Katarzyna Rydzewska: Jak to się stało, że został pan laureatem konkursu „Perły samorządu”?
Dariusz Woźniak, skarbnik powiatu świeckiego: „Gazeta Prawna” rozsyłała po samorządach informacje, że taki ranking jest prowadzony, i nasze starostwo zgłosiło mnie. Punktowano obiektywne dane finansowe dostępne w publicznej sprawozdawczości budżetowej, czyli inwestycje, pozyskiwanie środków zewnętrznych, zarządzanie długiem.
Dodatkowo trzeba było wypełnić ankietę, w której trzeba było pokazać, jak wygląda organizacja finansów publicznych w urzędzie, korzystanie z różnych instrumentów finansowych, nie tylko pożyczek i kredytów, ale też obligacji, wykupu wierzytelności, korzystania z partnerstwa publiczno-prywatnego. Pytano się też, od ilu lat kandydat jest skarbnikiem, o opinię Regionalnej Izby Obrachunkowych, czy działam w radach nadzorczych spółek i o programy naprawcze w starostwie. Było też punktowane zaangażowanie w pozyskiwanie środków zewnętrznych.
Jest możliwe, żeby samorząd nie miał żadnego zadłużenia?
– Są gminy, które nie mają długu. Jednak to jest niewykorzystanie potencjału, jaki dają różne instrumenty finansowe. Porównałbym to z gospodarstwem domowym. Ile osób stać na kupno samochodu czy mieszkania za gotówkę? Bardzo niewiele. Gdybyśmy nie korzystali z kredytów i pożyczek, nigdy byśmy nie mieli tych dóbr. Podobnie jest w samorządzie, zdecydowanie wolniej byśmy się rozwijali. Oczywiście pożyczać trzeba mądrze. Najlepsza ocena naszej pracy w tym względzie to wysokość stóp procentowych, jakie oferują nam banki, udzielając kredytów. Jest duża konkurencyjność w tych przetargach, sporo podmiotów się zgłasza, bo wie, że mamy dobrą sytuację finansową i jesteśmy rzetelnym płatnikiem. Nigdy nie zdarzyło się, żebyśmy spóźnili się ze spłatą rat. W związku z tym mamy niskie stopy procentowe, tegoroczna emisja naszych obligacji jest na poziomie 2,5 proc.
Nasze zarządzanie długiem jest konsekwentne. On jest w zdecydowanej większości przekazywany na inwestycje prorozwojowe. W starostwie głównie finansuje się za to budowę dróg.
Na przestrzeni 15 lat wzrosła zamożność powiatu. W rankingach publikowanych 15 lat temu byliśmy na 280. miejscu na 315 powiatów pod względem bogactwa, czyli dochodów przypadających na jednego mieszkańca. Teraz jesteśmy na 180. miejscu. Nasza polityka inwestycji przynosi efekty, bo zwraca się w postaci wpływów do powiatu. W naszym regionie działa wiele firm, które płacą podatki.
To też wynika z umiejętnego zarządzania długiem i bardzo skutecznego pozyskiwania środków zewnętrznych, zarówno tych unijnych, jak i krajowych. Tworzymy wieloletnie plany inwestycyjne, głównie to są programy drogowe. Ostatni jest na lata 2014-2020. Wiemy, co będziemy robić w kolejnych latach. Co roku mamy siedem projektów do wyboru, sami możemy dokonywać oceny, który z nich jest najatrakcyjniejszy pod względem możliwości pozyskania dofinansowania. I jest to bardzo skuteczna metoda, do której chciałbym również przekonać władze gminy Świecie, w której jestem radnym.
Bez współpracy gmin modernizacje dróg by się raczej nie udały.
– Oczywiście, i za to bardzo dziękuję burmistrzom i wójtom oraz radnym z poszczególnych gmin. Razem możemy więcej, lepiej i szybciej. Chciałabym podkreślić, że moje wyróżnienie w konkursie „Perły samorządu” to nie tylko indywidualny sukces wynikający z umiejętności i doświadczenia, bo to by nie wystarczyło, gdyby nie było zgranego zespołu w starostwie, i to nie tylko w samym finansach. Świetna współpraca z osobami, które pozyskują środki, ale również tymi, które zajmują się organizacją samej pracy w powiecie. Podstawą jest też oczywiście szef, który pozwala skarbnikowi na rozwinięcie skrzydeł. Miałem do nich szczęście, to dotyczyło pierwszego starosty Marzeny Kempińskiej, potem Franciszka Koszowskiego, a obecnie Barbary Studzińskiej.
