Bronisław Łuczkowski urodził się w 1910 r. Przed II wojną światową pracował w szpitalu psychiatrycznym w Świeciu. – Mój ojciec widział, jak wywożono pacjentów do Mniszka, gdzie Niemcy ich rozstrzeliwali – opowiada Marian Łuczkowski. – Chorzy najpierw dostawali zastrzyk, który ich otumaniał, a potem wrzucano ich do aut i wieziono na miejsce straceń – dodaje.

Pan Bronisław po tym, jak hitlerowcy zajęli lecznicę, musiał zrezygnować z pracy pielęgniarza i przekwalifikować się na stolarza. – Urodziłem się w 1938 r. Byłem bardzo małym chłopcem, gdy w 1942 r. tata dostał ultimatum: albo podpisze volkslistę, albo trafi do obozu – opowiada pan Marian. – Wybrał to pierwsze rozwiązanie i od razu dostał przydział do Wehrmachtu. Trafił na front zachodni. Pierwszego dnia walk we Włoszech zdezerterował do armii kanadyjskiej – dodaje.

***

Już wtedy formowała się armia polska na Zachodzie. – Tacie udało się tam dostać i trafił do słynnej dywizji gen. Stanisława Maczka – opowiada Marian Łuczkowski. – Został wcielony do drugiego plutonu 3. kampanii 8. Batalionu Strzelców – dodaje.

Dziś już legendarny 8. Batalion Strzelców Brabanckich był pododdziałem piechoty 3. Brygady Strzelców Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Batalion powstał w Szkocji 16 czerwca 1942 r. jako 1. Batalion Strzelców, w ramach Grupy Wojsk Wsparcia 1. Dywizji Pancernej, a 1 listopada 1943 r. wszedł do 3. Brygady Strzelców jako 8. Batalion Strzelców.

– Tata był w Afryce, w 1943 r. trafił do Szkocji – opowiada pan Marian.

Dywizja Pancerna gen. Maczka wkroczyła do walk na froncie zachodnich w sierpniu 1944 r. Brała udział w lądowaniu sił alianckich w Normandii. Odegrała kluczową rolę w bitwie pod Falaise. W tych walkach brał też udział nasz świecianin. Strzelcy nie mieli łatwego zadania, bo szli za czołgami i mieli likwidować piechotę. Wtedy też odbyła się czterogodzinna walka na bagnety, po której batalion dostał nieformalną nazwę 8. Batalion „Krwawych Koszul”. Polacy wykazali się niebywałym męstwem, bo nawet ranni nadal szarżowali na esesmanów.

– Tata za tę bitwę dostał Krzyż Walecznych – opowiada nasz rozmówca. – W uzasadnieniu gen. Maczek napisał: „dawał stale przykład pogardy śmierci i żywego męstwa”. Wcześniej za walki pod Aschendorfem i Papenburgiem otrzymał Virtuti Militari – dodaje.

Od Falaise pan Bronisław został dowódcą plutonu. W Holandii podczas walk trafił do szpitala i tam spotkał się ze swoim krajanem i sąsiadem Franciszkiem Znanieckim, który po wojnie został duchownym, rektorem Seminarium w Pelplinie i autorem portretu Matki Boskiej Częstochowskiej w świeckiej Starej Farze.

Warto dodać, że pan Bronisław uczestniczył w wyzwalaniu miasta Bredy 29 października 1944 r.

***

To brabanckie miasto stanowiło ważny węzeł komunikacyjny. Wiedzieli o tym Niemcy, którzy z miasta i jego okolic uczynili silny bastion obronny. Polska dywizja dostała rozkaz zabezpieczenia flanki głównego natarcia sił alianckich. Po kilku godzinach walki przedarła się przez niemiecką obronę. Dywizja zrobiła zwrot o 90 stopni i uderzyła na Bredę.

Szybkość działania i kierunek natarcia zupełnie zaskoczyły Niemców. Polacy wjechali do miasta od wschodniej, niebronionej strony. Dzięki temu miasto uniknęło oblężenia i bombardowania. Ocalało. Wdzięczni mieszkańcy zgotowali polskim żołnierzom gorące powitanie. Holendrzy, wiedząc dobrze o tragedii Polaków i upadku powstania warszawskiego, starali się z nawiązką zapłacić za wszystkie cierpienia i trudy żołnierskie. Całe miasto stało się jednym wielkim otwartym i serdecznym domem.

Rok po wyzwoleniu Bredy do holenderskiego miasteczka zawitał ponownie 8. Batalion Strzelców Brabanckich. Wdzięczni mieszkańcy ufundowali żołnierzom sztandar. – Tata był w poczcie sztandarowym, co uwieczniono na wielu oficjalnych fotografiach – opowiada z dumą pan Marian.

***

Po zakończeniu II wojny światowej pluton Bronisława Łuczkowskiego stacjonował w zachodniej części okupowanych Niemczech. – Sporo żołnierzy decydowało się na emigrację do Kanady – opowiada. – Mój tata też chciał. Miał już nawet załatwione dokumenty dla siebie, dla mnie i dla mojej mamy, ale ostatecznie zdecydował się na powrót do Polski – dodaje.

Żona pana Bronisława cały okres okupacji przeżyła w Świeciu. – Nie było nam łatwo, bo po dezercji ojca z Wehrmachtu zabrano nam kartki żywnościowe, bo zaczęły przychodzić paczki i listy z Polskiego Czerwonego Krzyża – opowiada pan Marian. – Wyrzucono nas też z naszego domu, a mama musiała się meldować co tydzień w siedzibie gestapo – dodaje.

Pan Bronisław wrócił do Świecia w 1946 r. – Pamiętam, że gdy wysiadał na stacji w Terespolu Pomorskim, miał przy sobie moje zdjęcie z dzieciństwa, wyłowił mnie z tłumu oczekujących i mocno przytulił – dodaje.

***

Bronisław Łuczkowski wrócił do pracy w szpitalu psychiatrycznym. Nigdy się nie chwalił, co robił w czasie wojny. Zmarł w wieku 78 lat. – Tylko czasami wspominał najbliższym tę wojenną tułaczkę i kolegów, m.in. Franka Znanieckiego – opowiada pan Marian.

W 1961 r. do Świecia przyjechał na inspekcję biskup i pan Bronisław uczestniczył w uroczystościach religijnych, które tej wizycie towarzyszyły. W oficjalnej delegacji był również ks. Franciszek Znaniecki. – Tata poznał go po głosie, a po mszy obaj padli sobie w ramiona i razem płakali – opowiada pan Marian. – Ks. Franciszek powiedział mu, że gdy był na wojnie, przyrzekł sobie, że jak przeżyje, to zostanie księdzem. Już w Londynie wstąpił do seminarium – dodaje.

Łuczkowski wspomina, że jego ojciec był jeszcze na 30-leciu wyzwolenia Bredy i zobaczył obraz namalowany przez jednego z mieszkańców, gdzie przedstawiono ich batalion. Okazało się, że jest na nim uwieczniony również pan Bronisław. – Tata bardzo się wzruszył – mówi. – Jeszcze przez wiele lat przyjeżdżali do naszego domu byli żołnierze gen. Maczka i dziękowali tacie za uratowanie życia – dodaje.

KAR