Weronika, którą też najbardziej zainteresowała ta historia. Wysłuchałyśmy jeszcze kilku ogólnych informacji i na kilka dni zapomniałyśmy zupełnie o pracy, na którą tak lekkomyślnie same się „skazałyśmy”. Kilka dni później przyjechał do nas pisarz Marcel Woźniak, by poprowadzić warsztaty reporterskie. Podczas trzech kolejnych spotkań dowiedziałyśmy się, na czym polega praca reportera, gdzie szukać ciekawych tematów i przede wszystkim tego, jak rozmawiać z ludźmi, którym często wydaje się, że nie mają nic ważnego do powiedzenia, a tak naprawdę są kopalnią bezcennych informacji. Kolejnym, z naszego punktu widzenia, szczególnie ważnym gościem był doktor Marek Rubnikowicz, dyrektor Muzeum Okręgowego w Toruniu, który prowadził wykopaliska w Średniej Hucie w latach 80. Opowiadał nam o tym, jak powstaje szkło, i pokazywał znalezione podczas wykopalisk eksponaty. Wszyscy badacze historii dowiedzieli się między innymi tego, od kiedy działała huta szkła. – Wśród materiałów zabytkowych odnotowano także solid pruski z 1735 r. – opowiadał dr Rubnikowicz. – Obecność tej monety w badanym zbiorze potwierdza działanie huty w XVIII w. Niedostateczna ilość zachowanych w całości materiałów zabytkowych w postaci wyrobów huty uniemożliwia jednoznaczne określenie dolnej i górnej granicy funkcjonowania huty. Obecność wyrobów typowych głównie dla XVIII w. wskazuje, że właśnie w tym okresie odbywała się największa produkcja huty. Wydobycie monety sugeruje działalność wytwórczą w czwartym i piątym dziesięcioleciu tego wieku – dodał.
Chcieliśmy wiedzieć, kiedy prowadzono wykopaliska i co dokładnie wydobyto. – W trakcie dwóch sezonów badawczych (lata 1982, 1983) przebadano powierzchnię 417,5 m kw. – opowiadał archeolog. – Z całości zbiorów wydzielono materiały będące pozostałością po elementach konstrukcyjnych huty (cegły, polepa), fragmentów jej wyposażenia technicznego (donice, krążki, tzw. krańce), pozostałości po wytopie masy szklanej (spieki szklarskie, masa z różnych faz wytopu, próbki szkła, tzw. łezki, oraz żużle – określenie umowne dla zanieczyszczeń zbieranych z powierzchni masy szklanej), odpadów produkcyjnych, fragmentów gotowych wyrobów, ceramiki naczyniowej, kości – dodał.
Pytaliśmy, jak zbudowana była huta i ile wydobyto w sumie eksponatów. – Ściany zbudowane z nieobrobionych kamieni, otoczaków, spojone były gliną – tłumaczył naukowiec. – W sumie podczas dwóch sezonów wydobyto prawie 30 tys. fragmentów – pozostałości po hucie szkła. Największy ilościowo zbiór stanowią spieki szklarskie z dużą ilością składników krystalicznych. Najliczniejszym zbiorem naczyń określonych funkcjonalnie były butelki zasobowe oraz fragmenty szkła taflowego. Wśród butelek zasobowych zachowały się jedynie liczne fragmenty szyjek i wylewów. Wszystkie naczynia wykonane zostały z przejrzystego szkła o oliwkowo-zielonkawym zabarwieniu. Znaleziono też 17 fragmentów gąsiorów oraz nieliczne fragmenty pucharków dzwonkowatych i kieliszków. Wydobyto także 16 niewielkich fragmentów rurek szklanych o powierzchniach pokrytych spiralnym ornamentem – dodał.
Bardzo interesowało nas, jak powstawały naczynia. – Wszystkie wyroby wydmuchiwane były ręcznie – mówił. – Pierwszą czynnością wykonywaną przy wszystkich wyrobach było nabranie na piszczel masy szklanej, którą rozwalcowywano na płytce kamiennej lub metalowej i wydmuchiwano niewielką bańkę. Po częściowym przestudzeniu nabierano na nią wymaganą dla danego typu naczynia ilość masy szklanej, której nadawano wstępny kształt w burgulcu – kształtowniku (zamoczonym uprzednio w wodzie). Następnie rozdmuchiwano nabraną masę szkła do rozmiarów równych wielkości naczynia, które zamierzano wyprodukować. Ostateczne kształty nadawano naczyniu w formie lub też profilowano je ręcznie – dodał.
***
Wszystkie te ciekawe informacje Marek Rubnikowicz ilustrował fotografiami oraz przyniesionymi eksponatami, które braliśmy do rąk z nabożną niemal czcią... Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, że kilkadziesiąt minut później sami zdobędziemy podobne skarby historii...
