Yamaha z 1976 roku, ale jeszcze na chodzie
W trialu, czyli po polsku – rajdach obserwowanych, aktualnie startuje się w dwóch grupach: classic trial, gdzie jeździ się na motorach, które mają 30 i więcej lat, i trialu dla pojazdów współczesnych. – Moja yamaha akurat jest z 1976 roku – podkreśla Jażdzewski. – Zawody w Hiszpanii są przeznaczone właśnie dla starych maszyn. Ciekawostką jest to, że przyjeżdżają na nie często również dawni i obecni mistrzowie tej dyscypliny. Spotkaliśmy tam na przykład Japończyka Takahisę Fujinami, o pseudonimie Fujigas, który całkiem niedawno zdobył mistrzostwo świata. W zeszłym roku wygrał, w tym był trzeci. Niewątpliwie dużym wydarzeniem była też obecność siedmiokrotnego mistrza globu Anglika Dougie'ego Lampkina, który jest legendą tego sportu. Smaczku dodaje fakt, że rodzina wyspiarza od czasów powojennych zajmuje się trialem. Jego nieżyjący już ojciec był pierwszym mistrzem świata, w 1975 roku, a Dougie na Costa Brava startował na jednym z motorów ojca. Przy zapisach oprócz pakietu startowego dostaje się też los i można wygrać klasyczną maszynę. W tym roku był to motocykl z lat 80. odrestaurowany praktycznie do stanu fabrycznego – zaznacza Jażdzewski.
Z motorami przez pół Europy
Pomysł wyjazdu na zawody w Hiszpanii zrodził się podczas oglądania filmów w internecie związanych z trialem. – Pierwotnie mieliśmy jechać do Francji w październiku, gdyż listopad na Półwyspie Iberyjskim kojarzył nam się już z zimą. Ostatecznie jednak wszystkim bardziej pasował późniejszy termin, więc stanęło na Hiszpanii. Pojechaliśmy tam wyłącznie dla przygody, nie dla wyniku – przekonuje Jażdzewski.
Sam wyjazd to duże logistyczne wyzwanie. – Lot samolotem nie wchodził w grę, ponieważ trzeba było zabrać motory. Cały sprzęt musieliśmy przetransportować samochodami. Do Hiszpanii jechaliśmy przez Niemcy, Luksemburg i Francję. Sam przejazd odbył się na szczęście bez większych przygód, choć trochę niepokoiliśmy się we Francji, gdzie zaczynały się protesty „żółtych kamizelek”. Część zjazdów z autostrady była zamknięta, a na drogach widać już było sporo policji – dodaje.
Byliśmy jedyni z „dalekiego wschodu”
Zarówno podczas pierwszego startu, jak i w tym roku nasi trialowcy budzili autentyczne zainteresowanie miejscowych. – Byliśmy jedynymi zawodnikami zza dawnej „żelaznej kurtyny”. Trzeba być jednak trochę szalonym, żeby ciągnąć motory 2,5 tysiąca kilometrów w jedną stronę na amatorskie zawody – śmieje się nasz rozmówca. – Organizator bardzo się nami przejął. Jeszcze przed przyjazdem dopytywał, czy wszystko mamy już załatwione i czy może nam w czymś pomóc. Po naszym powrocie interesował się natomiast, czy szczęśliwie dojechaliśmy i jakie są nasze wrażenia. Nie sądzę, żeby maile pisał do wszystkich, ponad 400 uczestników imprezy. Widać było, że nasza obecność była dla nich dużym wydarzeniem. W większości startowali tam jednak Hiszpanie, Francuzi, Włosi czy Anglicy – zaznacza.
Rajd z widokiem na lazurowe morze
Trasa na Costa Brava przebiegała w naturalnym terenie, wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego. – Liczyła około 40 kilometrów, a jechaliśmy po górach, dolinach i lasach – opowiada Jażdzewski. – Do tego była bardzo malownicza. Praktycznie z każdego miejsca widać było morze. Na dystansie tym zlokalizowanych było 20 odcinków obserwowanych, czyli punktowanych przez znajdujących się tam sędziów. Przyznawali oni punkty karne za podpórki, zatrzymania, przewrócenie motoru czy ominięcie przeszkody, więc wygrywał ten, który uzbierał ich najmniej. Plusem tej trasy jest to, że właściwie przez większość trasy pokonuje się naturalne przeszkody: ciasne zakręty, podjazdy, zjazdy, głazy, skałki, powalone drzewa itp. Tylko dwa odcinki ułożone są w mieście, na głównym deptaku przy plaży, oczywiście ku uciesze kibiców. Obowiązywał też limit czasu – 6,5 godziny. Jest to sporo i dlatego też podoba mi się ten sport. Nikt tu nikogo nie goni, jak na przykład w motocrossie i każdy tę wymagającą trasę może pokonać we własnym tempie. Czasami mówi się, że są to szachy na motorze, bo ważne jest myślenie. Na każdą przeszkodę trzeba bowiem ustalić taktykę przejazdu, bo najczęściej można pokonać ją na kilka sposobów. Pamiętać trzeba też, że motory są wiekowe i należy o nie dbać, żeby szczęśliwie dojechać do mety – dodaje.
Stare motory to czasami problem
Trial, szczególnie na naturalnej trasie, wymaga sporej kondycji od kierowców. – Samo przebywanie na niej przez sześć godzin to już jest wysiłek – podkreśla Jażdzewski. – I nie jedzie się cały czas. Mamy prawo przed wjazdem na odcinek przejść go najpierw na piechotę, żeby zaplanować sposób pokonania. W praktyce jest się więc na nim dwukrotnie – raz na nogach, drugi na kołach. W Hiszpanii wysiłek rekompensują jednak widoki na lazurowe morze i możliwość obcowania z gwiazdami tego sportu – śmieje się.
Wiek maszyn czasami powoduje problemy na trasie, bo zdarzają się awarie. – Są to stare motocykle, więc zdarzyć się może wszystko, od pękniętej opony po zerwanie łańcucha – mówi trialowiec. – Albo silnik nagle gaśnie i nie wiadomo, dlaczego nie chce zapalić. W Hiszpanii organizator zadbał więc o to, żeby nikt nie utknął na trasie. Co jakiś czas przejeżdżał człowiek z obsługi rajdu i w razie potrzeby udzielał pomocy, do ściągnięcia go z trasy włącznie – dodaje.
Za rok chcę tam wrócić
Jażdzewski nie ukrywa, że w Polsce jest problem, żeby przygotować się do udziału w takim rajdzie. – Na naszym terenie praktycznie nie jest to już możliwe, bo wjazd, na przykład do lasu, mamy zabroniony – zauważa. – Jest jedynie żwirownia w Przechowie, gdzie właściciel grzecznościowo pozwala pojeździć. Ale to i tak nijak się ma do tras rajdów, bo nie ma tam korzeni, kamieni i innych przeszkód. A kiedyś przecież istniał Klub Motorowy Celuloza Świecie z sekcją trialu. I to z sukcesami. Marek Grajewski czy Jacek Olech byli mistrzami Polski, Aleksander Młynarz wicemistrzem. Przygotowaniem do zawodów w Hiszpanii jest więc cykl startów przez cały sezon w eliminacjach Pucharu Polski, w których w tym sezonie byłem drugi, a Maciej trzeci po całym cyklu, oraz oczywiście dbanie o kondycję przez cały rok. Na Costa Brava mamy nadzieję wrócić za rok i ponownie być częścią tak wspaniałego wydarzenia, tym bardziej że będzie to wyjątkowa, jubileuszowa edycja – zaznacza.
JAK