Zaczęło się od zwykłej jelitówki. Gdy objawy nie ustępowały, mama zgłosiła się z synem na SOR. Wykryto u niego guz w jamie brzusznej. Dziś Miłosz Kwasigroch z Jeżewa leży na dziecięcym oddziale onkologii w Bydgoszczy i potrzebuje naszego finansowego wsparcia w powrocie do zdrowia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Miłosz jest uczniem siódmej klasy podstawówki w Jeżewie.

Choroba zaczęła się u niego w styczniu. Miał zwykłą biegunkę.

– Myślałam, że to jelitówka i po kilku dniach przejdzie, ale gdy objawy nie ustępowały, pojechałam na szpitalny oddział ratunkowy w Świeciu – opowiada Brygida Kwasigroch-Dzienia. – Lekarz zrobił USG i okazało się, że w jamie brzusznej wyrósł guz. Pamiętam moje przerażenie. Ja tylko chciałam, żeby w szpitalu moje dziecko nawodnili, a tu taka straszna diagnoza – dodaje.

Objawy przypominają przeziębienie

Chłopak z mamą trafił na diagnostykę do Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy. – Lekarze stwierdzili, że syn ma nowotwór złośliwy, chłoniaka Burkitta, w trzecim stadium zaawansowania – opowiada pani Brygida.

To rak komórkowy pochodzący z układu chłonnego. Jego przyczyną jest niekontrolowany rozrost limfocytów z grupy B lub T. Objawy przypominają zwykłe przeziębienie. Rak rozwija się w krótkim czasie. Guz może się utworzyć w niemal każdym narządzie. W przypadku Miłosza był to pęcherz moczowy. Chłoniak Burkitta u dzieci pojawia się zwykle między 6. a 14. rokiem życia, a chorują na niego częściej chłopcy.

Na 13. urodziny był w domu

Miłosz dostał skierowanie na dziecięcy oddział onkologii w szpitalu im. Jurasza w Bydgoszczy. – Przed nami długie cykle chemii – opowiada mama chłopca. – Po pierwszej czuł się bardzo osłabiony, wypadły mu włosy, nie miał na nic siły. Mieliśmy małą przerwę na pobyt w domu, dzięki czemu syn swoje 13. urodziny, które miał 26 lutego, spędził z najbliższymi – dodaje.

Wydatki są ogromne, rodzina prosi o pomoc

Rodzina chłopca ma problemy finansowe. Mama nie pracuje, tata pobiera zasiłek. W domu jest jeszcze 10-letnia córka.

Nie mają też samochodu, w związku z czym proszą znajomych albo wynajmują auto, gdy jadą do szpitala. – Gdy syn był w domu, pilnie musiał mieć pobraną krew – opowiada mama chłopca. – Zrobili to w przychodni w Jeżewie, ale na badania musiałam go zawieźć do Świecia, bo w lecznicy w Bydgoszczy chcieli mieć szybko wynik. Trzeba było prosić znajomych o pomoc – dodaje.

Wydatków podczas leczenia chłopca jest o wiele więcej.

– Same jałowe opatrunki, specjalne rękawiczki chirurgiczne i płyny dezynfekujące do pielęgnacji rany po centralnym wkłuciu kosztowały prawie 500 zł – opowiada pani Brygida. – Do tego Miłosz musi pić przynajmniej raz dziennie nutridrinka i być na specjalnej diecie – dodaje.

Chłopca czeka długie leczenie chemioterapią. Potrzebuje całodobowej opieki. W szpitalu jest z nim cały czas mama. – Kupiłam materac i dzięki temu mogę spać przy synu – opowiada. – Co prawda na oddziale można wynająć łóżko dla opiekuna, ale to są dodatkowe koszty, na które nas nie stać – dodaje.

Rodzina będzie wdzięczna za każdą okazaną pomoc

O Miłoszu pamiętają mieszkańcy Jeżewa, na pomagam.pl uruchomili zbiórkę, w której zamierzają zebrać 50 tys. zł – już uciułało się 16 635 zł (wystarczy wpisać hasło: Na leczenie Miłosza), a na Facebooku utworzyli fanpage „MOC pomocy dla Miłosza”, na którym są organizowane licytacje.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zaloguj się