Czasem tak chociaż koloruję, żeby nie tęsknić tak i nie myśleć
Z Joanną Grodzicką, właścicielką Domu Seniora "Tucholanka" w Tleniu, o bogatej historii tego miejsca, specyfice pracy, dylematach rodzin, trudnych momentach, uśmiechu na twarzach pensjonariuszy i o tym, jak szybko skończyć z papierosami, rozmawia Magdalena Potulska
Magdalena Potulska: Co w miejscu gdzie obecnie stoi Domu Seniora "Tucholanka" było dawniej?
Joanna Grodzicka: Dom powstał w miejscu dawnego, przedwojennego pensjonatu Tucholanka. Został on otwarty w 1934 r. Wówczas był prowadzony przez moją babcię Janinę Kubicę. Do wybuchu wojny ten pensjonat bardzo dobrze funkcjonował. W Tleniu była stacja PKP, było też jezioro, a więc zjeżdżali tu goście z całej Polski. W czasie wojny pensjonat został zarekwirowany przez Niemców. Wówczas organizowane tu były wczasy dla oficerów niemieckich. Znamy nawet panią, która tu pracowała jako kelnerka. W czasie wojny zmarła babcia Janina. Dziadek, Marian Kubica, był właścicielem tartaku w Osiu (obecnie istnieje tam spory zakład produkcji drewna) i Lubiawie. Był też oficerem kawalerii w kampanii wrześniowej. Po wojnie dziadek ożenił się z drugą kobietą, Wandą.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.