Doktor Marek Rubnikowicz zabrał nas bowiem na wycieczkę do Średniej Huty w miejsce, gdzie w XVIII w. znajdowała się huta, a w latach 80. ubiegłego wieku prowadzono badania archeologiczne. Za zgodą właściciela gruntu, na którym kiedyś prowadzono wykopaliska, zaczęliśmy nieśmiało i ostrożnie przesiewać ziemię. Gdy w ręku pierwszego badacza znalazł się szklany artefakt, którego autentyczność potwierdził wykwalifikowany archeolog, wszyscy uczniowie ochoczo zaczęli rozkopywać skraj pola i z powodzeniem szukać pamiątek przeszłości. Po chwili pan Rubnikowicz miał ręce pełne roboty przy ocenianiu i opisywaniu kolejnych znalezisk. Chyba nikt z nas się nie spodziewał, że ta wyprawa będzie nie tylko pouczającą lekcją, ale przede wszystkim prawdziwą przygodą.
W drodze powrotnej Marek Rubnikowicz wskazał ręką na ruiny spalonego domu i powiedział: – A w tym domu mieszkałem, gdy prowadziliśmy wykopaliska w 1982 i 1983 r. Gospodarze byli bardzo gościnni – dodał.
***
Ta wypowiedź zainspirowała nas do przeprowadzenia kolejnych rozmów.
W pierwszej kolejności postanowiłyśmy porozmawiać z Kazimierzem Piesikiem, właścicielem pola, na którym znajdowała się wcześniej huta szkła. Trochę się stresowałyśmy, lecz pan Kazimierz okazał się bardzo otwartym i sympatycznym człowiekiem. Dowiedziałyśmy się, że nasz rozmówca do spotkania z naukowcami nie wiedział o tym, że dawno temu na jego polu produkowane było szkło. W 1983 r., gdy przyjechali archeolodzy z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, usłyszał o tym po raz pierwszy. Chociaż nasza wizyta była dla pana Kazimierza małą przeszkodą w realizacji codziennych obowiązków, przyjął nas bardzo serdecznie, zaprowadził na pole i ciekawie opowiadał o spotkaniu z archeologami. – Prace studentów przebiegały dwa lub trzy tygodnie – mówił. – Kopali łopatami po zaznaczonym wcześniej obszarze. Na szczęście obyło się bez przykrych niespodzianek i wypadków. Nocowali w domku, który należał do Henryki Otlewskiej, zanim się spalił. Gdy znaleziono jakiś fragment butelki lub inne szkło, oczyszczano je starannie i pakowano, a następnie zabierano ze sobą. Badaczom pomagało dwóch lub trzech miejscowych rolników, ale precyzyjne prace, wymagające przygotowania i dokładności, wykonywali i zabezpieczali tylko naukowcy oraz studenci z Torunia – dodał.
Początkowo byłyśmy bardzo zestresowane, ale spokój i życzliwość Kazimierza Piesika sprawiły, że rozmowa przebiegła bardzo swobodnie i przyjemnie.
***
Kolejną naszą rozmówczynią była wspomniana Henryka Otlewska, właścicielka domku, w którym mieszkali archeolodzy. – Niestety, budynek spalił się w 1993 r., gdy podczas burzy uderzył w niego piorun – opowiadała pani Henryka. – W moim domu mieszkali tylko chłopcy, a dziewczyny nocowały w szkole. Była to grupa pięciu-ośmiu osób. Mieszkańcy Huty wspierali studentów, dzieląc się z nimi mlekiem czy ziemniakami, a nawet pomagali im kopać – dodała.
Pani Henryka również dowiedziała się o istnieniu huty od archeologów, nikt wcześniej – z rodziny czy sąsiadów – o tym z nią nie rozmawiał. – Gdy wykopaliska się skończyły, dostałam drobny prezent i mnóstwo ciepłych słów oraz podziękowań – wspominała. – To byli bardzo grzeczni i sympatyczni młodzi ludzie. Z żalem się z nimi rozstawałam – dodała.
Pani Otlewska podzieliła się z nami także innymi ciekawymi historiami, na przykład o tym, że podczas wojny Niemcy mówili na Średnią Hutę „Mytel Hitel”. Interesującym zdarzeniem było również to, że w domu, w którym później mieszkali archeolodzy, podczas sprzątania znalazła antykomunistyczne plakaty i ulotki.
Pani Henryka również wykazała się prawdziwie lipińską gościnnością. „Poczęstowała” nas nie tylko fascynującymi historiami, ale także pysznym ciastem oraz sokiem. Praca dziennikarza może być bardzo przyjemna...
O efektach naszej „reporterskiej roboty” mogli usłyszeć wszyscy mieszkańcy Pomorza i Kujaw, zostaliśmy bowiem zaproszeni do udziału w audycji Radia PiK z cyklu „Regionalny punkt widzenia”, podczas której opowiedzieliśmy o naszym projekcie „Badacze Historii”, zrelacjonowaliśmy dotychczasowe działania i zdradziliśmy, co jeszcze przed nami. Głosy i kolana trochę nam drżały, ale przez chwilę mogliśmy się poczuć jak profesjonalni dziennikarze.
Dzięki tej niezwykłej dziennikarskiej przygodzie zrozumiałyśmy, że w naszym najbliższym otoczeniu miały miejsce i niemal każdego dnia rozgrywają się zaskakujące, fascynujące i pouczające historie, którymi mogą się z nami podzielić nasi rodzice, dziadkowie, sąsiedzi, nauczyciele. Wystarczy tylko być uważnym słuchaczem i zadawać właściwe pytania.
Julia Brzoska, Marta Brzoska i Weronika Guzman