Katarzyna Rydzewska: Wszyscy nasi włodarze narzekają, że muszą dokładać do oświaty. Jak to wygląda w powiecie?

Dariusz Woźniak: W powiecie mamy podwójny rocznik. Od września uczą się u nas absolwenci trzecich klas gimnazjum i ósmych podstawówek. Wydawać by się mogło, że to korzystna sytuacja, bo mamy więcej uczniów, czyli jest większa subwencja oświatowa. Niestety, jej wysokość nie zrekompensowała nam wszystkich kosztów związanych z pojawieniem się podwójnego rocznika w naszych placówkach. To większa liczba godzin nauczania, czyli to są wyższe koszty płac dla nauczycieli. Rosną też wydatki na utrzymanie szkół. W powiecie nie chcieliśmy, żeby młodzież kończyła lekcje o godz. 19–20, a zajęć do godzin popołudniowych nie byliśmy w stanie zorganizować wyłącznie w budynkach naszych szkół. Dotyczy to głównie ZSP w Świeciu oraz „białego” LO. Koszty wynajmu pomieszczeń dla uczniów tych placówek to 250 tys. zł rocznie.

Ogólnie w 2019 r. dokładaliśmy do oświaty 4 mln zł, w tym to będzie 8 mln zł. To pokazuje skalę problemu. Od strony finansowania oceniłbym tę reformę edukacji negatywnie.

Do tego dochodzą kolejne podwyżki dla nauczycieli.

– Na ten moment trudno mi się na ten temat wypowiadać, bo nie ma żadnej odgórnej decyzji o podwyżkach. To są na razie spekulacje. Minister edukacji mówi, że pensje od września wzrosną o 6 proc., a związki zawodowe twierdzą, że to za mało i będą negocjować.

Problemem jest też wzrost płacy minimalnej, i to nie tylko w oświacie, ale głównie wśród urzędników. W większych miastach to nie jest kłopot, bo tam pracownicy samorządowi nie zarabiają najniższej krajowej.

W takim powiecie jak nasz czy w gminie Świecie najniższe wynagrodzenie dla pracownika z 20-letnim stażem to jest teraz 3,2 tys. zł brutto. Okazuje się, że nie ma już zbyt dużej różnicy w wynagrodzeniach średniej kadry kierowniczej i szeregowych pracowników.

Wróćmy do wydatków na oświatę. Jak to wygląda w gminach?

– Tu zmniejszyła się subwencja oświatowa, bo odszedł jeden rocznik. Gminy też coraz więcej dokładają pieniędzy, np. takie Świecie ponad 20 mln zł.

Nasza gmina ma też przedszkola i żłobek.

– Żłobek to zadanie własne gminy. Po prostu wzrosną nam koszty stałe, ale Świecie na to stać. Jeśli chodzi o żłobek, miasto podjęło słuszną decyzję o jego budowie, bo zapotrzebowanie jest ogromne, o czym świadczy choćby nabór do nowej placówki. Lista zapełniła się prawie momentalnie.

Nasze samorządy mają też coraz mniejsze wpływy z podatków.

– Jeśli chodzi o podatek od osób fizycznych, to oceniam zmiany pozytywnie. Obniżenie procentu opodatkowania z 18 do 17 proc., wprowadzenie zerowego podatku dla osób do 26. roku życia i podwyższenie ponaddwukrotnie kosztów uzyskania przychodu powoduje, że ludzie lepiej zarabiają. Dzięki tej ustawie wszyscy mieszkańcy powiatu i gminy mają więcej pieniędzy w portfelach. Z tego należy się cieszyć.

To jednak wpływa na budżety samorządów?

– Według prognoz rządu kwota wpływów z tego tytułu nie zmalała. Ministerstwo Finansów planuje mniej więcej dwuprocentowy wzrost dochodów z tytułu PIT. Co prawda w poprzednich latach to było 8–10 proc.

W przypadku naszego powiatu dochody z PIT nie wzrosną o 1,5 mln zł, tylko o 200–300 tys. zł. W kolejnych latach powinny być wyższe.

Gorzej, jeśli gminy tracą podatek od nieruchomości z tytułu wyłączenia z opłat terenów kolejowych. W przypadku Świecia to jest rocznie dochód mniejszy o 1,5 mln zł.

Na czym jeszcze tracą samorządy?

– W powiecie znacznie spadły nam wpływy z tytułu ochrony środowiska. Jest to związane z powołaniem spółki Wody Polskie. Dochody z tego działu zmalały nam z 1,2 mln do 400 tys. zł rocznie. W gminie Świecie pewnie będzie to nawet o 1 mln zł mniej.

Wiąże się to z tym, że jest mniej środków na energetykę odnawialną i walkę ze smogiem. Co prawda rząd tworzy własne programy ochrony środowiska, z których można skorzystać. Tylko teraz nasuwa się pytanie, czy tego rodzaju zadania centralizować, czy może zostawić to w gestii samorządów. Tym bardziej że część zadań przygotowanych przez rząd ma bardzo nieczytelne kryteria.

Dobrym na to przykładem jest Fundusz Dróg Samorządowych. W poprzednich latach takie powiaty jak nasz mogły składać tylko dwa wnioski: z maksymalnym wsparciem 3 mln zł i do 50 proc. wartości inwestycji. Teraz można dostać nawet do 40 mln zł, a liczba projektów jest nieograniczona. Inna sprawa, ile się rzeczywiście środków dostanie. Choć nam w zeszłym roku udało się otrzymać wsparcie na pięć dróg.

W 2020 r. złożyliśmy projekty na trzy trasy, na razie na jedną dostaliśmy już wsparcie (Świekatowo – Serock), a na dwie czekamy (rondo przy straży pożarnej w Świeciu i trasę Lniano – Drzycim – Gródek).