Łatwiej starać się o środki unijne czy krajowe?
– Krajowe, ich najwięcej jest na drogi. Unijne są trudne, sami sobie je skomplikowaliśmy, i to na każdym etapie – wnioskowania, realizacji, rozliczenia, wypełniania wskaźników. Nie ma stabilności, a w każdym okresie programowania zasady zmieniają się w istotny sposób. Oczywiście nauczyliśmy się myślenia projektowego, ale mam wrażenie, że im dalej brniemy w tym określaniu procedur, kryteriów, tym jest gorzej. Najłatwiejsze zasady były w latach 2004-2006, gdy operatorem środków był rząd i przechodziły one przez urząd wojewódzki. Potem zostało to zdecentralizowane i obecnie robią to samorządy województw. Pomimo tego nasz powiat radzi sobie bardzo dobrze z pozyskiwaniem środków głównie na drogi.
Obecnie, w perspektywie 2014–2020, trzeba było udowodnić, że dana droga np. prowadzi do korytarzy europejskich czy do terenów inwestycyjnych. Udało nam się pozyskać 30 mln zł, robimy za to trasę od Zbrachlina przez Pruszcz aż do Błądzimia, Michale – Sartowice. W ostatnim konkursie na środki unijne na drogi w całym województwie z wszystkich gmin i powiatów zakwalifikowano tylko 8 projektów, w tym aż trzy projekty drogowe powiatu świeckiego. Możemy też dostać 3 mln zł dotacji na ulicę Wojska Polskiego w Przechowie. W ubiegłym roku była to kwota 600 tys. zł, ale na ten moment są takie oszczędności na innych projektach, że wzrosło dla nas wsparcie do 3 mln zł. To są już konkretne pieniądze, ale bez pomocy gminy Świecie ul. Wojska Polskiego nie zrobimy.
Sporo środków pozyskujemy również na oświatę, opiekę społeczną, geodezję i informatyzację. W bieżącym roku realizujemy aż 15 projektów z dofinansowaniem unijnym, a w zeszłym roku aż 29 proc. wszystkich wydatków przeznaczyliśmy na inwestycje. To już pierwsza dziesiątka powiatów w Polsce pod względem tempa inwestycji, i to przy niskim długu.
Dla samorządu korzystniej brać kredyt, pożyczkę czy emitować obligacje?
– Na duże inwestycje, gdzie potrzeba większych środków, sugerowałbym emisje obligacji. Tu jest możliwość, że sam kapitał oddamy dopiero za 6-7 lat, a nawet 10. Kredyt trzeba spłacać od razu. Można odroczyć ten termin, ale co najwyżej do roku. Lubię korzystać z obligacji, bo to pasuje do naszej sytuacji finansowej. Powiaty mają dużo trudniej niż gminy, z racji swoich ograniczonych dochodów. W naszym budżecie 70 proc. to dotacje i subwencje, dochody własne są mniejsze. Dlatego stosujemy bardziej wyrafinowane metody finansowe niż bogate samorządy. Jest u nas duża presja na pozyskiwanie środków zewnętrznych, bo gdybyśmy tego nie robili, to mieszkańcy widzieliby, że niewiele się dzieje, i trochę stracilibyśmy rację bytu jako powiat.
Jak przez lata zmieniła się funkcja i zadania skarbnika?
– Skarbnik to już nie jest księgowy. Dzielę się zadaniami ze swoją główną księgową. Ona zajmuje się sprawami stricte księgowymi i rachunkowością. Dzięki temu mam więcej czasu na zarządzanie długiem, pozyskiwanie środków zewnętrznych, czytanie informacji branżowych, wyjazdy na konferencje, wymianę doświadczeń, podpatrywanie, jak inne samorządy sobie radzą. Obecnie skarbnicy też pełnią doradczą funkcję dla zarządu powiatu.
Na początku istnienia starostwa jako skarbnik miałem więcej spraw podstawowych związanych ze sprawozdawczością, inwentaryzacją, rachunkowością. To dosyć nużące tematy, ja wolę wyzwania, szukanie zewnętrznych środków.
Jest pan podobno takim skarbnikiem, który zawsze na wszystko znajdzie pieniądze.
– Kiedyś w jakieś rozmowie z jednym kolegą powiedziałem, że dobry skarbnik ma zawsze ukryty milion złotych w budżecie. Tak mu się ta dygresja spodobała, że powtarzał ją innym osobom. Po 5-6 latach znowu się spotkaliśmy i żartowaliśmy na temat mojej oszczędności. Dodam, że w obecnych czasach trzeba mieć przynajmniej 2 mln zł schowane na niespodziewane wydatki (śmiech).
