Drewniany dom wielorodzinny płonął jak pochodnia. Policjant zauważył ogień na dachu, wyglądając przez okno swojego mieszkania. W jednym z sąsiednich spała 85-letnia kobieta. Nie dałaby rady o własnych siłach uciec przed płomieniami. To o niej pomyślał jako pierwszej. Teraz sam potrzebuje pomocy.

W starym, drewnianym domu w Polednie mieszkały trzy rodziny.

Jedno z mieszkań zajmował st. post. Bartosz Horstman, policjant z Bukowca, i jego rodzice Elżbieta i Grzegorz. Ogień, który wybuchł nocą 26 lipca, zabrał im wszystko. Wybiegali z budynku w skarpetach.

CZYTAJ TAKŻE: Pożar domu w Polednie. Ludzie uciekali w tym, co mieli na sobie. 30 osób musiało opuścić pałac [ZDJĘCIA]

– Około godz. 22 policjant usłyszał głośne huki i zauważył błyski – mówi sierż. sztab. Damian Ejankowski z Komendy Powiatowej Policji w Świeciu. – Gdy wyjrzał przez okno, zorientował się, że dach budynku płonie – dodaje.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zaloguj się
    to był wybór tego człowieka że mieszkał w domu którego nie chciano ubezpieczyć.
    A to co się stało jest dowodem na słuszność decyzji ubezpieczyciela.
    Jak się mieszka na bombie to się wylatuje w kosmos w samych majtkach.
    Nie popieram zbiórki na pomoc w takich sytuacjach
    już oceniałe(a)ś
    1
    1