Tu sprawdza się to, na co namawiam od zawsze władze gminy – aby tak jak w powiecie tworzyły wieloletnie plany inwestycyjne.

Zawsze budujecie nowe trasy przy wsparciu samorządów gminnych.

– Trzeba podziękować wójtom i burmistrzom, że chcą nas wspierać finansowo. W końcu mieszkaniec gminy to również mieszkaniec powiatu i z tego założenia wychodzą.

Jakie widzi pan zagrożenia w finansach samorządów przez najbliższe lata?

– Większe ryzyko widzę w przypadku powiatu, bo 70 proc. naszego budżetu to są dotacje i subwencje. Bardzo mocno jesteśmy uzależnieni od decyzji rządowych. Powiat nie ma żadnych lokalnych podatków, a gmina ma szereg opłat i może z nich korzystać i je podwyższać. Tak m.in. zrobił ostatnio burmistrz Świecia i podwyższył podatek od nieruchomości o 5 proc.

Gmina i powiat muszą się bardzo przyglądać bieżącym wydatkom i nie chodzi tu o ich obniżenie, ale o to, żeby nie rosły w zbyt szybkim tempie. Trzeba myśleć o tworzeniu Centrum Usług Wspólnych, przetargach, w których bierze udział kilka podmiotów, np. na energię elektryczną, bo wtedy uzyskuje się niższe ceny. Trzeba też pójść w kierunku nowych rozwiązań finansowych. Przy inwestycjach trzeba korzystać nie tylko ze środków własnych, obligacji czy zewnętrznego dofinansowania, lecz także partnerstwa publiczno-prywatnego. W ten sposób zrealizowano już kilkadziesiąt projektów w Polsce.

Jesteśmy po wstępnych rozmowach z zarządem powiatu, aby ul. Wojska Polskiego w Świeciu zrealizować dzięki takiemu partnerstwu.

Mógłby pan podać więcej szczegółów?

– Partnera wybiera się w drodze konkursu. Potencjalnie może nim być firma mająca potencjał do przebudowy dróg i ich utrzymywania przez 15 lat.

Co zyskiwałaby taka firma?

– Po pierwsze, dostałaby pieniądze za zrobienie tej trasy, a później przez 15 lat miałaby płacone za jej utrzymanie. Uważam, że partner prywatny zrobiłby ją dobrze, bo potem musiałby o nią dbać. Sam sobie nie zrobi nawierzchni w gorszej technologii, bo za rok musiałby sam sobie łatać w niej dziury.

W 2021 r. chcemy skończyć ul. Wojska Polskiego od ronda w Przechowie aż do skrzyżowania z ul. Wodną. W tym roku chcielibyśmy się zająć rondem przy szpitalu i pokryciem asfaltu ul. Wojska Polskiego aż do ul. Świętopełka.

Do zrobienia w partnerstwie publiczno-prywatnym zostałby nam mniej więcej trzykilometrowy odcinek głównej ulicy w mieście.

Z jakimi problemami w ciągu najbliższych lat będą się musiały zmierzyć mniejsze gminy?

– Jeśli samorząd jest mniejszy i dużo daje na oświatę, to praktycznie jego wydatki są uzależnione od subwencji oświatowej.

Z czasem czeka nas szersza dyskusja nad tym, czy likwidować małe gminy, bo one sobie nie poradzą z rosnącymi wydatkami. To nie będzie tak, że mieszkańcy czy wójt będą chcieli likwidacji swoich gmin. Zmusi ich do tego twarda ekonomia.

Nie wiem też, co będzie z powiatami, bo od lat na szczeblach centralnych toczy się dyskusja, czy są one potrzebne. Patrząc przez te ponad 20 lat ich istnienia na liczbę wyremontowanych dróg, zadbanych szkół średnich, widać, że starostwa dobrze sobie radzą. Może z czasem trzeba będzie pomyśleć o konsolidacji powiatów, np. łączeniu większych jednostek z mniejszymi.

Świecie chce powiększyć swoje granice. Czy to dobrze dla mieszkańców?

– Od ostatniej zmiany w granicach administracyjnych minęło 50 lat. Przez ten czas miasto bardzo się rozwinęło. Ostatnio, jak przyjmowaliśmy status żłobka, okazało się, że znajduje się on w granicach wsi Sulnówko. Powiększenie miasta to po prostu zaakceptowanie tego, co już jest. Warto zobaczyć, ile domów powstaje w Sulnówku, Sulnowie czy Kozłowie.

Mieszkańcy tych wsi obawiają się, że po przyłączeniu do Świecia stracą fundusz sołecki.

– Może dla samego sołtysa to nie jest dobrze, że traci mieszkańców. Trzeba jednak spojrzeć na problem nieco szerzej, na plusy i minusy dla całej gminy. Poza tym np. sołectwo Sulnówko nadal będzie istnieć, bo miasto rozszerza swoje granicy tylko o teren do obwodnicy. Za nią nadal będzie wieś.

Czy są jakieś obawy odnośnie do funkcjonowania służby zdrowia w małych powiatowych ośrodkach?

– Od kilku lat nie ma w szpitalach kontraktów, tylko Narodowy Fundusz Zdrowia za określone usługi płaci ryczałt. Jest on niedoszacowany i za jakiś czas może się okazać, że samorządy, które mają na swoim terenie lecznice, będą miały z tym ogromny problem. Nas to nie dotyczy, bo u nas szpitalem zajmuje się prywatna spółka i to ona odpowiada finansowo za budżet placówki.

Dziękuję za rozmowę.

Not. Katarzyna Rydzewska