Muszę być przygotowanym na różne sytuacje. Oczywiście tworzy się rezerwę budżetową, ale to czasem nie wystarcza. Trzeba uważnie śledzić wydatki w ciągu roku, dochody planować ostrożniej, aby je później podwyższyć. Ja na bieżąco monitoruje budżet, to wiem, gdzie wydajemy wolniej czy oszczędniej, niż zakładaliśmy.
Jaki dział w powiecie jest zawsze niedofinansowany?
– Można powiedzieć, że każdy.
Nie macie problemu z terminowością wpłat subwencji, dotacji albo jesteście zaskakiwani niższymi kwotami, niż zaplanowaliście?
– Zwykle dostajemy je w ustalonym terminie. Jeśli chodzi o oświatę, powiaty były przez lata w lepszej sytuacji niż gminy. Do pewnego momentu do wydatków bieżących nie dokładaliśmy. Od kilku lat pojawiła się luka w finansowaniu, z roku na rok jest ona coraz większa. W tym roku nie jest tak źle, bo dokładamy do oświaty tylko 10 proc. z budżetu.
Nie obawiacie się, że podwyżki dla nauczycieli będziecie musieli sami sfinansować?
– Oczywiście. Na ten moment nie mamy tego uwzględnionego w subwencji. I na tę okoliczność muszę wyciągnąć ten schowany milion złotych (śmiech).
Myślę, że dodatkowe środki rząd nam przekaże, bo to będzie uczciwe i zgodne z prawem. W budżecie powiatu i tak największe wydatki są związane z remontami dróg.
Jest też kwestia dokładania nam nowych zadań. Ostatnio nas mocno zaskoczyła sprawa związana z mniejszym dofinansowaniem na ochronę środowiska. Dostaliśmy na to zadanie tylko 300 tys. zł na rok, a zwykle było to 1,1 mln zł. Jest to związane z utworzeniem spółki Polskie Wody.
Mówi się też o spadku dochodów z rejestracji pojazdów. Dobre jest to, że rosną nam dochody podatkowe CIT i PIT.
Szpital to już nie jest już problem finansowy.
– Nie, choć społecznie zawsze takim zostanie. Spółka Nowy Szpital płaci nam za dzierżawę budynków około 1 mln zł i w przyszłym roku zapłaci nam ostatnią ratę za sprzęt. W ciągu 14 lat działalności szpitala jako spółki zainwestowano 42 mln zł. Szpital się rozwinął: liczba oddziałów wzrosła z 12 do 16, a liczba poradni z 13 do 27. To chyba najtrudniejsze zadanie powiatu. Wszyscy widzimy, co dzieje się w Polsce ze szpitalami. Brakuje lekarzy, pielęgniarek, a pozostałe zawody medyczne są jeszcze gorzej wynagradzane. Mam tutaj na myśli fizjoterapeutów, techników medycznych, ratowników medycznych, radiologów. No i oczywiście nie można zapominać o zawodach niemedycznych. Mocno liczę na spełnienie zapowiedzi rządowych i na zwiększanie środków przeznaczanych na zdrowie. Poważnie rozważamy też utworzenie w Świeciu zakładu opiekuńczo-leczniczego. Społeczeństwo się starzeje i obecnie już co czwarty mieszkaniec powiatu jest w wieku powyżej 60. roku życia, a trendy są jeszcze bardziej niekorzystne. Usługi dla seniorów będą dla nas w przyszłości jednym z priorytetów.
Poprzedni starosta z dzierżawy budynków przeznaczał część pieniędzy na podwyżki dla pielęgniarek, remonty oddziałów.
– Tak, robiliśmy wspólnie m.in. parking czy remontowaliśmy oddział wewnętrzny. Chodziło o zmotywowanie naszego większościowego udziałowca do zwiększenia tempa inwestycji.
Czego można życzyć skarbnikowi z takim doświadczeniem?
– Dalszego znajdowania wewnętrznej motywacji do pracy i nowych wyzwań, a także zrozumienia i dobrych relacji ze współpracownikami. Praca skarbnika jest bardzo trudna i trochę niewdzięczna. Wszyscy chcieliby wydawać i realizować kolejne zadania publiczne, ja też, ale z drugiej strony jest dyscyplina budżetowa i ogromna odpowiedzialność z tym związana.
Dziękuję za rozmowę.
Not. Katarzyna Rydzewska